niedziela, 30 czerwca 2013

Z wyrazami szacunku

Jeśli wchodzisz na ten blog, oznacza to, że prawdopodobnie mnie znasz. Post ten kieruję więc właśnie do Ciebie.

Nie jestem osobą łatwą w obcowaniu, mam swoje ciemne i jasne strony, wady i zalety. Zbytnio ignoruję, za bardzo się angażuję. Bywam natarczywa bądź arogancka, zapominalska i pamiętliwa jak teściowa. Chcę więc podziękować Ci, znajomy czy to internetowo, czy realnie, czytelniku, za to, że nie zrażasz się i od czasu do czasu tu zaglądasz. Dziękuję również Wam, moi znani z pewnych miejsc znajomi, którzy pojawiacie się tu regularnie, poznając mnie od innej niż na co dzień strony. Pracuję nad sobą, staram się poprawić, nie marudzić i rozwijać swoje pasje. Dzięki, że jesteście i jednocześnie przepraszam za momenty niestabilności, widoczne nawet tu, na blogu. To, że chcecie uczestniczyć w moim, czy to wirtualnym, czy codziennym życiu wiele dla mnie znaczy, mam więc nadzieję, że nigdy nie nadużyję waszego (czyli także i Twojego) zaufania.

Dlaczego piszę to na blogu, zamiast powiedzieć każdemu z osobna? Otóż dlatego, ponieważ zajęłoby to zbyt wiele czasu, a i tak pewnie objawiłoby się moje zapominalstwo. Przyjmij więc internetową formę podziękowań i wyrazy wdzięczności, że mimo wszystko, jesteś.

Dziękuję.

sobota, 29 czerwca 2013

Bezsenność

Nie wyspałam się
Tęskniłam za tym, że nie dajesz mi spać
Było mi za zimno
Za luźno
Zbyt samotnie
Gniotła mnie wygoda
I nie umiałam ulepić cię
Za pomocą poduszek i wyobraźni
Niczego nie lubię tak bardzo
Jak braku twarzy po drugiej stronie łóżka

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Fight Club. Podziemny krąg.

Dziś kolejna z książek, które wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Tym razem będzie to "Fight Club. Podziemny krąg" autorstwa Chucka Palahniuka. Jest to urodzony 21 lutego 1962 roku w Pasco w stanie Waszyngton (USA), amerykański pisarz satyryczny i niezależny dziennikarz. "Podziemny krąg"(wydany w oryginale w roku 1996) jest jego najpopularniejszą powieścią, na podstawie której, w 1999 roku David Fincher wyreżyserował film pod tym samym tytułem. Powyższa powieść w języku polskim wydana została w roku 2001, nakładem wydawnictwa Laguna w tłumaczeniu Jacka Manickiego, zaś cytaty z niej od niedługiego czasu masowo zalewają strony internetowe.

Bohaterem "Klubu walki" jest mężczyzna w średnim wieku, pracujący dla dużej firmy motoryzacyjnej. Jest to typowy przedstawiciel klasy średniej, z dobrym mieszkaniem, niezłą płacą i przyzwoitym samochodem, który jednak nienawidzi swojego życia. W pełni pochłonięty konsumpcyjnym stylem życia zaczyna czuć odrazę do siebie oraz otaczającego go świata.

"Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy."

Zaczyna cierpieć na bezsenność, której przyczyny nie umie zdiagnozować. Próbuje radzić sobie z nią na wiele sposobów, jednak jedynym co działa staje się uczęszczanie do grup wsparcia dla osób z problemami. I tak bohater zaczyna regularnie chadzać na spotkania chorych na raka mózgu, chorych na raka jąder, chorych na gruźlicę etc. Patrząc na cierpiących ludzi i wraz z nimi wylewając łzy, w pewien sposób oczyszcza się, a jego problem mija. Trwa to jednak do momentu, w którym narrator poznaje Marlę, kobietę, która chadza na te same spotkania mimo, że jest osobą (fizycznie) zdrową. Obecność innego niż on oszusta na sali sprawiła, że bohater nie był już w stanie płakać i terapia przestała działać. Pewnego dnia zaproponował więc Marli podzielenie się grupami wsparcia, tak, by nie mieli okazji się spotkać. Kobieta przystaje na propozycję, jednak nie trzyma się umowy, w związku z czym bohater musi poszukać innego sposobu na zaradzenie swemu problemowi.
W międzyczasie narrator poznaje atrakcyjnego, niezależnego mężczyznę, reprezentującego wszystko, czym chciałby być. Tyler Durden nie ma stałej pracy, co rusz zmienia miejsca zatrudnienia (pracuje na pół etatu), za każdym razem uprzednio w kreatywny sposób je wyśmiewając.
W tym momencie życie bohatera zaczyna się komplikować. Jego mieszkanie zostaje doszczętnie zniszczone przez pożar, w wyniku czego jest on zmuszony zamieszkać u swego jedynego przyjaciela- Tylera. Przy czym Durden zaskakuje, prosząc, by narrator uderzył go z całych sił.
Pozornie oderwane od głównego wątku działanie okazuje się być pierwszym punktem zwrotnym. Tyler wraz z bohaterem zakłada klub walki, w którym zmęczeni codziennością mężczyźni mogą oczyścić się przez prostą, wyzwalającą bójkę. Pomysł odnosi sukces, spotkania Klubu Walki zaczynają być organizowane na całym świecie, gdy w kluczowym momencie ich pomysłodawca znika. Jednocześnie, do mieszkania narratora oraz Durdena zaczynają przychodzić rzesze mężczyzn pragnących rozwinąć ideę Klubu Walki na sposób polityczny. Idea rozwija się w sposób, jaki wcześniej był nie do pomyślenia i prowadzi do zaskakującego finału.

"Fight Club" to dobrze, dynamicznie napisana powieść, która zmienia się w momencie, gdy wydaje się, że akcja zmierza ku oczywistemu zakończeniu. Nic nie jest tu takie jak się wydaje. Pokazuje do czego może doprowadzić skrajnie konsumpcyjny styl życia. W dobie zmęczonych pogonią za kolejnymi rzeczami ludzi, wnosi proste hasło: "jeśli coś nie jest ci niezbędne, pozbądź się tego". Pozorny minimalizm powoli doprowadza do przewrotu. Reżim konsumpcjonizmu zastąpiony zostaje reżimem minimalizmu. Wyzwalający z początku klub staje się narzędziem realizacji celów politycznych, przez co traci swe pierwotne założenie.

Książka napisana lekkim stylem, jednak bardzo dobrze ukazująca problemy społeczeństwa, gdzie lekarstwem na wszystko staje się posiadanie coraz większej ilości rzeczy do momentu w którym to one posiądą człowieka. Przez odejście do brutalnej i wręcz ordynarnej prostoty, dąży do oczyszczenia z nadmiaru ogłuszających i niepotrzebnych bodźców. Skłania do zastanowienia nad celowością, czy może bezcelowością własnych działań i pomaga zdystansować się od zabieganego(za czym?)świata. Trzeba ją przetrawić, bo to naprawdę mocne uderzenie, jakich w Fight Clubie jest jeszcze więcej.

Książka jest napisana bardzo prostym językiem, jej siła leży w aktualności przesłania, trafności wydawanych sądów oraz świetnie rozegranej akcji. Skłania do zastanowienia się na sobą, daje do myślenia, nie pozwala o sobie zapomnieć. Zdecydowanie warto przeczytać, a po skończonej lekturze można pokusić się o obejrzenie filmu, który również uważam za udany i dobrze oddający przesłanie płynące z powieści.

"Twoja praca to nie ty. Ilość pieniędzy, jaką masz w banku to nie ty. Samochód jakim jeździsz, to też nie jesteś ty. Ani zawartość twojego portfela. Ani nawet twoje pieprzone portki.”

Ocena końcowa: 8/10




czwartek, 20 czerwca 2013

Upiór Opery

Gaston Leroux to urodzony 6 maja 1868 roku w Paryżu i zmarły 15 kwietnia 1927 roku w Nicei, pisarz i reporter francuski, z zawodu prawnik. Często bywa porównywany do Edgara Allana Poe oraz Arthura Conana Doyle'a. Jego najpopularniejszą powieścią jest, publikowany w odcinkach w latach 1909-1910 "Upiór Opery" (znany również pod tytułem "Upiór w Operze", tytuł oryginału "Le Fantome de l'Opera). Dzieło to było wielokrotnie inscenizowane i ekranizowane. Do jego najbardziej znanych adaptacji zaliczyć należy musical autorstwa Andrew Lloyda Webbera z 1986 roku (polska premiera miała miejsce 15 maja 2008 roku w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie ) oraz film autorstwa Joela Schumachera z 2004 roku.

Głównym bohaterem powieści jest, nazywany "Aniołem Muzyki" Eryk, kompozytor, iluzjonista oraz architekt o pięknym głosie i burzliwym życiorysie. Znaczna deformacja uniemożliwiła mu normalne funkcjonowanie w świecie, w związku z czym zmuszony był ukrywać się w niedostępnych zakamarkach Opery. Jest to postać tragiczna, skomplikowana i kontrowersyjna.

Wątkiem wokół którego toczy się akcja "Upiora Opery" jest miłość Eryka do bardzo urodziwej śpiewaczki o imieniu Christine. Wykorzystany jest tu klasyczny motyw pięknej i bestii oparty na pozornie niemożliwym do zaspokojenia pożądaniu, prowadzącym do zbrodni. Młoda artystka pod wpływem przykrych wydarzeń (śmierć ojca, niepowodzenia uczuciowe) traci głos, by następnie odzyskać go za pomocą lekcji udzielanych przez Eryka. Stopniowo staje się ona znaczącą śpiewaczką i zarazem konkurencją dla divy o imieniu Carlotta.


„Czuł w piersi ból, jakby ktoś wyrwał mu serce. A potem doznał wrażenia okropnej pustki, którą mogłoby zapełnić jedynie czyjeś serce. Fenomen ten zwie się bardzo prosto: miłość od pierwszego wrażenia.”

Jest to romantyczna, napisana ze smakiem powieść, która wprowadza czytelnika w ponury świat podziemi Opery Paryskiej oraz pozwala zrozumieć motywy działania szpetnego geniusza. Oprócz opisanej przeze mnie osi akcji, znajduje się jeszcze wiele wątków pobocznych dodających powyższemu dziełu charakteru i przykuwających uwagę czytelnika. W wypadku książek tego rodzaju nie sposób jest opisać akcję szerzej, nie zdradzając równocześnie istotnych dla fabuły wątków, które czytelnik powinien odkrywać samodzielnie, więc mój opis ogranicza się w tym wypadku do uchylenia jedynie rąbka tajemnicy. Uważam powyższą za jedną z najlepszych utrzymanych w klimacie horroru, powieść jaką miałam okazję przeczytać. Pobudza wyobraźnię, uwrażliwia i zmienia punkt widzenia, stale przechylając szalę sympatii raz na jedną, raz na drugą stronę.

Ocena końcowa: 10/10 (wyjątkowo nieobiektywna, ponieważ "Upiór" należy do moich ulubionych powieści)




wtorek, 18 czerwca 2013

Zanim Cię znajdę

Na blogu opisałam już jedną książkę Johna Irvinga ("Hotel New Hampshire"), dlatego też daruję sobie notkę biograficzną i z miejsca przejdę do sedna.

"Zanim Cię znajdę" to powieść napisana w roku 2005 i wydana w Polsce nakładem wydawnictwa Prószyński i Spółka w przekładzie Magdaleny Gawlik-Małkowskiej. Powszechnie uważana jest za najbardziej osobiste dzieło Irvinga. Dzieli się na pięć części: "Morze Północne i Bałtyckie", "Morze dziewcząt", "Szczęściarz", "Sypiając na igłach" oraz "Doktor Garcia". Zaznaczę, iż nie jest to książka lekka. Można powiedzieć o niej wszystko, jednak nie to, że stanowi ona lekturę na leniwe popołudnia. Powieść ta wiele wymaga od czytelnika, rozbudza emocje, angażuje, sprawia radość i ból. Ja, pasjonatka książek, czytałam ją aż miesiąc, ponieważ od czasu do czasu byłam zmuszona zrobić sobie od niej kilkudniową przerwę. Myślę, że daje to pojęcie jak mocno powyższa powieść oddziałuje na czytelnika.

Dzieło to opowiada o losach popularnego aktora nazwiskiem Jack Burns, syna znanej tatuażystki o pseudonimie Córka Alice i charyzmatycznego organisty, Williama Burnsa (pseudonim "Muzykant"). Akcja rozpoczyna się w momencie gdy czteroletni Jack wraz z matką podróżuje po Europie by, jak sądzi, odnaleźć ojca i stworzyć pełną rodzinę. Gdy syn Alice osiąga wiek szkolny, dwójka ta osiada w Kanadzie, gdzie Jack rozpoczyna naukę w szkole żeńskiej im. św.Hildy. Od momentu pójścia do szkoły, aż do śmierci matki, Jack ma już nie usłyszeć o ojcu.

"Wedle słów matki Jack Burns był aktorem zanim tak naprawdę nim został, lecz jego najżywszym wspomnieniem z dzieciństwa były chwile, gdy czuł się zmuszony ująć ją za rękę. Wtedy nie grał."

Lata spędzone wśród kobiet, często wykorzystujących urodę i naiwność chłopca, naznaczają głównego bohatera na całe, niełatwe, życie. Już w szkole podstawowej Jack odnajduje się jako aktor. Stopniowo powierzane są mu coraz trudniejsze role, które w końcu, w wieku 30 lat, zaprowadzą młodego Burnsa na szczyt kariery. Już jako gwiazdor Jack stara się odpowiedzieć na pytanie kogo przez całe życie szukała jego matka oraz czy można wybaczyć rodzicom porzucenie. Poszukiwanie odpowiedzi zaprowadzi go do ponownego przeżycia podróży odbytej w dzieciństwie wraz z matką, przy czym okaże się, iż prawda była bardzo daleka od wspomnień, zaś całe życie Jacka zbudowane zostało na kłamstwie. Główny bohater bał się dorosłego życia w obawie, że stanie się tak samo nieodpowiedzialnym człowiekiem jak własny ojciec, przez co marnował kolejne szanse mogące dać mu spokój i szczęście, by w końcu, jako dojrzały mężczyzna dowiedzieć się, iż nigdy nie znał prawdy.

Prawda uzdrawia. Taki wniosek można wysnuć z powyższej powieści. Dopiero po jej poznaniu, Jack Burns zaczyna czuć, że nie musi się niczego obawiać, nie jest naznaczony "złem", co więcej, zaczyna czuć, że umie kochać.

O ile powyższe wnioski mogą brzmieć aż nazbyt sentymentalnie, zapewniam, że cała książka taka nie jest. "Zanim Cię znajdę" zalicza się do literatury przez duże "L". Mamy tu całe spektrum emocji, już od pierwszej strony powieść powyższa wciąga jak ruchome piaski i nie raz w trakcie lektury ma równie destrukcyjne działanie. Uważam, że proces rozliczenia się z przeszłością został opisany doskonale. Tak więc, przez pierwszą połowę lektury "brudzimy się" tak bardzo, że momentami można poczuć do siebie obrzydzenie, by w drugiej części przejść stopniowe, bolesne, ciężkie i powolne oczyszczenie. Irving nie boi się żadnego tematu. Opisze każdą patologię, zwróci uwagę na każdy szczegół i nikogo nie pozostawi obojętnym. To druga przeczytana przeze mnie powieść tego autora i muszę przyznać, że ma on uzależniające działanie. Jeśli ktoś z Was szuka motywacji do rozliczenia się z własną przeszłością, zdecydowanie polecam tę książkę. Jest bardzo pomocna. Osobista. Prawie doskonała.

Ocena końcowa: 9/10







poniedziałek, 17 czerwca 2013

Chwila obecna

"Najgorszym co można zrobić jest patrzenie w przeszłość. Podczas gdy spoglądanie w przyszłość nawraca nas do chwili obecnej, tkwienie w tym co przeszłe sprawia jedynie ból i odciąga od celu."

Jedne z najbardziej pomocnych słów jakie miałam okazję poznać. Zawsze powtarzam je sobie, gdy nadchodzi zły, prowokujący do spoglądania w przeszłość, nastrój. Jaki sens ma patrzenie wstecz? Wyciąga na wierzch niezrównane pokłady bólu i poczucie własnej beznadziei, swoją drogą całkowicie nieuzasadnione. Psuje radość z chwili obecnej, zaczyna zabawę w "co by było gdyby...". Oto co by było: nic. Wszystko co się dzieje ma sens, jest dopasowane do nas samych, a nadarzający się ból jedynie umacnia. Skoro byłam w stanie przetrwać takie wydarzenia, wiem już, że znacznie trudniej będzie mnie złamać w przyszłości. Jednocześnie, dzięki nabytej sile staję się lepszym towarzyszem, przyjacielem, partnerem.

Czy palę za sobą mosty? Niekoniecznie. Wszystko zależy od sytuacji, ale w tej, obecnej chwili, umacnia mnie odcięcie się od tego co było, czego nie zmienię choćbym próbowała stanąć na rzęsach. W końcu to doświadczenia czynią nas, ludzi, lepszymi i silniejszymi. Pamiętać, ale nie rozpamiętywać. Bywało lepiej i gorzej, ale to już minęło. Stojąc w teraźniejszości patrzę w przyszłość. Na razie jedynie najbliższą, ale może niedługo będę w stanie spojrzeć szerzej. Doceniam doświadczenia w których uczestniczyłam, ponieważ to dzięki nim mogę hartować swój charakter.

Być może trochę stępiała moja wiara w ludzi i wciąż jestem zbyt naiwna, ale możliwe, że idę w dobrym kierunku. Już trochę trudniej mnie zranić, ale wciąż jestem gotowa dawać z siebie wszystko. Jeśli traktuje się mnie jako człowieka równego sobie, jeśli mi się zaufa, automatycznie nabieram siły, naturalności i chęci. Nie lubię zbyt szybko się poddawać, wręcz z uporem maniaka naprawiam to, co się psuje, czy chodzi tu o rzeczy, finanse, czy relacje międzyludzkie. Może naprawdę będzie lepiej? W tej chwili jest dość spokojnie. I dobrze. Właśnie spokoju potrzebuję.




niedziela, 16 czerwca 2013

Nie ma mnie

Nie ma mnie, ale jestem bardziej niż kiedykolwiek
Z przyjaciółmi, ale sama,
Jak wycięty kawałek ciała
Nie jestem już nim, ale jego częścią będę zawsze
Nie ma mnie, więc mogę spełniać marzenia, których nie mam
Nie ma mnie, więc nie mogę prosić o pomoc ludzi, którzy mnie nie widzą
Nie ma mnie, więc nie mogę skrzywdzić siebie ani innych
Nie ma mnie, więc nieważne co zrobię, mogę to
Nie ma mnie, więc nie mogę być zła
Nie ma mnie, więc mogę stać i obserwować
Nie ma mnie, więc nie wymaga się ode mnie ingerencji
Nie ma mnie, co jest wygodne, ale gdy zechcę mogę się stać
W całej okazałości, ze złymi i dobrymi stronami
Nie, nie jako biała karta, lecz jak ja

Ja w pełni

czwartek, 13 czerwca 2013

Powrót do Ford County: opowieści z Missispi

John Grisham to urodzony 8 lutego 1955 roku w Jonesboro w stanie Arkansas amerykański pisarz, autor thrillerów prawniczych i kryminałów i jeden z moich ulubionych pisarzy :). Stworzył  25 powieści, trylogię dla młodzieży oraz jeden zbiór opowiadań, o którym to właśnie zamierzam w tym miejscu napisać.

"Powrót do Ford County" to wydany w 2009 roku, a w Polsce w 2010 roku w przekładzie Sławomira Kędzierskiego przez wydawnictwo Amber, zbiór bardzo różnych opowiadań, począwszy od kryminału, kończąc na dramacie oraz dość humorystycznym opowiadaniu. Poniżej opiszę wszystkie po kolei.

"Pokój Michaela" opowiada o rodzinie obłożnie chorego chłopca, którego stan spowodowany jest błędem lekarskim. Rodzice wnieśli do sądu sprawę o odszkodowanie, jednak z uwagi na swe niewielkie zasoby finansowe nie było ich stać na wynajęcie uznanego prawnika, w ich sprawie występował więc prawnik z urzędu. Nie miał on jednak szans w starciu ze skutecznym, znanym i dość drogim adwokatem strony oskarżonej, w wyniku czego rodzina chłopca przegrała sprawę zostając z niczym. Po latach ojciec chorego postanawia dokonać zemsty na kłamliwym adwokacie broniącym niekompetentnego lekarza i tu właśnie zaczyna się akcja opowiadania. Akcja przebiega w dość zaskakujący w ostatecznym rozrachunku sposób, zaś styl w jakim opowiadanie to zostało napisane, wyzwala wiele emocji i skutecznie przykuwa uwagę. Jest to chyba najbardziej podobne do większości powieści Grishama, dzieło.

"Kasyno" mówi o lokalnym, małomiasteczkowym biznesmenie, który szukając nowego źródła dochodu postanawia otworzyć kasyno. Przedsięwzięcie dochodzi do skutku, początkowo przynosząc duże zyski, jednak sprawa komplikuje się przez pewnego drobnego urzędnika, znudzonego swym życiem i funkcjonującego z poczuciem przegranej. Sidney (urzędnik) kocha swą żonę, która jednak jest coraz bardziej znudzona małżeństwem i postanawia się z nim rozstać, by w  krótkim okresie czasu nawiązać romans z nieuczciwym biznesmenem, pomysłodawcą kasyna. Fakt ten bardzo dotyka Sidneya, więc by się zemścić, postanawia zrujnować "przybytek rozpusty". W tym celu uczy się grać w pokera, przy czym dochodzi w tym do tak dużej wprawy, że w niedługim czasie staje się postrachem kasyn. Przygotowany do zemsty, dokonuje skutecznego ataku, rujnując Bobby'ego (właściciela kasyna). Dość interesujące opowiadanie, jednak nie skradło zbyt mojej uwagi.

"Cały ten Raymond" to opowieść o czekającym na karę śmierci Raymondzie, posiadającym dwóch braci oraz samotną matkę, przestępcy. Akcja skupia się na oczekiwaniu na pismo uniewinniające skazanego, w związku z czym znajdziemy tu wiele emocji, niespełnionych nadziei oraz refleksji.  Klimat panujący w tym opowiadaniu jest bardzo mocny, wyrazisty przez co zapewne przypadnie ono do gustu wielu czytelnikom.

"Rybie akta" opowiadają o małomiasteczkowym adwokacie, którego kariera coraz bardziej podupada. Stojąc w obliczu desperacji, godzi się on na zawarcie nieuczciwego, krzywdzącego swych klientów, interesu z producentem wadliwych pił mechanicznych. Sednem opowiadania jest właściwie oczekiwanie na realizację transakcji, którą główny bohater znajduje jako szansę na nowe, lepsze życie. Powyższe opowiadanie nie przypadło mi zbytnio do gustu, jednak uważam, że napisane zostało wcale nieźle.

"Śmieszny chłopak" dla odmiany bardzo mi się spodobał. Opowiada o powracającym do rodzinnej miejscowości młodym, homoseksualnym mężczyźnie, chorym na AIDS. Bohater spotyka się z wielką wręcz nietolerancją, w wyniku której zostaje odizolowany i odesłany do zamkniętej dla społeczeństwa dzielnicy zamieszkiwanej przez Murzynów. Sytuacja wydaje się być tragiczna, jednak Adrian w nowym miejscu zaprzyjaźnia się z opiekującą się nim starszą kobietą, imieniem Emporia. Dzięki choremu chłopakowi odkrywa ona siłę by być sobą i po raz pierwszy doświadcza prawdziwej, skłonnej do poświęceń przyjaźni. Czas spędzony z Emporią po prawdzie jest oczekiwaniem na śmierć, jednak sposób w jaki oboje przyjaciele go przeżyli, sprawia, że opiekunka staje się inną, bardziej otwartą osobą. To naprawdę piękne, smutne opowiadanie, które zaliczam do jednego z najbardziej udanych w tym zbiorze. Nie ma tu nic z kryminału, więc tym bardziej polecam je osobom sceptycznie nastawionym do twórczości Grishama.

"Cicha przystań" mówi o domu spokojnej starości, w którym rzeczona starość wcale nie jest spokojna, a staje się wręcz walką o spadek po zapomnianych przez rodziny starszych ludziach. Bardzo ciężki temat, jednak napisany sprawnie, dzięki czemu opowiadanie czytało się dobrze.

Ostatnim opowiadaniem w zbiorze są "Krwiodawcy" traktujący o trzech mężczyznach, którzy wybierają się do szpitala by oddać krew poszkodowanemu w wypadku znajomemu. Po drodze jednak napotykają oni trudności przeszkadzające im w dotarciu do celu podróży. Opowiadanie to, mimo dość poważnego tematu, zawiera wiele humorystycznych scen i dzięki niemu można rozładować napięcie towarzyszące po przeczytaniu poprzednich dzieł ze zbioru.

Uważam, że warto zapoznać się z "Powrotem do Ford County" by inaczej spojrzeć na twórczość Grishama. W moim przypadku właśnie taki skutek pojawił się po lekturze powyższego. Wydaje mi się, że każdy, niezależnie od upodobań, znajdzie tu choć jedno odpowiadające swemu gustowi opowiadanie.

Ocena końcowa: 7/10






wtorek, 11 czerwca 2013

Czy teraz będzie dobrze?

Bez Ciebie
Nie mam czego się bać
Bez Ciebie
Czuję spokój
Bez Ciebie
Chcę siebie mieć
Bez Ciebie
Umiem rozkwitnąć
Bez Ciebie
Tęsknię za bólem

Bez Ciebie

Jestem sobą
Mam siłę
Szukam celu
Nic nie boli
Może zechcę iść

Bez Ciebie
Mam plan
Bez Ciebie
Jest mi ciepło
Bez Ciebie
To ja ranię
Bez Ciebie
Nie czuję się jak wcześniej
Bez Ciebie
Nie cofnę czasu

Bez Ciebie

Zmieniam się
Nie podchodź
Zadam Ci ból
Nie nabieraj się na mnie
Jak ja na Ciebie

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Otoczka

Daję się
Zbyt łatwo się daję
Potem zamykam w pancerzu
Otaczam się tym co sztywne, ostre, nieprzyjemne
Obiecuję, że nie dam go przebić
Nie zdejmę

Staje się coraz mocniejszy
Większy, twardszy, cięższy
Wiem, że spadnie
I będzie boleć jeszcze bardziej
Nie powinnam była go zakładać
Nie

Wkładając to wszystko
Do głowy
Na siebie
Mam nadzieję, że nie zechcesz się przebijać
I nigdy mnie nie dotkniesz
I nie zranisz

Łagodzi obyczaje?

Tymczasowo posiadam bardzo ograniczony dostęp do internetu, przez co wydaje się, że trochę zaniedbuję bloga. Cóż, mam pomysły na posty, ale zbyt mało czasu przy komputerze by napisać coś składnego. Tymczasem wiele się zmienia. Jeszcze nie wiem w jakim kierunku, ale coś się dzieje. Nic, zobaczę co wyniknie.

Jestem pod nieustającym wrażeniem tekstu, jak i całego utworu Rammstein pt "Amour". W dość oszczędnych słowach jak w kalejdoskopie pokazuje on wszystkie etapy tejże emocji. Ujęło mnie w nim poczucie porażki w obliczu uczuć "wszyscy chcą ciebie poskromić, a kończą między twymi kłami". Nie pozostaje nic więcej do powiedzenia, posłuchajcie: