niedziela, 29 grudnia 2013

Odczłowieczanie

Próbujemy.
Robimy źle. Pijemy za dużo. Dobrowolnie nasadzamy się na podtykane nam nogi. Chcemy się potknąć. Chcemy się przewrócić. Chcemy móc zrzucić nasze działania na siłę niezależną od woli, ta jednak działa inaczej. Owszem, jest niezależna od woli, jednak objawia to w sposób odwrotny od tego, który chcemy.
Siła niezależna nie pozwala nam wmówić sobie, że jesteśmy zwierzętami. Odzywa się w ostatniej chwili, nie pozwala upodlić się zupełnie. Sile na nas zależy, gdy sami o sobie zapominamy.
Staramy się jeszcze bardziej, niestety jesteśmy skazani na niepowodzenie.
Kopniak w bok przypomina, że czujemy.
Ten niepożądany, moralny kopniak, chwilowy zawias pojawiający się przed przekroczeniem granicy, każe się zastanowić; czy chcesz tego ty, czy może tylko twoje ciało?
Nie, nie jesteśmy zwierzętami.
Chcemy, ale nie jet to tak proste. Upodlenie to proces trudny i długofalowy, mało kto ma chęć doprowadzenia go do końca. Wystarczy stanąć w tym bagienku po kostki, by poczuć szlam na wysokości szyi i zmienić zdanie.
W momencie, w którym zaczynasz się zastanawiać- przestajesz się upadlać.
Bądźmy ludźmi. Szkoda poświęcać większą przyjemność na rzecz mniejszej.

poniedziałek, 16 grudnia 2013

The 100 day song challenge: 39-56

Wielkie pudło z piosenkami na święta, raz!

Dzień 39: Pierwsza lepsza piosenka, która przychodzi Ci na myśl. 
Corpus Delicti "Patient" z albumu "Sylphes"



Dzień 40: Piosenka z 1950 roku
Jest to co prawda utwór z 1953, jednak uważam, że można go tu umieścić
Elvis Presley "Hound dog" 






Dzień 41: Piosenka, która chodziła Ci po głowie w szkole.
Two witches "Nightmare" z albumu "The Vampire's kiss" 




Dzień 42: Piosenka, której ludzie mogą nie lubić, ale ty ja lubisz. 
"Sexy alpaca"- jak na tego typu "utwór" brzmi całkiem nieźle, często chodzi mi po głowie i można powiedzieć, że ją lubię :D




Dzień 43: Utwór, który był numerem jeden, podczas jednych z Twoich urodzin. 
Na imprezach urodzinowych organizowanych przez rodzinę nie ma zbyt dużo muzyki, zaś ze znajomymi dni  tego typu świętuję na mieście, więc odpowiedź będzie trochę naciągana, ale w dzieciństwie często puszczano w moim domu utwory zespołu Queen, tak więc bardzo prawdopodobne, że któraś z ich piosenek zabawiała gości na moich urodzinach.
Queen "The bohemian rhapsody"





Dzień 44: Jeśli wydawał/a byś album, ta piosenka by tam była. 
Bardzo dziwne zadanie. Jeśli wydawałabym album, zamieściłabym na nim piosenki własnego autorstwa, załóżmy jednak, że jestem ot takim sobie wydawcą muzycznym i wybieram materiał na "składankę" by zaznajomić ludzi z mniej istniejącymi w powszechnej świadomości utworami z dziedziny muzyki rozrywkowej. W takim wypadku wybieram:
Dom snów "Izolatka (modlitwa o śmierć)"





Dzień 45: Piosenka zespołu The Beatles
"Hey Jude" czyli jedna z niewielu piosenek The Beatles, które lubię.





Dzień 46: Dobra piosenka z 2000 roku. 
Limp Bizkit "Rollin'"



Dzień 47: Najgorsza piosenka Twojego ulubionego artysty/zespołu.
Będzie to "piosenka" na której udziela się jeden z moich ulubionych muzyków, a od której następnie kategorycznie się odciął (tylko buc zrozumie buca). Głęboki oddech i czytamy :D


"Screw Shareholder Value - Not So Much A Band As Another Opportunity To Waste Money On Drugs And Ammunition Courtesy Of The Idiots At Time Warner", utwór pt. "Shut the fuck up". Co jak co, ale temu konkretnemu bucowi nie sposób odmówić kreatywności. 
Niestety nie widzę tego pięknego utworu na YT, acz jeśli ktoś BARDZO chce go posłuchać, można ściągnąć z powszechnie znanych źródeł.



Dzień 48: Piosenka, którą pamiętasz z reklamy (co to za reklama?) 
Amanda Lear "Enigma" z reklamy Kinder Bueno




Dzień 49: Piosenka, której Twoim zdaniem, powinien powstać cover nagrany przez jakiegoś artystę. 
 Buc mode on: nie lubię coverów. O ile czasem brzmią dobrze, tak zawsze zostaną zarabianiem na cudzej twórczości. Żaden artysta nie powinien coverować innego w celach zarobkowych, więc nie odpowiem na zadanie tego dnia. Mogę jedynie wrzucić jeden z coverów, które (przy całej niemoralności tego procederu) uważam za udane, czyli:
The Sisters of Mercy "Gimmie shelter"




Dzień 50: Piosenka, według Ciebie, zapomniana przez innych. 
Naprawdę nie mam pojęcia co tutaj wrzucić. Może coś z repertuaru Chants of Maldoror?
"Cruel with us"




Dzień 51: Dobra letnia piosenka.
The Rolling Stones "Symphaty for the devil"




Dzień 52: Najgorsza piosenka Bożonarodzeniowa, jaką znasz. 
Kurczę! 
Mariah Carey "Santa Claus is coming to town"




Dzień 53: Piosenka na dobre samopoczucie. 
Right said Fred "I'm too sexy"
Piękno w najczystszej postaci, doskonały poprawiacz humoru.



Dzień 54: Piosenka artysty/zespołu, który chciał/abyś zobaczyć na żywo. (nawet jeśli nigdy miałoby się zdarzyć)
Mogłabym wymienić w tym miejscu 99% moich ulubionych zespołów, tym razem wybiorę Bauhaus. Byłabym szczęśliwym człowiekiem, gdybym mogła zobaczyć ich w roku 1981, acz wolę nie rozmyślać zbyt wiele na ten temat, by nie pogrążać się w muzycznej żałobie.

Bauhaus "Paranoia"




Dzień 55: Piosenka artysty/zespołu, który ostatnio widziałeś na żywo (kiedy i gdzie?)

6 grudnia w krakowskim klubie Studio miałam przyjemność uczestniczenia w koncercie grupy Therion oraz Arkona. Jako, że wcześniej zamieszczałam już utwory jednej z moich ulubionych grup, jaką jest Therion, tym razem dodam piosenkę Arkony (rosyjskiej).
Arkona "Slavsia, Rus"



Dzień 56: Piosenka z listy: The Rolling Stone Greatest Guitarists
Joe Perry "Dream on"



Liebster Blog Award


Miło mi ogłosić, że mój hipsterski blog został nominowany do LBA przez Goddes of Doom z alatarofdoom.blogspot.com ^^. LBA to zabawa polegająca na nominowaniu blogów, które uważasz za interesujące, informujesz je o fakcie nominacji w komentarzu i zadajesz dowolne pytania.

1. Co sądzisz o blogu od którego otrzymałaś nominację?

Lubię wchodzić na blog GoD by pooglądać jej piękne, kolorowe włosy oraz poczytać co nieco między innymi o niedostępnych już gorsetach, lubię jej poczucie estetyki, stylizacje, kolczyki oraz sposób bycia. Swoją drogą, warto zajrzeć na jej profil na lubimyczytac.pl, ma bardzo bogatą i inspirującą biblioteczkę!

2.W jakim kraju chciałabyś mieszkać?

Chciałabym mieszkać w Polsce, a dokładniej w Krakowie, czyli jest dobrze :D. Acz chętnie przekręcę to pytanie i powiem, że chciałabym aby Polska była krajem przyjemniejszym, w którym żyje się łatwiej; krajem rządzonym pewną ręką kompetentnych osób, krajem dbającym o rozwój, krajem posiadającym porządne autostrady, dobrze wyposażone szkoły i krajem o jak najmniejszym bezrobociu. Wiadomo, że nie ma państw idealnych, chciałabym jednak by władze tego kraju traktowały jego dobro na równi z dobrem własnym, a żyłoby nam się wtedy lepiej, ponieważ i sami obywatele stali by się ludźmi minimalnie mniej niezadowolonymi i może trochę bardziej respektującymi zasady dobrego wychowania.

3.Z jakim zwierzęciem utożsamiasz się?

Utożsamiam się z kotem. Daleko mi do niego do wszelkimi względami, ale jakoś tak wyszło, że odczuwam te zwierzęta jako swoje "bratnie dusze". Co do cech wspólnych: z założenia zawsze wszystko robię sama, wszędzie chodzę sama, nie przywiązuję się zbytnio do ludzi, robię wiele, żeby dostać to, co chcę i tak jak koty uważam dużą część ludzi za idiotów.

4.Fantastyką poniżasz rzeczywistość, czy rzeczywistością fantastykę?

Trudne pytanie, jednak nie uważam, by jedno poniżało drugie. Są to dwa, całkowicie odmienne i równie atrakcyjne światy. Fantastyka ma swój specyficzny klimat, a i rzeczywistość go posiada; mają wiele cech wspólnych, ale i wiele różnic. Nie wynoszę jednego nad drugie, szczególnie, że czasem, spacerując o 3 w nocy we mgle wśród krakowskich kamienic, mostów, z Bowiem w słuchawkach, czuję, że tak rodzi się fantastyka.


5.Facebook, Tumblr, Twitter, Pinterest... Portale społecznościowe to dobry "wynalazek", który pozwala nawiązać nowe znajomości i/lub utrzymać stare czy strata cennego czasu?

Korzystałam chyba z każdego istniejącego portalu społecznościowego, jednak na dłużej zasiedziałam się jedynie na "naszej klasie" (czasy liceum) oraz facebooku. Twitter porzuciłam prawie od razu, używałam go jedynie do składania życzeń urodzinowych sławnym muzykom :P, od wakacji zaś prowadzę blog na tumblrze, który to portal traktuję jako zbiorowisko inspiracji, ponieważ łatwo znajduję na nim rzeczy, których w innym wypadku mogłabym nie poznać, jak na przykład dzieła mało znanych artystów, bądź fotografie z wystaw dotyczących historii mody, o których wcześniej nie wiedziałam. Zgodzę się jednak ze stanowiskiem, że łatwo o przekroczenie cienkiej granicy i zamianę ciekawych portali w maszyny do tracenia czasu, na czym często się przyłapuję. Facebook i tumblr znacznie obniżają moją szybkość nauki, a, że podręczniki posiadam w wersji wirtualnej, wygląda to jak wygląda. Wiele pracy przede mną, zanim uda mi się ograniczyć korzystanie z tych internetowych dobrodziejstw do czasu NAPRAWDĘ wolnego. Z drugiej strony, gdyby nie facebook wiele moich znajomości nie utrzymałoby się, także doceniam przydatność tego rodzaju portali, wszak dzięki nim mam co robić, gdy nie mogę usnąć w środku nocy, a jestem zbyt zmęczona by przyjmować wiedzę. Najważniejsze to korzystać z nich rozsądnie.


6.Pozostając w temacie: masz tumblra? Jeśli tak, to podaj adres.

Od sierpnia tego roku prowadzę blog na tumblrze, mimo moich ambicji oświeceniowych stał się on blogiem głównie obrazkowym, acz umieszczam na nim tylko i wyłącznie to, co całkowicie przypadło mi do gustu.
Adres to: aladira.tumblr.com

7.Gdybyś miała możliwość wolałabyś cofnąć się do dzieciństwa czy zajrzeć w przyszłość i zobaczyć jak potoczy się Twoje życie?

Kolejne trudne pytanie. Z jednej strony chciałabym przeżyć dzieciństwo jeszcze raz, nie mam co do tego wątpliwości, z drugiej jednak cofanie się nie ma sensu, ponieważ eufemistycznie mówiąc, nie pomaga w rozwoju ani poprawie stanu psychicznego. Na drugiej szali leży podróż w przyszłość, by przekonać się, co stanie się z moim życiem za x lat. Brzmi kusząco, ale obawiam się, że z taką wiedzą, niezależnie, czy za 10 lat miałabym być właścicielką prężnie działającego przedsiębiorstwa, czy samotną matką z piątką dzieci na zasiłku, uznałabym, że nie warto robić nic, skoro już wiem, jak "skończę". Także zrezygnowałabym z opcji podróży w czasie, nie ma sensu zmienianie przeszłości, ponieważ nie wiadomo jak bardzo zmieniłoby to teraźniejszość, co zaś do podróży w przyszłość: mam na tyle pokręconą wyobraźnię, że odbywam takie co dzień podczas nauki. Cytując najlepszego pisarza wszech czasów powiem, że sami decydujemy jak ma wyglądać nasze życie, moją zaś decyzją co do jego kształtu jest nieznanie przyszłości dalszej niż 7 dni. To piękny przywilej młodości, dlaczego więc z niego rezygnować?

8.Ostatnio prosiłam o rekomendacje książkowe, tym razem może polecisz mi swojego ulubionego artystę?

Ani Cię nie zaskoczę, ani nie zainspiruję, gdy opowiem, że jest to Nick Cave! Nie muszę go zachwalać, bo sama znasz jego twórczość lepiej niż ja :D. Obok pana Nikodema Pieczary ex aequo stoi John Irving, czyli pisarz, którego twórczość wzbudza emocje (a takich znam niewielu). Warto przeczytać każdą jego powieść, oprócz ostatniej, w której zboczenia wszelakie stały się jedyną treścią. Pisze on żywo, wplata do swych książek wszystko, co chore, dziwne, inne, szczerze polecam. Lubię również Mario Vargas Llosę, Brunona Schulza, żeby zaś nie było zbyt książkowo dorzucę Marcina Świetlickiego (warto posłuchać/poczytać), Christiana Diora jako rewolucjonistę mody (z kolei nie przepadam za Chanel), Beksińskiego jako malarza snów, z reżyserów Polański, Fincher, Wachowscy z czasów gdy jeszcze byli braćmi (i robili lepsze filmy), bardzo inspirujący Peter Murphy, tak samo działający Bowie oraz całe stado innych ludzi szeroko pojętej sztuki. Nie mogłam ograniczyć się do jednego nazwiska, zbyt lubię pozostałych.


9.Wolisz podróżować samochodem, rowerem, a może publicznym transportem (tramwaj, autobus, pociąg)?

Bardzo lubię jeździć rowerem, jednak zazwyczaj przybiera to u mnie formę towarzyskiej przejażdżki ciepłą porą roku; samochód daje nieporównywalną z niczym innym wygodę, jednak jest drogą formą transportu; tramwaj ma swój urok, szczególnie nocą kojarzy mi się z tokijskim metrem (dlaczego? nie mam pojęcia, nie byłam w Tokio, to jakiś obraz zbudowany na podstawie filmów i własnych wyobrażeń), no i jak by na to nie patrzeć jest małym pociągiem, które to pociągi uwielbiam, podróżuję nimi bardzo rzadko (wczoraj zaliczyłam pierwszą nim podróż od 12 lat), ale lubię przynajmniej wejść i posiedzieć do wagonów, poczuć ten niepowtarzalny klimat podróży, dzieciństwa, oczekiwania, ale i zarazem nowego początku. Już samo przebywanie w pociągu ma dla mnie duże znaczenie, traktuję to czasem jak swego rodzaju terapię. Autobus jest najbardziej dostępnym środkiem na trasach, które najczęściej pokonuję, także z niego korzystam najwięcej, ma jedną dużą wadę: nocą kierowca gasi światło, przez co nie da się czytać, którego to problemu nie ma w pociągu ani tramwaju. Pociąg i tramwaj to moje ulubione rodzaje transportu, następnie samochód, autobus, rower zaś wyjmuję z tego zestawienia i stawiam obok jako ulubiony sposób na towarzyskie przejażdżki bez bliżej określonego celu.


10.Nie wyobrażam sobie wieczoru bez...

Czytania. Mogę czytać cokolwiek, ale muszę w ciągu dnia przeczytać około 50 stron tekstu różnorakiego, bez tego mam zły humor. Obok czytania stoi ciepły napój zimą i zimny latem, muzykę czasem porzucam, gdy odczuwam zbyt duże zmęczenie, ponieważ nie umiem słuchać jej "na chama", bez wsłuchiwania się w słowa. Wieczór to również pora takiego jak u wszystkich przygotowywania się do snu, a czasem wychodzenia. Bardzo lubię wieczorne (nocne) spacery po Krakowie, czy to z psem, czy samotnie (tym samym na dłuższy dystans). Czytanie jednak jest tu jedyną pozycją absolutnie konieczną.

11.Malutkie podsumowanie: uważasz 2013 za dobry czy zły rok?

W stosunku do 2012, wręcz idealny. Bez odniesienia do czegokolwiek całkiem udany- w ciągu tego jednego roku (a dokładniej od półrocza, ponieważ to właśnie pod koniec czerwca odżyłam) przeżyłam tak wiele, że można by rozłożyć to na  trzy lata i jeszcze wiele by zostało. 2013 sprawił, że uczę się walczyć o siebie, wypracowywać zdrowy egoizm i mniej przejmować się osobami, które nie są mną. Jeśli tendencja ta się utrzyma, 2014 będzie rokiem jeszcze lepszym, o co zamierzam zadbać.



Nominuję:
dollintrousers.blogspot.com
lareinederetro.blogspot.com
prunio.blogspot.com
vintagegirl1983.blogspot.com
vaampiv.blogspot.com

Moje nominacje ograniczą się do pięciu blogów, mam nadzieję, że nie naruszam zbytnio warunków zabawy, nie chcę jednak dodawać blogów, które nie znam, tutaj zgłosiłam te, które chętnie i regularnie czytam.

Moje pytania:
1. Jaka książka miała na Ciebie największy wpływ?
2.Masz do wyboru dwie skrajność: sławę i bogactwo, ale połączone z utratą prywatności, bądź bardzo skromne, ciche, wręcz "nudne" życie, w którym jednak zachowujesz komfort bycia osobą anonimową. Co i dlaczego wybierasz?
3.Jesteś "porannym skowronkiem" czy "sową"?
4.Jesteś osobą wszechstronnie utalentowaną, można powiedzieć "geniuszem", możesz jednak rozwinąć tylko jeden talent. Co to będzie i w jaki sposób zostanie rozwinięte?
5.Doskonale płatna praca w wymiarze 16 godzin dziennie, czy kiepsko płatna (za którą jednak da się skromnie utrzymać) w wymiarze 6 godzin dziennie (przy założeniu, iż w obu wypadkach pracujesz pięć dni w tygodniu) ?
6.Komfort i zależność od innych, czy niewygoda i całkowita niezależność?
7.Możesz wypowiedzieć jedno życzenie. O co poprosisz?
8.Sytuacja krytyczna, w budynku w którym pracujesz wybuchł szybko rozprzestrzeniający pożar, Twój współpracownik zemdlał- co robisz?
9.Musisz zmienić tożsamość, możesz jednak zostać kimkolwiek chcesz. Kto to będzie?
10.Masz do wyboru kilka różnych dróg życiowych, jednak każda kłóci się z jednym z punktów z Twojej hierarchii wartości. Którą wartość jesteś w stanie poświęcić?
11.Wolisz wydać pieniądze na podróże czy rzeczy ściśle materialne (jak na przykład gorsety)?



czwartek, 28 listopada 2013

The 100 day song challenge: 37, 38

Dzień 37: Najgorsza piosenka w twojej kolekcji. 


Right said Fred "I'm too sexy"


Przy obecnych "hitach" ta piosenka to arcydzieło, co nie zmienia faktu, że jest kiczowata do bólu. Lubię ją śpiewać gdy mam gorszy dzień.


Dzień 38: Piosenka, która daje Ci motywację. 

Jest ich trochę, ale najbardziej motywujące to "Dominion" The Sisters of Mercy oraz "Head like a hole" Nine Inch Nails.






wtorek, 26 listopada 2013

The 100 day song challenge: 35, 36

Dzień 35: Piosenka klasycznego zespołu rockowego. 

Pink Floyd "Learning to fly"



Ta piosenka ma dla mnie wyjątkowe znaczenie; jest związana z istotnymi zmianami, które niedawno miały miejsce w moim życiu, sam zaś Pink Floyd jest zespołem tak doskonałym, iż nawet osoby nie gustujące w muzyce rockowej znają go i lubią. Jeśli jeszcze nie znasz ich twórczości, zapoznaj się z nią jak najszybciej, na pewno tego nie pożałujesz.



Dzień 36: Piosenka, która wygrała Eurowizję w roku, w którym się urodziłaś 

Toto Cutugno "Insieme: 1992"







35 konkurs piosenki Eurowizji odbył się 5 maja 1990 roku w Zagrzebiu (obecna Chorwacja) i prowadzony był przez Helgę Vlahović Brnobić oraz Oliviera Mlakara. Toto Cutugno z piosenką "Insieme: 1992" zdobył drugie w historii i jak na razie ostanie zwycięstwo Włoch w konkursie Eurowizji.


niedziela, 24 listopada 2013

The 100 day song challenge: 33, 34

Dzień 33: Bardzo krótka piosenka. 


Corpus Delicti "Private Slaughter"




Dzień 34: Piosenka wykonana przez aktora/aktorkę.

Johnny Depp "Epiphany"


Do nie-moich przyjaciół

Przykro mi, iż muszę napisać coś takiego, jednak nie mam wyjścia.

Witajcie, podglądający ten blog nie-moi-przyjaciele.
Chętnie porozmawiałabym z wami w cztery oczy, jak dorośli ludzie, jednak skoro nie chcecie się ujawnić, jestem zmuszona rozmawiać z wami przez posty.
Na początek nauczcie się oddzielać prawdę od fikcji, zanim zaczniecie nadinterpretować słowa otagowane mianem radosnej twórczości i prezentować je innym jako prawdę.
Blog to moje miejsce w sieci, ułamek przestrzeni w którym mogę publikować moje pseudotwórcze wypociny, zaś fakt żywego ich komentowania w rzeczywistości, sprawia, iż podnosicie moje ego pod niebiosa. Nie wiedziałam, że fikcja, której dopiero się uczę, może wywołać takie prawdziwe emocje. Dziękuję wam za motywację, postaram się być jeszcze lepsza i może odważę się zadziałać. Wasze słowa sprawiają, iż jestem w stanie uwierzyć, że pewnego pięknego dnia rzeczywiście nauczę się pisać tak dobrze, że nawet osoby inteligentne nie będą umiały odróżnić prezentowanej tu fikcji od prawdy.

Dziękuję za wsparcie i polecam się na przyszłość, zaś problemy ze mną związane radzę rozwiązywać osobiście, a nie przez pośredników.
Pozdrawiam Was, moi wierni fani.

sobota, 23 listopada 2013

Plotkara poziom podwórkowy

Po co ludziom plotki? W jakim celu rozprzestrzenia się, oczerniające kogoś kłamstwa? Czy po to, by się dowartościować, poczuć lepszym od osoby obrażanej, czy może dla samej w sobie złośliwej satysfakcji? Okazuje się, iż pozory mylą jeszcze bardziej niż się wydaje. Łatwo wypuścić z ust słowa, które są w stanie zniszczyć cudzą reputację, łatwo grozić, jeszcze łatwiej rozpowiadać fałszywe opinie naokoło. Czyniąc jednak takie rzeczy należy pamiętać, iż karma wraca i oddaje z nawiązką. Niewinność obroni się sama, bez jakiegokolwiek działania, a kłamstwo, prędzej czy później wyjdzie na jaw, obracając się przeciw swemu twórcy.

Podobno ilość nienawistników jest wprost proporcjonalna do ilości osób zazdrosnych, jednak czy ma to cieszyć? Po co marnować swoje życie na narzekanie i psucie cudzej reputacji? Zazdrość jest straszną rzeczą, wypala komórki mózgowe bardziej niż tania wódka i tylko po wszystkim zostaje niejasne poczucie jeszcze większej bylejakości, marności własnego życia, którego jedynym urozmaiceniem jest oczernianie innych.

Ciężko również nie przejmować się takim stanem rzeczy. Plotka przestaje być ignorowaną drobnostką, gdy zawarte są w niej pogróżki, tu też wyjawia się sprawa kolejna, mianowicie: po co? W jakim celu grozić komuś, od kogo nie ma możliwości uzyskania niczego? Również chodzi tu o sadystyczną satysfakcję?

Osoby łamiące podstawowe prawo do wolności osobistej drugiego człowieka winny nauczyć się, iż koniec końców natura odpłaca się pięknym za nadobne, bez udziału osób trzecich. Prawda zawsze wychodzi na jaw, czasem tylko z odroczonym wyrokiem, acz im później, tym większe są jej konsekwencje. Zmyślanie jest przyjemne, o ile ogranicza się do rysowania, pisania bądź innego rodzaju "tworzenia". W każdym innym wypadku winno się porzucić je na rzecz podejścia zdroworozsądkowego. Zastanów się, gdy zechcesz zrównać kogoś z ziemią, ponieważ o ile łatwo kogoś wdeptać, jeszcze łatwiej samemu wpaść w wykopany przez siebie dołek.

piątek, 22 listopada 2013

The 100 day song challenge: 32

Dzień 32: Piosenka z obecnych list przebojów, którą lubisz najbardziej. 
*której najmniej nie lubię


Dawid Podsiadło "Trójkąty i kwadraty"


Nie przepadam za żadną piosenką goszczącą obecnie na popularnych listach przebojów, jednak ta jest mi obojętna, nie denerwuje, jestem w stanie ją tolerować, także uważam, iż pasuje do zadania dnia 32.

czwartek, 21 listopada 2013

The 100 day song challenge: 26, 27, 18, 29, 30, 31

Przerosłam samą siebie.


Dzień 26: Dobra piosenka z lat 60tych.

Chubby Checker "Let's twist again"


Utwór ten pochodzi z wydanego w 1961 roku singla pod tym samym tytułem.



Dzień 27: Piosenka z liczbą w tytule. 

Flogging Molly "Seven deadly sins"




Dzień 28: Bardzo stara piosenka (mniej więcej który to rok?)

Ted Weems "The Boulevard of broken dreams"


Utwór ten pochodzi z 1933 roku.



Dzień 29: Piosenka Michaela Jacksona

"Smooth Criminal"




Dzień 30: Jedna z najstarszych piosenek, które lubisz 

Nancy Sinatra "Bang bang"


Doskonała piosenka z lat sześćdziesiątych.



Dzień 31: Jeżeli robiłabyś imprezę urodzinową, ta piosenka byłaby puszczana. 


Istnieje wiele utworów pasujących do tego kryterium, wybór jest więc ciężki. 

Veruca Salt "Sheeter"



Wydaje mi się, że jest to jedna z piosenek, które mimo, że mi się podobają, spotkałyby się z aprobatą imprezowiczów.

piątek, 15 listopada 2013

The 100 day song challenge: 25

Dzień 25: Piosenka, o której zagranie poprosisz DJ’a na imprezie. 


Czy liczy się poproszenie o nią na stronie wydarzenia na twarzoksiążce?



Rammstein "Feuer frei"



O ten właśnie utwór poprosiłam, już dziś przekonam się czy moje życzenie zostanie spełnione. 
Spotkałam się ze stwierdzeniem, iż R+ można słuchać jedynie dla żartu, jednak pozwolę się z nim nie zgodzić. Takie stwierdzenie bardzo deprecjonuje twórczość tej grupy, która w swojej ofercie, oprócz łączenia dużej ilości seksu i przemocy, posiada również przemyślane utwory o przyjaźni bądź miłości. Odpowiada mi ich styl i choć okres największej fascynacji nimi już minął, lubię słuchać R+, uważam tę grupę za bardzo inspirującą.

Wszystko co kocham (kochałam)

Moje łóżko,
Laptop,
Ksiązki,
Romantyczne komedie,
Idiotów,
Blues'a,

Niezapowiedziane wizyty
Momenty skrajnej naiwności,
Chwile, w których szczytem marzeń jest kubek gorącej herbaty,
Spontaniczne wyprawy do knajp,
Tych, których nie powinnam
Planty zimą
Jordana latem

Kicz, turpizm i realizm


*Odgrzebując stare zapiski czuję nieodpartą potrzebę opublikowania ich na blogu, nie zważając na fakt, iż straciły już one datę ważności. Miłostki okazały się być przechodnie, skłonności zmienne a pragnienia bardziej obszerne. Nawet gust (nie)oczekiwanie się zmienił; wyrobił, wypracował. Już nie jestem w stanie zadowolić się ochłapami; wolę nie dostać nic, niż coś nie w pełni zadowalającego. Powoduje to czasem dość skrajne sytuacje, jednak uważam, iż wychodzi na dobre. Rok odcięcia od świata zmienił moje jego postrzeganie o 180 stopni, stało się ono ostrzejsze. Jest lepiej. Wiem, czego chcę. Zatrzymuję się rzadziej i na chwile krótsze niż jeszcze w 2012.

czwartek, 14 listopada 2013

The 100 day song challenge: 24

Dzień 24: Dobra piosenka z lat 70tych. 


Misfits "Teenagers from Mars"










 Misfits to amerykański zespół punkrockowy (prekursor horror punku) założony w roku 1977 w Lodi w stanie New Jersey przez wokalistę Glenna Danziga i basistę Jerry'ego Only. Wydał osiem albumów, ostatni, "The Devil's Rain" w roku 2011 nakładem wytwórni Misfits Records.


środa, 13 listopada 2013

The 100 day challenge: 23

Dzień 23: Piosenka bez słów.


Takich znam bardzo mało. Utwory zespołu Antimatter charakteryzują się niewielką ilością słów, acz jednak są one obecne, więc nie mogę ich tutaj umieścić.

Bauhaus "Modulor"
Przypadkowo znaleziony zespół o nazwie takiej samej jak legenda gothic rocka, ten jednak powstał wcześniej, bo w 1974 roku, muzykę zaś można scharakteryzować jako nowoczesny jazz.





wtorek, 12 listopada 2013

The 100 day song challenge: 22

Dzień 22: Piosenka, która trwa więcej niż 7 minut.

Duże pole do popisu. 

Bauhaus "Burning from the inside"


Piosenka ta pochodzi z dobrego albumu o tej samej nazwie. Moje zamiłowanie do Bauhaus powoduje wtórność, acz utwór ten pasuje do tematu dnia, dlatego też go zamieszczam. Niech się dobrze słucha.

poniedziałek, 11 listopada 2013

The 100 day song challenge: 20, 21

Dzień 20: Dobra piosenka z lat 80tych 


The Sisters of Mercy "This corrosion" 




Jest dobra i pochodzi z lat 80., a dokładniej z wydanego w 1987 roku singla o tej samej nazwie. Nie ma co się rozpisywać, posłuchajcie dobrej muzyki.




Dzień 21: Piosenka z imieniem w tytule.

Dużo tego, ale najlepsze piosenki pasujące do tego dnia sprawiłyby, że powtórzyłabym wcześniej wymienione zespoły, także skupię się nie na najwyżej jakości, ale na artyście odmiennym od zamieszczanych (co nie zmienia faktu, iż najchętniej zamieściłabym tu "Jolene" The Sisters of Mercy).


Carlos Santana "Maria"



Santana gra muzykę lekką, łatwą i przyjemną, jednak nie najgorszą pod względem jakości. Od czasu do czasu lubię go posłuchać, ponieważ przypomina mi czasy szkolne. 

Tradycyjnie już czekam na uwagi w komentarzach :)

sobota, 9 listopada 2013

XII

Autobus powoli dojeżdża do dworca. Wyłączam muzykę, wyjmuję z uszu słuchawki i pospiesznie pakując je do torebki, rozglądam się po stanowiskach. Wydaje mi się, że widzę znajomą sylwetkę, jednak uznaję to za przywidzenie. Skąd może wiedzieć, że przyjeżdżam akurat dziś? Nie rozmawiałam z nim przez połowę wakacji, pewnie czeka na kogoś innego. Może to Kaśka wraca z Warszawy? Wyjątkowo powoli wychodzę z autobusu, co rusz wpadając  na pozostałych pasażerów. Nie wydawało mi się. Podbiega do mnie, a na moje pytanie o powód jego obecności, odpowiada "siedzę tu od tygodnia, wiedziałem, że w końcu przyjedziesz". Wręcz rzuca mi się na szyję, co jest do niego całkowicie niepodobne, a ja, patrząc na znane mi ciało odczuwam uczucie osaczenia i narastającą chęć ucieczki.

Skąd wiesz? O co chodzi?

Nie jest to przyjemne powitanie. Ostatnie o czym można mówić w tym wypadku to romantyzm. Nigdy go tu nie było. Jest wyjątkowo nieprzyjemnie. Po raz któryś z rzędu zaczynam bać się obecności tego człowieka. Staram się powstrzymać emocje i wyślizgując się spod jego rąk podnoszę wzrok tłumacząc, że mój napięty rozkład dnia nie pozwala mi na niespodzianki. Początkowo spokojnie, a następnie coraz bardziej natarczywie oferuje mi swoje milczące towarzystwo. Zgadzam się, nie chcąc tracić więcej czasu na niepotrzebne rozmowy. Ciągle towarzyszy mi lęk przed czymś, co może się stać. Staram się jednak kontrolować, przypominając sobie, że nie jest to człowiek tego typu. Może grozić, czasem upokarzać, ale nie jest w stanie wyrządzić fizycznej krzywdy, chyba, że pod przykrywką zabawy.
W głupim odruchu odwracam się do niego mówiąc "wiesz, że nie chcę się bawić", co powoduje przekorny uśmiech na jego twarzy.
"Którą linię potrzebujemy?". Odpowiadam, podając dwie trzycyfrowe liczby. Spogląda ponownie na rozkład, następnie na zegarek.
"Nie opłaca nam się czekać dwadzieścia minut, dotrzemy tam inną drogą"-mówi, prowadząc mnie w swoich objęciach na położony nad dworcem parking. Rozglądam się w poszukiwaniu znanego mi białego auta, jednak nie znajduję go. Okazuje się, że pojedziemy innym samochodem, ciemnoniebieskim kombi. Najwyraźniej w końcu postanowił kupić nowe auto, myślę, wstrząsając ramionami.
Prosi mnie o podanie dokładnego adresu, podaję więc nazwę ulicy R. Jedziemy w całkowitej ciszy do momentu, gdy zauważam, że obrana przez niego droga wiedzie pod całkowicie inny adres.
Cóż, pogrążyłam się w myślach, więc nie słyszałam, gdy zapewne tłumaczył mi szybszy objazd. Jedak nie. Zatrzymujemy się na ulicy D. Nie pojawię się tam, gdzie powinnam.
Eleganckim gestem otwiera moje drzwi od strony pasażera i w kolejnym, dziwnym, dziś ruchu, trzymając mnie w rękach jak pannę młodą, wnosi mnie do mieszkania na pierwszym piętrze przeciętnie wyglądającej kamienicy, stojącej mniej więcej w połowie ulicy D. Zabrania mi się odzywać, po czym otwiera drzwi oznaczone numerem "3", mówiąc: "powiedziałem, że ją tu przywiozę i dotrzymałem słowa, teraz wy".
Rozglądam się po dużym pokoju o powierzchni mniej więcej 30 m2. Ściany pomalowano na popielato. Mebli jest niewiele. W oczy rzuca się jedynie wysokie łóżko, jeśli można tak nazwać blat nakryty pościelą, oraz kilka foteli ustawionych wkoło, jak przy stoliku do kawy.

W tej chwili chcę jedynie wydostać się na zewnątrz, wiem jednak, że zależy im na mojej obecności, więc nie puszczą mnie zbyt łatwo. Ponadto całe ciało odmawia mi posłuszeństwa.
Podchodzi do mnie z wysoką szklanką pełną jakiegoś alkoholu i zachęca do picia. Nie musi tego robić. Z chęcią pozbędę się przynajmniej części świadomości. Wiedząc, co ma się stać, wolę nie przeżywać tego na trzeźwo.
Z dziwną ulgą spostrzegam, że alkohol działa inaczej. Widok się zamazuje, rozluźniam się tak bardzo, że chce mi się spać. Zauważam tylko, że przenosi mnie na jeden z foteli, po czym nie pamiętam już niczego.

Oślepiające światło powoduje ból głowy. Gdy otwieram oczy widzę pochylającego jego, pochylającego się nade mną. Całuje mnie w usta i mówi: "byłaś cudowna; pierwszy raz, naprawdę byłaś cudowna".


The 100 day song challenge: 19

Dzień 19: Piosenka, którą Twoim zdaniem, lubi wielu ludzi. 




Nine Inch Nails "Closer"




Najpopularniejszy utwór NIN, znany przez wszystkich korzystających z You Tube. Teledysk ten jest prezentowany na niektórych kierunkach filmowych jako przykład idealnego zgrania obrazu z dźwiękiem. Kontrowersyjny, jak i sama piosenka, jednak nie rażący, ponieważ przez tę powłoczkę przebija się obraz Trenta jako muzycznego geniusza. Tak mocne uderzenie było potrzebne, by o NIN usłyszał cały świat. "Closer" wielokrotnie klasyfikowano w pierwszej dwudziestce najlepszych piosenek lat dziewięćdziesiątych, co powinno stanowić dodatkową zachętę do poznania bliżej tego, grającego rock industrialny, zespołu. 

Na początek, po zapoznaniu się z zamieszczonym powyżej teledyskiem polecam posłuchać "Head like a hole", "Wish", "The perfect drug" oraz "Gave up" (w którym to utworze gościnnie występuje Marilyn Manson), następnie zaś warto zainteresować się kolejnym projektem Trenta- "How to destroy angels" (najpopularniejszym utworem jest "The space in beetween"). 
Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu.

piątek, 8 listopada 2013

The 100 day song challenge: 18

Dzień 18: Piosenka z roku, w którym się urodziłeś/aś



Alice in Chains "Man in the box" z albumu "Facelift"



Swego czasu był to mój ulubiony zespół, dobrze komponował się z nauką prawa. Obecnie nie zajmuje już zbyt wiele miejsca na liście odtwarzania, szczerze mówiąc pojawia się na niej bardzo rzadko, jednak gdy to się zdarzy, słucham go z przyjemnością. Równie dobry był inny projekt Lane'a "Mad season", którego zimne brzmienia wdzierają się do uszu by zasiedzieć się w nich na długo. Zarówno z Alice in chains, jak i z Mad season łączą mnie przyjemne wspomnienia i choć okres nałogowego ich słuchania uważam za zamknięty, swego czasu oba te zespoły idealnie wpasowywały się w moje muzyczne potrzeby. Jest to kolejna kapela, którą warto poznać.

czwartek, 7 listopada 2013

The 100 day song challenge: 17

Dzień 17: Piosenka z filmu (jaki to jest film?)


Rocky Horror Picture Show "Sweet Transvestite"




Film z gatunku tych, które trzeba obejrzeć, jeśli lubi się estetykę lat 70. Kiczowaty do bólu, jednocześnie tak w braku smaku konsekwentny, iż stanowiący swoiste arcydzieło kinematografii. Wybrana przeze mnie piosenka jest najbardziej znaną z tego musicalu, stanowi jego esencję, choć muszę przyznać, że wahałam się czy zamiast niej nie wstawić "Time warp" pochodzącej również z RHPS. Z miejsca nadmieniam, film ten nie ma nic wspólnego z horrorem, jest specyficzną komedią idealną na wieczory, gdy zależy nam na odstresowaniu. Przy nim nie da się myśleć i nie jest to krytyka.