wtorek, 18 grudnia 2012

Novum

1. Pewne wydarzenia sprawiły, że zainteresowałam się gorsetami i wszystkim co z nimi związane. Na razie dopiero zaczynam przygodę w tym temacie, więc ciągle się dokształcam pod względem technicznym i jakościowym. Powoli dowiaduję się na co opłaca się wydać więcej pieniędzy, a na czym oszczędzać. Możliwe, że w miarę poszerzania się mojej wiedzy na blogu pojawi się więcej postów na temat gorsetów. Na dzień dzisiejszy jedyną gorsetową prawdą uniwersalną znaną przeze mnie jest fakt, by nie dać się skusić atrakcyjnym wizualnie produktom marki corsets.uk ;). Staram się ciągle rozwijać, dopiero zaczynam wypracowywać własny styl.
Właśnie czekam na dostawę do domu chwalonego przez osoby, którym ufam pod tym względem, matowego underbusta z papercats. Można powiedzieć, że sprawiłam sobie spóźniony urodzinowy prezent ;).

2. Zmiany również w umiejętnościach domowych. Okazuje się, że umiem gotować tak, że nikt nie krzywi się z obrzydzenia. Czyli jest dobrze i byle do przodu.

3. Powróciłam do, zarzuconego pod wpływem mocnej krytyki, rysowania i z dnia na dzień widzę jakieś postępy. Jednak nie warto przywiązywać zbyt dużej wagi do słów postronnych, niezależnie od relacji jakie nas z nimi łączą.

4. Po mocnym załamaniu nerwowym zaczynam powoli odbijać się od dna. Możliwe, że to kwestia zbawiennej odległości od czynników destrukcyjnych. Oddalenie wychodzi mi na dobre, choć nie wiem, czy jeszcze nie jest za wcześnie na takie odważne teorie.


Pożyjemy (sic!), zobaczymy :)

wtorek, 20 listopada 2012

Zniżki

Moi znajomi są podobni do zniżek na piwo. Wystarczy, że je zauważysz a momentalnie znikną. Zachciało mi się powylewać żale, ponieważ od prawie trzech tygodni siedzę w mojej lepiance, z internetem przez kalkulator, a propozycji towarzyskich jak nie było, tak nie ma. Pewnie dalej nie będzie, do momentu w którym zostanę zawalona pracą po pachy. Zapewne jestem ułomna społecznie, ale nie jest to wystarczający argument, skoro połowa moich pseudo przyjaciół cierpi na tę samą dolegliwość. Z drugiej strony, czego wymagać od przecen. Towar albo wadliwy, albo z dwudniową datą ważności. To ma sens. Wmawiam sobie, że mając przed sobą pół roku oczekiwania na propozycję, mam dość czasu, by wziąć się za siebie i wywrzeć na powyższych wielkie wrażenie. W związku z tym kolekcjonuję zestawy ćwiczeń, przepisy kulinarne, lakiery do paznokci, maseczki do twarzy i drogie perfumy, wiedząc, że gdy przyjdzie co do czego, pojawię się zapuszczona, chcąc mówić swoim wyglądem, że tak naprawdę nie zależy mi na żadnej znajomości, szczególnie z osobami mającymi mnie tam, gdzie zeszłoroczny śnieg. Ale, ale. Doczekacie się dnia, w którym wyskoczę na 20cm obcasach, z tacą pełną babeczek i robioną przez dwie godziny fryzurą, nie zapominając o idiotycznym sztucznym uśmiechu. Zacznę rozdawać radość godną różowego jednorożca na prawo i lewo, aż pochorujecie się od namiaru słodyczy. Bycie wolnym atomem to najbardziej ujowa rzecz jaką robiłam w życiu. Pokój niewolnym.

niedziela, 18 listopada 2012

Wzniośle

O miłości mówi każdy, częściej bez sensu niż składnie. W ciągu pierwszych piętnastu lat życia naczytałam/ nasłuchałam się na ten temat tyle, że moja głowa stała się pełna wzniosłych myśli. Jeszcze dwa lata temu uważałam, że jeśli kiedyś trafi mnie pijany amor, będzie to coś na kształt spełnienia marzeń. Motylki w brzuchu, nieprzymusowa dieta, darmowa euforia do końca życia. Oczywiście, nie byłam oryginalna w sposobie postrzegania tego zjawiska. Pojawiały się niby-okazje całkiem niezłe jako pole działania skrzydlatego, niestety, zamiast niego na wierzch wychodził mój, sprawny kiedyś, rozum. Generowało to wiele zabawnych sytuacji, o których chętnie, nie bez nuty złośliwości opowiadałam postronnym. Do czasu. W połowie ubiegłego roku uznałam, że karma jest sprawiedliwa. Wszystko, co rzucałam, odbiło się, trafiając   mnie w czuły punkt. Dłuższy czas zajęła mi identyfikacja tego, niespotykanego jak na moje warunki, stanu, przy czym trafne rozpoznanie go wcale nie przyniosło mi tak oczekiwanej radości. Zgoda, pojawiła się darmowa dieta, objawiająca się jako niemożność jedzenia w samotności, ale motyle były dość koślawe i zdecydowanie zbyt często uderzały o serce, powodując bolesne(!) otępienie. Ciągle jednak było to doświadczanie czegoś, czego chciałam od dawna, więc poddawałam się temu, czekając jak daleko się posunie. Doszło o wiele dalej niż się spodziewałam. Koślawe motyle zapełniły całe ciało. Najpierw poleciały do głowy, odejmując możliwość logicznego działania i sensownego myślenia, potem do ust, odbierając możliwość jedzenia i składnego wysławiania się, następnie zajęły nogi i ręce ustanawiając je niezależnymi od mojej woli. Ciągle jednak było ciekawie. Do momentu, w którym zorientowałam się, że założyłam lokatę w złym banku. Nie zwróciłam w porę uwagi na małą czcionkę, według której umowa nie obejmowała oprocentowania, za to zakładała możliwość licznych opłat  oraz ograniczeń korzystania. Zaczęłam szukać rozwiązania, przy czym im bardziej intensywnie go poszukiwałam, tym mniej pożądanym się dla mnie stawało. Każde było złe. Dałam za wygraną, niechętnie zostawiając sprawy własnemu biegowi. Skutkowało to do stanem żałosnej podległości, ten  brakiem własnego zdania, który z kolei poprowadził do oklepanej depresji.  W końcu stałam się gotowa wiele (by nie nadużywać melodramatycznego tonu, mówiąc "wszystko") poświęcić, byle tylko móc spędzić głupie pięć minut łudząc się, że uczucie jest odwzajemnione. Udawało się to mniej lub bardziej. Najdłuższy czas trwania u mnie mrzonki o wzajemności wynosił dzień. Przy tym wszystkim zabawnym było, że moje zachowanie wskazywało prędzej na wyraźną niechęć niż mocne uczucie. Było to niezamierzone i kompletnie irracjonalne. Może, budując złą opinię w oczach najbliżej mi osoby, karałam samą siebie za słabość i przeszłość na raz. W gruncie rzeczy to nieistotne, podobnie jak fakt, że będąc osobą od zawsze daleką od łez, zaczęłam zapełniać każdą wolną chwilę żałosnym płaczem. W żadnym momencie nie chodziło mi o marzenia przyprawiające każdego mężczyznę o mdłości, nie, moje mrzonki kierowane były chęcią zatrzymania chwili obecnej na czas bliżej nieokreślony, bez konieczności przejmowania się przyszłością. Nie zmieni to faktu, że zmiana cudzych skłonności jest niemożliwa. Wiedziałam o tym z moich, przedstawiających się odwrotnie, doświadczeń. "Nie wiem" jest równe "nie", którego za nic nie da się zmienić. Doprowadziło to do miejsca, w którym, ciągle żyjąc z nadzieją na przyszłość zajętą odwzajemnionym uczuciem, jednocześnie przestałam w nie wierzyć. Możliwe, że moja obecna skłonność za jakiś czas będzie tylko wspomnieniem, ale nie zmienia to faktu, że w tym momencie jest  bardziej świeża niż wczoraj, gdy wczoraj była mocniejsza niż dwa dni temu, i tak dalej. Rośnie zamiast znikać, a ja zasłuchuję się w piosenkę Nicka Cave'a, będącą niczym mniej i niczym więcej niż prawdą na temat miłości. Starajmy się jej nie wpuszczać, wszak ma brzydkich bliźniaków.

poniedziałek, 29 października 2012

Suwenir

Podobno wspomnienia mają kolor sepii
niektóre chwile były nimi od razu
tak bardzo niechciane

Chowam je do portfela
jak słowackie korony sprzed lat
będą tam leżeć
żeby nigdy nie był pusty

chrono

22 grudnia
mokre ulice
sucha głowa
pełne ręce
szczęście

24 października
mokra głowa
nieświadoma kradzież
niespełnione nadzieje
niespodzianka

1 stycznia
rozczarowanie
spokój
ciepło
prostota

16 października
białe włosy
złote liście
zielone oczy
głowa rozsadzana szczęściem
punkt kulminacyjny

Kto to?

Uwielbienie do połowicznego rozwalania butów i taniego wina. Szaleństwo na punkcie miętowych i lekarzy. "Nie" odwrotne. Rozpuszczone włosy i ściśnięte nogi. Trzeźwy kac. Szukanie całego w dziurze. Pachnie moimi perfumami lepiej ode mnie. Atrakcyjne kończyny, zbyt przytomny umysł. Łamiąc wagony szybko dojedzie do celu. Zamieńmy się.

piątek, 31 sierpnia 2012

Instrukcja obslugi

Lubię dostawać prezenty, lubię, gdy dzwoni się do mnie z pytaniem o humor, lubię, gdy szanuje się mój czas na równi z własnym. Lubię, gdy utrzymuje się ze mną kontakt na bieżąco, a nie "od potrzeby, do potrzeby", lubię, gdy przebywanie ze mną, oznacza przebywanie ze mną. Lubię szczere rozmowy, ale nie znoszę chamstwa. Lubię traktowanie mnie jak człowieka, lubię szczere zainteresowanie, nie znoszę fałszywych pochwał. Lubię konstruktywną krytykę, nie toleruję czepiania się o pojedyncze wyrazy. Lubię pomaganie w potrzebie, nie lubię nazywania nurtujących mnie problemów głupotami (narzekaniem). Lubię czuć się swobodnie, bez liczenia czasu. Lubię dotrzymywanie słowa, brak przykrych niespodzianek. Lubię czuć się osobą minimalnie ważną, wartą zabiegania. Lubię wiedzieć, że jestem "kimś", a nie "czymś". Lubię posiadać własne zasady, nie lubię naginania mnie.

By aktywować, wciśnij klawisz "wyślij".

piątek, 24 sierpnia 2012

La tristesse

Ignorancja, jesteś zerem. Wszyscy pną się w górę, tylko ty wybierasz nieoficjalne ścieżki i zapominasz się w upodleniu. Wiesz, że nie możesz czekać, nic/nikt nie wyjdzie do ciebie z inicjatywą, takich śmieci się unika. Kto chciałby się z tobą zadawać? Każdy myśli o sobie jako o kimś lepszym. Nie masz co na nich liczyć. Bez twojej inicjatywy nie będzie niczego, a przyjemne bajki możesz wsadzić w tę część mózgu, w której zapodziały się wiadomości z liceum. Obecnie jesteś żałosnym żebrakiem znającym swoją sytuację, a jednak nie potrafiącym żyć w leczniczej samotności. Coraz bardziej mizernie prosisz o uwagę, wiedząc, że i tak cię nie wysłuchają. Dla nich jesteś nikim, sprzedajesz się za darmo w imię braku idei. Otępienie nie daje ci wyrwać się z tego stanu, przez co ciągle wracasz do niepoprawnych rozwiązań. Wiara w przeznaczenie jest domeną nieudaczników, ale coraz częściej przyłapujesz się na myśleniu o sobie jako kimś w tym stylu. Musisz robić, mówić coraz głupsze rzeczy, by ludzie choć na chwilę na ciebie spojrzeli. Nie chcą twojego towarzystwa, gardzą tobą. Mają lepsze pomysły na spędzanie swojego czasu, niż zauważanie cię. Jesteś niepotrzebnym problemem, łatwym do pozbycia się, ale czasem przydatnym jako wymówka. Zaczynasz dopłacać do towarzystwa. Myśl o sobie jako organicznej materii podobnej do trawy, czy innego niezauważalnego czynnika towarzyszy ci cały czas. Nie dostaniesz już tego minimum uwagi, którego potrzebujesz. Na odległość widać, że jesteś zerem. Przekupujesz ludzi, by "chcieli" chociaż chwilę z tobą pobyć. Boisz się ruszyć w miejsce docelowe, obawiając się, że może nagle zauważą. To nie nastąpi.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Cisza

Pogodzenie się z samotnością pomaga. Jest oczywiste, pozwala przestać liczyć na ludzi. Przestajesz ich dostrzegać, za to zauważasz wszystko dokoła. Jak prosto i dobrze potrafi być bez nich. Spokojnie, cicho, czysto. Nie jesteś ciałem, to coś więcej. Już nie przeszkadza i przez tę jedną krótką chwilę jest dobrze. Chwilę przed końcem.

Wywóz

Burza i senny koszmar. Mara o niestałości i zbytnim ufaniu ludziom. Tyle zasad, udawanie, pięćset różnych ról na tydzień, tylko po to, by komuś sprawić przyjemność byciem nie sobą. Za dużo słów, niepotrzebne emocje, zbyt mało chłodnego spojrzenia. Słowa mające kogoś zadowolić, sprzeczne z uczynkami. Od tego nadmiaru lepszy jest brak. Wartość określona cechami. Szacunek nieosiągalny. Stałość nieopłacalna, przedawniona, niemodna, stawia w szeregu moherów. Zalety niszczone, wady uwydatniane. Wyjątki nie przyjmowane do wiadomości. Zaślepienie przeszłością bez zauważania chwili obecnej. Ciało rządzi głową. Słabość woli tłumaczy wszystko. Mam prawo. Wymówki niepotrzebne. Bycie śmieciem jest piękne.

piątek, 3 sierpnia 2012

Porno-Romantyzm

Nie ma to jak wolność. Usprawiedliwia wszystkie idiotyzmy. Jesteś wolny, masz prawo. Coś pięknego.  Jesteś wolny, nie  musisz się na nic decydować. Jesteś wolny, więc robisz cokolwiek chcesz. Czasem łatwo uwolnić się na chwilę tylko dla spokoju własnego sumienia. Przyjemnie zrzucać winę na wino, jest mocniejsze od nas, prawda? Do niczego nie trzeba się przyznawać, bo po co?  Mam prawo, by było mi wygodnie. Stałość jest nudna, zachowawcza, bez przyszłości. Ubiorę to w eleganckie słowa. I co mi zrobisz?

X

Ach, ta moc sprawcza myśli. Mózg tworzy koszmary a ja je realizuję. Niektóre fantazje powinny zostać zamknięte w głowie.

piątek, 13 lipca 2012

Gruba sprawa

A' nie ma kota, w przeciwieństwie do K2.  K2 posiada ich wiele. Jeden z nich jest małym, czarnym kłębkiem futra z całkowitym brakiem podejścia do świata. Kolejny to kontrowersyjne dla niektórych zainteresowania, trzymane na pozorny dystans. Numerem 3 można nazwać niechęć przed obnażaniem psychicznym zastąpioną typem francuskim. Nie można  odmówić uroku, wynikającego z jej niestandardowej postaci. Wie, czego chce i nie wstydzi się tego brać. Wydaje się być asertywna. Jej niejasne przymioty biją na głowę moje, podobno moherowe, zachowanie. Kontrowersje działają i dają nadzieję na przyszłość. Nie zostawianie niczego do domysłu najwidoczniej intryguje bardziej, niż nie mówienie niczego. Na tych podstawach niedługo zrobi coś, co będzie ją w stanie uszczęśliwić. Prawie zazdroszczę, ale jest mi już wszystko jedno. Nie umiem być A3, ani K2. Jestem M.

czwartek, 12 lipca 2012

eM

M wesoło pomykała po świecie, miała plany, które, co więcej, realizowała. Miała znajomych, nie miała faceta. Miała poczucie humoru, nie miała problemów. Miała zasady, nie płakała. Miała mało miejsca, ale wielką wyobraźnię. Nie piła, miała pieniądze. Nie potrzebowała nikogo, miała wszystko.
M się popsuła. Przestała być porządna, stała się dziwką. Wydała wszystkie pieniądze na picie. Zakochała się i spieprzyła siebie. Teraz M chce mieć jedynie wieczny spokój.

środa, 11 lipca 2012

Było, minęło


Gryzę plastik, okazuje się, że nie jest dla mnie łatwo przyswajalny.  Moje wnętrzności nie przyjmują twardych rozwiązań, są miękkie, rozgotowane, niezdarne i niezdecydowane. Nie ma to jak góra niezdarnej ciepłoty, to jest to, mimo, że rozczarowuje. Nawet myśli mi nie lecą, ale czemu tego też nie napisać? Chcę popatrzeć na siebie bez wizerunku z lusterka. Niezdarna woda umie być cholernie silna, jeśli jej się zachce. Coś w tym jest. Zachciewaj mi się częściej, proszę, musisz.

piątek, 22 czerwca 2012

Raj

Piwo, bekon i Manowar, czyli chwilowy raj na ziemi. Idealnie zimny kasztelan, mocno przysmażony boczek i    muzyka najgłośniej, jak się da. Czasem bywa idealnie.

sobota, 16 czerwca 2012

Psy

Mój pierwszy związek można porównać do porodu. To, co z niego wyszło było równie rozczarowujące jak różowa glista o długości 50cm.
Podobno, gdy zaczyna się psuć, lepiej naprawiać niż wyrzucać. Działa do momentu w którym nie ma już czego naprawić. Potwierdzają się obawy, a wcześniejsze nadzieje wydają się tak żałosne, że aż śmieszne.
Do zapamiętania: tylko prawdziwej k**wie nikt nie powie, że nią jest.

piątek, 15 czerwca 2012

Surowce wtórne

Plastelina, plastik, guma i szkło
Połącz je po równo i ciesz się jak powstaje
Nowoczesny Dionizos i postmodernistyczna Afrodyta

Oczy z plasteliny ciągle się rozklejają
Gumowe kręgi gną w każdą stronę
Plastikowa skóra błyszczy od olejku
A szklana czaszka przepuszcza światło
Lepiej niż okno

Zamulam, czyli tęsknota za młodością

Wiesz, że jest źle, kiedy nienasyceni bywalcy JRC zaczynają dzwonić do U, zamiast do Ciebie. Jeszcze gorzej, gdy okazuje się, że zaczynasz tęsknić. Piwo zaczyna ci smakować, a twojego libido nie zmniejszą nawet tabletki. Odpoczywanie cię nudzi, więc chcesz pracować. Wakacji nie potrzebujesz, skoro i tak nie masz z kim jechać. Nie wychodzisz na knajpy, a na ostatniej imprezie byłaś rok temu. Nie chce ci się starać, jeść ani wychodzić. Wracasz do korzeni, a nabyte znajomości zaczynają cię drażnić. Najchętniej zrzuciłabyś to wszystko ze szczytu wieży Eiffela i poszła grać w siatkówkę z dziećmi z okolicy. Twój ryjec potrzebuje przeszczepu bardziej niż facet prostytutki, a intelekt opada z prędkością światła. Chcesz traktować ludzi przedmiotowo, ale nie wychodzi ci, z powodu sentymentów i średniej facjaty. Zdajesz sobie sprawę, że wartościowym człowiekiem skończyłaś być co najmniej dwa lata wstecz. Tkwisz w nieprzyjemnych sytuacjach, których nie chcesz rozwiązać, a wartość masz mniejszą niż córka sodomy. W chwili jak ta, wszyscy jesteśmy Markizami.

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Dzień bez kręgosłupa



Jak było do przewidzenia, trampki odeszły w odstawkę na rzecz pozorów bezpiecznej stopy w glanach dwunastkach, co pociągnęło za sobą konieczność stworzenia dobrych przeżyć stojących za ich pierwsza rysą. Okazja do tego nadarzyła się całe dwa dni później, na koncercie jednej z moich ulubionych grup metalowych, mającym miejsce w okolicy.  Wyczułam ten dzień jako moment odkupienia win, zakupiłam więc bilety w celu duchowego oczyszczenia z demonów przeszłości. Miałam za krótkie sznurówki, jakieś pieniądze w portfelu i ochotę do zabawy, zaś nie miałam przy swoim boku A, M, K, ani nawet N, co komplikowało sprawę.  Nie zrażając się jednak przeciwnościami losu takimi, jak zapchany zsyp, dumnie wkroczyłam  na salę z niecnym planem pozbawienia mych butów niewinności. Piwo miało smak imbirowy, co stanowiło miłą odmianę po trunku ze Święta Miłości, ludzie byli zróżnicowani pod każdym względem, płci wszelakich, w wieku od 5 do 65 lat, co po raz kolejny obudziło we mnie hipisowsko romantyczne instynkty, tworząc w mojej głowie idiotyczne frazesy o równości. 

piątek, 8 czerwca 2012

31 VIII '11

Girlandy pajęczyn okalają twarz
chwilowo nieruchomą
Pulsują jakby nigdy nie miały przestać
Za chwilę przylgną jak glon do skały
Wtopią się w twarz szarosrebrną nicią
Pokryją patyną wspomnienia
i zostawią tylko szarość
i zapach niewietrzonych pokoi

niedziela, 3 czerwca 2012

Whiskey

Jedenaście minut przed pierwszą. Udaję senatora ubrana w różowy koc w buldogi. Za oknem fajerwerki z nieznanej mi okazji. W mieszkaniu chwilowy gość, na szczęście schowałam blok rysunkowy. Nie lubię, kiedy komentuje mój styl. Muzyka już się skończyła. Jest mi zimno. Szkoda, że nie kupiłam whiskey "na czarną godzinę". Równie mocno żałuję, że nie mam Kotka na czarną godzinę. Jest najlepszym odurzaczem, jaki znam. Szukam swojego wymarzonego mieszkania na stronach deweloperów. Zastanawiam się, z kim w nim zamieszkam. Idealne mieszkanie na ten rok ma 60m kw., 2 pokoje z kuchnią, klasyczny wystrój i pewną osobę  obok mnie. Jeszcze trochę muszę na nią poczekać, nie ma nic od razu, ale w końcu ze mną będzie. Zacznę codziennie piec torty, serniki, babeczki, gotować dwudaniowe obiady i chodzić na tenis. Zrobię jej sielankowy drugi dom. Potem pojedziemy na parę miesięcy do Francji poznawać wsie normalne, i te nazywane metropoliami. Nawet gdyby było mnie stać na whiskey, nie mam lodu.

sobota, 12 maja 2012

Pozytywka

Prosty ze mnie człowiek. Nie podkochuję się w aktorach, muzykach, ani innych Morrisonach, nie chcę (już) biegać z imprezy na imprezę, jeszcze jestem czarno-biała i mam ochotę taka zostać. Wzorami są dla mnie ludzie z mojego otoczenia, ideałem stałość w pozytywnym i codzienny spokój, Kraków w deszczu oraz poczucie bycia istotną w czyimś życiu. Jednym z najprzyjemniejszych dla mnie uczuć jest przełamywanie lęków wszelkiego rodzaju, ze świadomością, że jeśli coś jest tego warte, potrafię się przekonać. Ulubionym zajęciem poznawanie ludzi, każda nowa osoba zmienia mnie na swój sposób, przez co nigdy o nich nie zapominam, stają się niewielkim elementem mojej osoby. Nade wszystko cenię rzeczy, które nimi nie są. Ulotne wrażenia, muzykę, uczucia. Nie jestem poprawną emocjonalnie osobą, ale wystarczy  trafić raz, a dobrze i po mnie. Nie rezygnuję z raz uświadomionych sobie uczuć. bo tylko one potrafią ciągnąć mnie do przodu. Jestem kimś, kto nie potrafi normalnie funkcjonować bez pozytywnych emocji. Jeśli osiągnę stałość, będę najszczęśliwszą osobą pod słońcem, a jednocześnie nigdy nie wyzbędę się obawy przed utratą, co byłoby równoznaczne do pogodzenia się z nią. Wszystko, byle nie być samotną.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Narkotyk

Powoli, ale nieuchronnie przybliżam się do ziemi. Nie chcę, ale ciągnie mnie do niej. Tracę siły, ale jest to wyjątkowo przyjemna bezsilność. Czasem chce mi się śmiać ze szczęścia- ziemia w końcu mnie dopadła. Przyciąga do siebie jak najlepsza rozrywka, jak realizujące się dziecięce marzenie- z jedną różnicą: nie miałam pojęcia, że będę tego chcieć. Uzależnienie od ziemi, taki powrót do korzeni, może opacznie zrozumiany. Moja ziemia jest twarda, nieurodzajna i nieprzyjemna, a jednak przyciąga jak nic wcześniej. Sprawia, że myślę tylko o niej i nie mogę się doczekać spotkania z nią, które będzie równoznaczne z chwilą mojej całkowitej słabości. Piękny, naturalny, prawie darmowy narkotyk, jednak nie jestem w stanie nikomu go polecić. Niech nikt nie tyka ziemi znalezionej przeze mnie. Ona nie motywuje, ale idealnie godzi z codziennością, nadając jej świeżego smaku i każdego dnia urzeczywistniając zasadę 'carpe diem'. Cudowny, orzeźwiający słodko-gorzki miks. Wiem, że będzie trwać.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Przezroczysta

Znów mnie nie ma. Dobrze to, przynajmniej mogę znikać bez pytania. Tu niewidoczna,  gdzie indziej nadmiernie zauważana. Dojdziesz do prawdy? Wątpię. Na tym polega urok niewidzialnej banalnej dziewczynki. Ciesz się swoją nieświadomością i błędnymi wnioskami. Mówię wszystko gdy nie słuchasz, by tak naprawdę nie powiedzieć nic. Stwórz sobie wyobrażenie o mnie-będzie dla ciebie rzeczywiste, prawdy nie poznasz. Zresztą, po co zastanawiać się nad tak przejrzystą postacią? Widzisz: nie warto.


piątek, 20 kwietnia 2012

Nie?

Nie przebiję głową muru, tak samo, jak nie zrobię grubego warkocza z moich cienkich włosów, ani nie kupię mieszkania na Montmartre. Zdecydowanie nie pozbędę się lęku wysokości, przydużych koszul i koszulek, ani wszystkiego, co daje mi przyjemną niepewność chwili. Nie usunę całkowicie moich wygórowanych planów, ani antytalentu do wyrażania emocji. Dalej jedynym kwiatkiem, którego nie zerwę będzie fiołek, a jedynym miejscem, którego nie odwiedzę, polskie góry. Nie określę się, będę udawać przed rodziną, nie przestanę wkurzać do żywego tych, na których mi zależy. Nie nauczę się chodzić w szpilkach ani grać na gitarze, nie zostawię po sobie żadnych pamiątek. Nie jestem i nie stanę się wyrozumiała, ani nie przestanę snuć historii alternatywnych.


Podobno mózg neguje słowo: "nie".

środa, 18 kwietnia 2012

Naiwnie

Naiwnie stoję przed tobą
Czekając na to, co nie nadejdzie
Znając przebieg wydarzeń przeszłych i przyszłych
Cel się zawieruszył
Był, ale zapomniałam o nim w trakcie
Życia bez sensu
Nie z dnia na dzień, lecz z minuty na minutę
Pytam samą siebie czy wiem po co tu jestem
Szukam czegoś, czy może zagłuszam

Nawet nie staram się odpowiedzieć na to pytanie
Zagłuszana życiem
Nie widzę oczywistości
Mimo, że je widzę
Nie czuję niejasności
Które błądzą w mojej świadomości
Pozwalam im istnieć
Tak jak pozwalam sobie

Nie, nie ma to sensu, celu, znaczenia
W ostatecznym rozrachunku jestem
 Tylko i aż zbitką atomów
Kupką pyłu
Ułamkiem przyrody
Może nawet jej nieudanym odpadem
Wyrzuconym do krainy cynizmu
Gdzie w całej swej naiwności nie mogę i nie mam sobie radzić
Może jestem czyjąś komedią
Ale dla siebie sztuką tragiczną
Nie zamienisz się
Nie zmienisz się
Nawet gdybyś chciał

Istniejesz
I nic na to nie poradzisz

Chcę grać w tej farsie jak najdłużej
Mimo, że często myślę inaczej

Lecz, kto pierwszy odpadnie
Z gry wypada

Udawajmy więc wygranych
Śmiejąc się na zewnątrz
I płacząc w swoich wielkomiejskich mieszkankach
Których nigdy nie nazwiemy domami 

Woala


Woala spod rzęs.
Który palec?
D-dur.
Lit.
Koniec.

środa, 11 kwietnia 2012

Głupia piszę, zamiast spać.

Znajdę. Gdzieś jesteś, więc cię odszukam. Będziesz słuchać co mówię, nie odezwiesz się. Staniesz z boku i będziesz pomagać, tak po swojemu, jak możesz. Nigdy nic nie powiesz, ale nie odejdziesz. Zapomnę o tobie, żeby znowu sobie przypomnieć. Wyglądać nie będziesz wcale. Tylko ja czasem zwrócę na ciebie uwagę, naiwnie i intensywnie, wiedząc, że nikt inny nie będzie ciebie mieć.

Es- toi?

Masz nas. Jesteśmy i będziemy z tobą.

Je Vous-aime.

czwartek, 29 marca 2012

G-P-S

Wciśnij na siebie gorset, pod niego koszulkę wsadź, dodaj pończochy i szpile i ruszaj w świat.

Wyzwanie: staraj się nie przestawać oddychać po 5 godzinach noszenia na sobie tego stalowego pancerza.

wtorek, 27 marca 2012

rodzynka

A3. Chwilowa osoba, momentalnie znikająca z pola widzenia. Nie zobaczysz jej dwa razy w tym samym miejscu, tylko jej futro mignie ci przed oczami. Altruistyczne dziecko swoich marzeń, o szerokim uśmiechu i ładnych nogach. Nie narzeka, czyli pewnie niespecjalnie jej się powodzi. Chodzi po górach, czasem trafia do opery, ewentualnie udziela się w wolontariacie. Dobra dziewczyna z niewiadomego domu. Zdecydowanie śpi sama, w innym wypadku nie byłaby w stanie codziennie wstawać o 6 rano. Jest charyzmatyczna, przyciąga do siebie środowisko muzyczne, któremu opiera się z łatwością. Ma dość odwagi, by jechać stopem na drugi koniec Europy. Włosy zawsze idealnie się układają, a oczy błyszczą. Prasuje ubrania i nie szlaja się po ciemnych knajpach. Polubisz ją w pięć minut, a zakochasz się jeszcze szybciej. Poznaj A3.

czwartek, 15 marca 2012

...

Związki, pseudo związki, związki otwarte, zamknięte, przymknięte, przymykające oczy. Związki w których wszystko jedno i nie-związki w których zależy.

wtorek, 13 marca 2012

Beton

Gdzie się podziałaś kosmiczna przyjaciółko? Dokąd uciekłaś? Nie wytrzymałaś betonu, piwa i seksu? Nie chciałaś czekać do zwiotczenia i definitywnego odzwierzęcenia? Puszczając swoje ciało puściłaś i siebie? Twoja podpórka w końcu się złamała? Znając duchy świąt teraźniejszych i przeszłych, nie chciałaś czekać na te świąt przyszłych? Byłaś to za bardzo, to za mało; to za mocno, to za słabo; za bardzo 'ty', za mało 'ja'?  Może nie chciałaś czekać, stać dłużej na dworcu podczas ulewy? Nie jest 'nic', było 'coś'. 'Było' jest dla mnie dalej, 'jest' dla mnie nie istnieje. Nie mówisz niektórych nazw, bo mimo pozornego braku znaczenia, dotykają cię bardziej, niż szczerość  pewnych ludzi. Nie umiesz nawet mnie poruszyć. Jesteś jakby cię nie było. W końcu i tak nie poczuję różnicy.

sobota, 25 lutego 2012

Wolność- wielkie słowo

Niedługo kolejny koncert Kultu, chwilę później Acidów, kochane juwenalia i reszta wydarzeń pozwalających skutecznie ładować akumulatory na dobrych parę dni. Samotna podróż w kierunku niewiadomym, z bardzo ograniczoną ilością pieniędzy przy boku, zainspirowana porządną irytacją znajomymi i chęcią dowiedzenia sobie, że zawsze jest się samym, co zresztą potrafi wywołać świetne poczucie niczym nieskrępowanej wolności, do którego to osiągnięcia prowadzą przeróżne środki. Osobiście nie przeprowadzałam w tym kierunku zbyt wielu prób, ale wiem, że nie da mi tego inna osoba. Nic tak nie wyzwala jak zmęczenie fizyczne i umysłowe tak mocne, że aż nie pozwalające myśleć, ani tym bardziej ruszyć się z miejsca. Standard, wie o tym każdy, ale na swoim przykładzie rozumiem, jak ciężko wprowadzić to w życie z powodu wszechogarniającego lenistwa, ew. nadmiernej energii nie znajdującej skutecznego ujścia. Dlatego czasem dobrze jest poczuć topór nad głową, to dodaje niesamowitej energii do działania, po której przychodzi długo oczekiwane i jakże zasłużone zmęczenie. Jest tylko jedno "ale"- topora nie powinno się przetrzymywać nad głową zbyt długo, bo w końcu spadnie, co znacznie ograniczy nam możliwość decydowania o sobie, a także rozwiąże problem nadmiaru energii raz a dobrze.

Znajomość z pewnymi ludźmi dała mi do zrozumienia, że do uzyskania uczucia wolności niezbędna jest im druga osoba, czy to zdejmująca z nich ciężar podejmowania jakichkolwiek decyzji poprzez narzucanie własnego zdania, czy też wyjątkowo uległa, przyzwalająca na wszystko. Oba sposoby są do kitu, zdejmują z ciebie odpowiedzialność za siebie samego, co nie za bardzo sprawdzi się na co dzień, chociażby, kiedy pójdziesz kupić jogurt czy piwo. Na chorobę! Po co nam inni? Ok, jesteśmy istotami społecznymi, ale nie znaczy to, że mamy przeobrażać się w bluszcz jednego, czy drugiego rodzaju. Chcesz mieć fajne życie? Rób co ci się podoba (wiemy wszyscy, że w granicach rozsądku), idź swoją drogą, a co najważniejsze, ZA NIC nie oglądaj się na innych. Twój styl ma pasować tobie, oni i tak zmienią się przy twoim boku jeszcze co najmniej kilka razy.

piątek, 24 lutego 2012

Od dołu do góry

Od dołu do góry
I znów
Nic nowego
Pieprzenie o pieprzeniu
Jak ja to lubię
Nie myśl, tylko rób
Niespójne słowa składają się w jedno zdanie
Każde z tego samego, lecz inaczej ułożone
Skala od zera do stu
Ile punktów sobie dajesz?

Każdy idealny dla siebie samego
Każda idealna dla kogoś innego.

czwartek, 23 lutego 2012

Wtorek, 14 luty

Dzień, którego imienia nie można wymówić. Plany na dziś: spać najdłużej jak się da, pomalować paznokcie, kupić szczotkę do włosów i ignorować go po stokroć. Niestety, nie udało mi się ich zrealizować. Paznokcie nie zostały pomalowane przez lenistwo, a ignorancja przez głupie odruchy bezwarunkowe. Dla mnie i A to wtorek, ale A2 nazywa mnie swoją walentynką, co brzmi prześwietnie, biorąc pod uwagę moją sytuację. Zastanawiam się, jak długo będę pamiętać ich imiona. W tej materii mam zbyt dobrą pamięć, ale na szczęście nie pozostawiam po sobie żadnych śladów. Stawiam sobie za punkt honoru, że nikt tego typu nie będzie mieć niczego podpisanego moim imieniem, lub po prostu darowanego przeze mnie i, co najlepsze, jak do tej pory zbiegi okoliczności doskonale mi sprzyjają, mimo, że czasem chcę postąpić inaczej. Czasem tylko przypadek ratuje mnie od złamania sobie danej obietnicy. Wystarczy, że jako taka się pojawiłam, pamiątek po mnie nie będzie, mam nadzieję, że nawet pamięć zatrze moją osobę. Nie będę kolejną historią do opowiadania. W tej materii wyznaję zasadę "wszystko albo nic", a skoro widzę, że w tym wypadku "wszystko" jest wykluczone, pozostaje mi jedynie stosowanie się do "nic".

środa, 22 lutego 2012

Święto miłości

wilgotne powietrze, zaduch w małym pokoju z jednym oknem, które niezwłocznie otwieram i od razu czuję wymęczony, leniwy deszcz spadający mi prosto na ubrzudoną jajkiem bluzkę, gdy obok mojej głowy przelatuje z hukiem korek taniego szampana wycelowany w okno podglądającego nas sąsiada. pizza jest rozczarowująco mała, a kubki niedomyte, deszcz zamienia się w grad, tylko rusek zaprawiony sokiem bananowym i martini poprawia nam humor na tyle, że zaczynamy się śmiać z jajek wyrzucanych z okien przez nietoleracyjnych mieszkańców i włączając NIN, osuszamy jajeczne kołtuny na naszych głowach i przelewamy nasz sok z gumijagód do kartonu po dwulitrowym napoju owocowym, ruszając się w kierunku drzwi w celu uprawiania wyuzdanego seksu pod sceną oraz w jakże wygodnych a intymnych i schludnych toi toiach. To jest to! Mówimy do siebie nie używając słów z rozpierającą nasze ciała energią seksualno-pogową godną największych gwiazd punk rocka i z wielką odwagą, zważywszy, że na nogach mamy trampki, idziemy w kierunku ołtarza ofiarnego, na którym dokonamy celów. niestety, bóg słonca nie posłuchał nas i ugościł nas błotem i bezalkoholowym piwem o smaku porównywalnym z płynem do naczyń zmieszanym z jogurtem owocowym. jednak nie możemy wymigiwać się od naszych obowiązków pelnionych w służbie naszej bezkompromisowej młodości obarczonej brakiem zobowiązań. nie mamy na to wpływu, słońce za bardzo nie świeci, ludzie mają za długie włosy, a konflikty z wcześniejszej części dnia przypominają o tym, co jest w życiu ważne, tak jak wniesienie na teren koncertu specjału wyszykowanego w pieleszach mojej komuny. niestety, nie udaje nam się osiągnąć tego celu, jednak niesione miłością bliźniego, zostawiamy go dla spragnionych, w myślach niosąc nadzieję, że kiedyś to do nas wróci. nie ma odwrotu, bilety są przedarte, teraz jedyne co możemy zrobić, to realizacja naszej misji ewangleizacyjnej dla niewiernych. och, niewiernnych widzimy masę, dla niektórych nawet my zostajemy za takie uznane, ale jest to błędnym przekonaniem, gdyż wierność wynika z imperatywów, zaś nasze uczynki są wporowadzaniem ich w życie. rozwalone glany przekonują nas o niestałości nawet pewnych uczuć, zaś wytrwałe trampki o tym, że zaoszczędziłyśmy niezłe pieniądze, kupując buty za 20zł.nasze głowy stają się lekkie, ciała najwyraźniej też, skoro zaczynamy czuć, że unosimy się nad ziemią i nie możemy upaść nawet, gdy chcemy. ten lot skończy się w swoim tempie i nic na to nie wpłynie, zaś gdy to się dokona, nie poczujemy nic, mimo ogromych śladów na ciele, tak jakby ślady z naszych umysłów wydostały się na zewnątrz, by ostatecznie nas opuścić i pozwolić iść do przodu drogą zgodną z własnymi celami i uczuciami. ostatecznie, trafiamy same i same odchodzimy, daltego, mimo, że czasem jest to bardzo trudne, zbieramy się w sobie i odważnie podejmujemy się drugiego podejścia, doskonale wiedząc, że może się nie udać, tak samo, jak i udać. nic nie jest pewne, ale nasze tanie trampki, których nigdy nie szanujemy, zostają z nami wiernie i wspierają nas w walce o godność. wyrzucimy je zaraz po zakończeniu, no bo po co nam tanie, zniszczone i niemożliwe do wyczyszczenia buty, w tej sytuacji nieważne staje się, że były przy nas w najtrudniejszych chwilach, gdyż, gdybyśmy miały wybór, one wcale nie towarzyszyłyby nam do celów innych niż spacer do knajpy. jest jak jest, pogódź się, albo walcz, my jednak wybieramy pozorowaną walkę, rzucając się na nowo w wir ludzi, którzy skopią cię tak, że przez tydzień nie usiądziesz na tyłku, ale gdy zaczniesz upadać, pochwycą cię w locie i nie musimy myśleć, bo wiemy, że wyjdziemy z tego całe i szczęśliwe. nasz doskonały nastrój przerywa właśnie wchodzący na scenę popowy zespół, który wydaje się być tu bardzo nie na miejscu, chociaż doskonale sprawdza się jako przerwynik umożliwiający wyjście po piwo bez wyrzutów sumienia. 50 nieodebranych połączeń w komórce oraz nakaz pierdolenia się- nie jest źle! Ktoś kocha nas na tyle, że przypomina nam o celach powziętych przed wyjściem z domu. Takich przyjaciół życzę każdemu ze szczrego serca, niestety, z pełną świadomością, że nie będziecie ich mieć, bo na razie są jeszcze moi. ostatni łyk piwa, ocieramy usta i w całej gotowości idziemy powitać gwiazdę wieczoru wizytą w przybytku królów, po której możemy już spokojnie dołączyć do zabawy z poczuciem wypełnionej misji. nie zostalo już nic, co musimy, teraz poświęćmy resztę czasu czystym przyjemnościom, a potem stanmy z boku, patrząc na tych, którzy jeszcze muszą poczekać, żeby dzielić nasz los. znikąd pojawia się komar, który zostawia na szyi porządny ślad, tak jakby chciał brać udział w zabawie, jednak jest on tu nie na miejscu, czym przypomina nam, że to nie jest już nasze miejsce, musimy teraz pójść dalej. to zostawi duży i emocjonujący ślad w naszych wspomnieniach, o którym nawet po dłuższym czasie nie będzie się mówić bez emocji, jako o dniu oczyszczenia. zbrukane do gleby i oczyszczone. jedno z najpięknieszych uczuć za jedyne 45zł.