czwartek, 31 października 2013

The 100 day song challenge: 10

Dzień 10: Piosenka z jednego z Twoich ulubionych albumów (co to za album?)


Therion "Son of the sun" z albumu "Sirus B"




Jeden z lepszych albumów tej słynnej grupy, który można słuchać wielokrotnie bez uczucia znudzenia; Therion zdecydowanie zna się na tym, co robi. Połączenie pięknych głosów, bogatej aranżacji i dynamiki stanowi jedyną w swoim rodzaju, inspirującą mieszankę. Warto zapoznać się z tym albumem.

środa, 30 października 2013

The 100 day song challenge: 6, 7, 8, 9

PRZEPRASZAM SAMĄ SIEBIE
I tak dobrze, że piszę posta raz na 4 dni :<

Dzień 6: Nowa piosenka.

Nowa dla mnie czy nowa według daty wydania? Rozumiem, że chodzi raczej o ten drugi aspekt, acz, jako, że prawie nie słucham stacji radiowych a mój gust muzyczny można najłatwiej określić jako nowe=złe, postaram się wybrać coś nowego. 


Moonspell "Axis Mundi" z płyty Alpha Noir wydanej 17 kwietnia 2012 

(tak, ma TYLKO rok, więc jest nowa)



W dniu moich urodzin, 26 października br, miałam okazję  być na ich koncercie. Był on idealnie dopracowany, do niczego nie można było się przyczepić, a usłyszenie dobrej muzyki na żywo to jedna z największych przyjemności. Po koncercie udało mi się przybić piątkę z zespołem, co bardzo mnie ucieszyło. Było to udane wydarzenie, nic nie ma tak wielkiego uroku jak muzyka, którą lubisz grana tuż przed tobą, stojącą przy barierkach.



Dzień 7: Jedna z Twoich ulubionych piosenek. 


Wybór piosenki odpowiadającej temu kryterium jest bardzo ciężki, ponieważ, jako rasowy audiofil, uwielbiam ich całą masę. Myślę, że bez większego uzasadnienia, ponieważ tłumacząc ten wybór stawiłabym pozostałe ulubione utwory na dalszym miejscu, a nie chcę tego czynić, wybiorę "Red right hand" genialnego Nicka Cave'a.



Nick Cave and The Bad Seeds "Red right hand"




Piosenka ta towarzyszy mi nieustannie od kilku lat, uważam ją z prawdziwy majstersztyk i nadzieję, że we współczesnej muzyce jeszcze nie wszystko jest stracone, jeśli żyją ludzie tacy jak Nick Cave. Niech żyje dwieście lat!







Dzień 8: Piosenka, którą kiedyś lubiłeś/Aś, a teraz jej nie lubisz.

Wybiorę w tym miejscu piosenkę słuchaną w gimnazjum, za którą szczerze przepadałam, jednak fascynacja bardzo szybko minęła i obecnie z już ukształtowanym gustem muzycznym, nie mam pojęcia jak mogłam znosić te piskliwe dźwięki wydawane w tle.

Nelly Furtado "Promiscuous"






Dzień 9: Melodia przypominająca dzieciństwo


The Animals "House of the raising sun"

Ta piosenka leciała w moim domu od zawsze. Pamiętam moje zabawy w promieniach słońca przenikających obok drzwi balkonowych; ja, moje pluszowe zoo i ta piosenka. Zawsze (nawet nie znając ani jednego słowa) kojarzyła mi się dokładnie z tym, o czym jest. Czuję do niej ogromy sentyment, potrafi mnie rozczulić jak mało co, ponieważ przypomina te, właściwie nie tak znowu odległe, czasy, gdy wszystko było proste, kolorowe, a za pomocą wyobraźni można było mieć i robić cokolwiek się chciało. Piękny utwór.



Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Poprawię się!

sobota, 26 października 2013

The 100 day song challenge: 3, 4, 5

Tak, ja i moja regularność. Cóż, w takim razie dziś zamieszczam 3 utwory. 


Dzień 3: Piosenka, która przypomina ci noc poza domem. 


Łzy: "Agnieszka"




Piosenka ta kojarzy mi się ze szkolnymi dyskotekami w podstawówce, wakacjami oraz spotkaniami ze znajomymi. Wieczorne spacery po parku, wygłupy, wspólne nocowanie, nocna wyprawa na cmentarz, słowem, wszystko, co wydaje się być wielce interesujące, gdy ma się 11-13 lat. Wiele dobrych wspomnień.




Dzień 4: Piosenka, którą pamiętasz, której słuchali Twoi rodzice

Queen: "Bohemian Rhapsody"




Tego zespołu nikomu nie trzeba przedstawiać, jego utwory były odtwarzane w moim  domu na przemian ze składankami Pink Floyd, Led Zeppelin i The Doors. Jeden z najpopularniejszych utworów w muzyce rozrywkowej, który szczerze uwielbiam, choć nie jestem już w stanie słuchać go tak często, jak kiedyś. Cóż, wszystko ma swoje granice, jednak sentyment oraz uznanie dla twórców pozostaje.


Dzień 5: Piosenka, którą lubią Twoi przyjaciele, ale nie ty. 

Tutaj bardzo ciężko mi coś wybrać, ponieważ jest wiele piosenek, które lubią moi poszczególni znajomi (a ja nie), ale mało takich, które lubiłby każdy z nich. Szczerze mówiąc o wiele łatwiej byłoby mi znaleźć coś, co lubię ja, ale nie oni XD. Decyzja ta nie będzie reprezentatywna, gdyż, jak mówiłam, takiej w tym wypadku podjąć nie umiem.

Bracia Figo Fagot: "Pisarz miłości"




Powiedzieć, że ten projekt muzyczny mi nie podchodzi to mało, "hejtuję" go całym swoim sercem. Uważam, że nie nadaje się nawet na żart, moim zdaniem jest kompletnie nieudany, niedopracowany, nie bez znaczenia jest również fakt, że najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie słuchać tego rodzaju muzyki. Moje uszy dosłownie krwawią.


Skończyłam nieprzyjemnym akcentem, wygląda to zbyt drastycznie, acz naprawdę, nie potrafię powiedzieć nic dobrego na temat powyższego zespołu.

środa, 23 października 2013

The 100 day song challenge: 2

Dzień 2: piosenka z pierwszego albumu, który kiedykolwiek kupiłaś.

Wybieram utwór pod tytułem "Zawsze z Tobą chciałbym być" pochodzący z albumu grupy Ich Troje zatytułowanego "Ad.4" i wydanego w 2001 roku. Pamiętam jak dziś moment zakupu tej kasety (tak, dobrze czytacie, kasety XD), chodziłam wtedy do czwartej klasy szkoły podstawowej i uważałam się za wielką fankę zespołu. Nad łóżkiem powiesiłam wielki plakat z sesji zdjęciowej promującej wymienioną płytę i marzyłam, by gdy dorosnę, być jak Justyna (wokalistka), dlatego też byłam bardzo szczęśliwa, gdy mama zgodziła się kupić mi ich album. Wybrany przeze mnie utwór jest, w połączeniu z teledyskiem, jednym z najbardziej zabawnych w polskiej muzyce rozrywkowej, mało powiedzieć, iż do tej pory lubię go włączyć, gdy czuję, że dopada mnie zły humor, także, jeśli jakimś cudem nie znacie, polecam obejrzenie tego cudownego teledysku.


wtorek, 22 października 2013

The 100 day song challenge: 1

Jako, że lubię różnego rodzaju "wyliczanki", postanowiłam się zabawić w projekt mający na celu umieszczanie jednej dziennie, zgodnej z wymaganiami zawartymi tutaj, piosenki.

Dzień pierwszy przewiduje zamieszczenie piosenki, której cały tekst znam, wybieram więc
"She's in parties"  Bauhaus.


Nie jest rzeczą nadzwyczajną wybranie tego właśnie utworu, ponieważ niewielka ilość tekstu w nim zawarta pozwala momentalnie go zapamiętać, zaś melodia wpada w ucho tak bardzo, że nie da się od niej uwolnić.

"She's in parties" to utwór pochodzący z dziesiątego, wydanego w 1983 roku singla Bauhaus zatytułowanego tak, jak wymieniona przeze mnie piosenka, sam zaś zespół założony został w 1978 roku. Jako jeden z czołowych przedstawicieli gatunku rocka gotyckiego, miał on znaczący wpływ na rozwój muzyki alternatywnej. Ostatnia płyta zespołu to, wydana w 2008 roku "Go away white", najbardziej zaś znanym utworem jest "Bela Lugosi's Dead".

poniedziałek, 21 października 2013

Kronika ptaka nakręcacza

Haruki Murakami to urodzony w 1949 roku w Kioto w Japonii pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli literatury współczesnej. Jest to powszechnie znany, doceniony na całym świecie artysta, którego najbardziej popularną oraz uznaną powieścią jest wspomniana "Kronika ptaka nakręcacza" napisana w 1995 roku, zaś w Polsce wydana w 2004 roku w przekładzie Anny Zielińskiej-Elliot, nakładem wydawnictwa Muza.

"Kronika ptaka nakręcacza" istniała na mojej liście czytelniczej od około roku, jednak dopiero teraz udało mi się znaleźć na tyle czasu by ją przeczytać, a czasu w jej wypadku potrzeba dość dużo, ponieważ dzieło to mieści się na 660, zapisanych drobnym drukiem, stronach, co w moich oczach jedynie dodaje atrakcyjności (gdy nie wiem, na jaką książkę się zdecydować wybieram tę najgrubszą, w myśl, czasem mylnej, zasady "im książka grubsza, tym lepsza").

" W ciszy koło czwartej nad ranem słyszałem, jak powoli rosną korzenie samotności"

Akcja powieści rozpoczyna się w czerwcu 1984, gdy główny bohater, Toru Okada zostaje poproszony przez swą żonę, Kumiko, o podjęcie się poszukiwań kota (żartobliwie nazywanego Noboru Wataya, od imienia brata Kumiko). Pozornie banalne zdarzenie, jakim jest zaginięcie zwierzęcia domowego staje się początkiem końca "zwyczajnego" życia. Od tego momentu Toru zostaje wplątany w krąg niecodziennych wydarzeń, wielce oryginalnych znajomości, tajemnic, prostytucji oraz zdrady, wszystko to zaś podane jest pięknym, bogatym językiem oraz  iście filmowym stylem pisania co zalicza powieść do grona literatury pięknej przez duże "P". W powieści występuje jeden główny narrator (wspomniany już Toru Okada), jednak od czasu do czasu pojawiają się również inne, z całościowego punktu widzenia bardzo istotne, postaci opowiadające poszczególne fragmenty (porucznik Mamiya, May Kasahara, Malta oraz Kreta Kano). Murakami pięknie różnicuje styl w zależności od narratora, co czyni "Kronikę" bardzo żywą, wciągającą i wręcz nie pozwalającą na oderwanie się, książką.

"Tracąc świadomość, pomyślał nagle, że może świat kręci się tylko w kółko, jak drzwi obrotowe. I to, między które skrzydła się wejdzie, zależy wyłącznie od tego, kiedy zrobi się krok"

Artysta pokazuje, iż pozornie nudne życie potrafi zawrzeć w sobie tyle absurdów, nieprzewidzianych zdarzeń oraz nieoczekiwanych znajomości, że porywa bardziej niż najwymyślniejsza fikcja. Murakami odnajduje w prozie życia iście fantastyczne momenty, które zgrabnie przekłada na język prozy. Jestem zadowolona z przeczytania tej powieści, ponieważ dostałam więcej niż oczekiwałam. Było to moje pierwsze, bardzo pozytywnie zaskakujące, spotkanie z pisarzem, które rozbudziło chęć przeczytania jego pozostałych dzieł. Szczerze polecam.

Ocena końcowa: 10/10