wtorek, 29 lipca 2014

Zazdrość, straszna rzecz

Jesteśmy ludźmi. Umówiliśmy się już, że to najgorsze stworzenia na tej planecie. Jesteśmy hipokrytami, którzy wykorzystują innych, a nade wszystko im zazdroszczą. Czego? Wszystkiego i niczego. Oddychamy zazdrością. To ona motywuje nas do starań: "wybrał ją, bo jest ładniejsza? już ja mu pokażę ładną dziewczynę!", "dostała stypendium naukowe? przecież nie mogę być gorsza!", "ma świetne ciało? zawezmę się będę mieć jeszcze lepsze!".

Zazdrość w rozsądnych ilościach jest dobra. Ja jednak nie zazdroszczę. Jedynie podziwiam i motywuję się w swoim tempie. Czym by nie były rzeczy, są tylko rzeczami, więc jeśli zechcę, będę je mieć. Ja zazdroszczę jedynie ludzi. Tylko człowieka nie da się zawłaszczyć bez jego woli. Patrzę na ładne osoby, ubrania, ciekawe wydarzenia, zdjęcia z wakacji. Co więcej, oglądanie tego sprawia mi przyjemność. Gdy jednak patrzę na ludzi- zaczynam zazdrościć. Chcę mieć ludzi. Nie mam ludzi.

Nieważne co postanowię, nie będę ich mieć. Nie jestem osobą zdesperowaną, by ich kupować. Nie jestem też osobą głupią, by sądzić, że kupione znajomości przetrwają próbę czasu. Nie handluję więc. Nigdy nie lubiłam handlu. Stoję z boku i patrzę, jak ludzie się sprzedają. A robią to często i na sto różnych sposobów.

Sprzedają się idei, pracy, rzeczom, by w końcu sprzedać się innym ludziom. Przy całej chęci posiadania, muszę jednak zrozumieć, że posiadanie obustronne polega na tym, iż sama stanę się przedmiotem. Stojąc z boku i patrząc, co prawda cały czas zazdroszczę, jednak pozostaję podmiotem. Kwestia priorytetów. Wolisz być szczęśliwym przedmiotem czy nieszczęśliwym podmiotem?

Wybrałam dawno temu. Pozostaję podmiotem. Gdy wszystko się zmienia, gdy ludzie stają się przedmiotami, ja pozostaję podmiotem. Jasnym i oczywistym jak idea. Status quo został zachowany. Jestem podmiotem z całym ciężarem tego słowa, z całą goryczą jaka się za nim ciągnie, ale i z całą gamą możliwości. Przedmiot możesz wyrzucić. Podmiotu nigdy nie złamiesz.

piątek, 25 lipca 2014

Chaos

Jestem w momencie, w którym wszystko jest ciemne. Nic się nie wykrystalizowało. Czuję, że coś przekuwa się w coś innego, jednak by to zobaczyć, potrzebować będę czasu. Cennego czasu, który tak bardzo lubię marnować. Nitki są poplątane. Stoję i pytam, czy w tym wszystkim jest jakikolwiek sens. Na razie bowiem panuje chaos. Poszczególne elementy układanki są fragmentami losowymi. Jeden od drugiego dzieli duża przerwa. Być może niektóre z nich należą do innej zagadki i niebawem będę zmuszona je odrzucić. Może się jednak zdarzyć, że już w tym momencie posiadam wszystkie części całości i nic ponad to, jedyne zaś, czego nie umiem, to ułożenie ich w odpowiedniej kolejności. Słowa spadają na puzzle, przysłaniając ich obraz. Zbyt wiele słów. Zbyt wiele uciekania przed ciszą, która w odpowiednim towarzystwie jest największą z przyjemności.

Chwytam w garść kilka elementów. Odchodzę, by dopiero po czasie spojrzeć, co właściwie trzymam w ręce. Stało się, mam, co wzięłam. W tym momencie jedyne co mogę zrobić, to w jakiś sposób dopasować te fragmenty do ich otoczenia. Czy lepiej dopasować otoczenie do nich?  Obecnie nie wiem wiele, oprócz tego, że w tej ciszy się dzieje. W zawieszeniu zmienia się więcej, niż podczas akcji. To właśnie teraz decydują się losy.

środa, 23 lipca 2014

Żal

autor: Davide Dormino

Byłe dziewczyny byłych to najgorszy rodzaj kobiet. Zakleszczają cię w przeszłości, gdy próbujesz iść do przodu. Zostawiają zadrę pod tytułem: "do niej czuł więcej". Są zawsze ładniejsze, mądrzejsze. Wszystko przychodzi im bez wysiłku. Łatwo, szybko, zgrabnie układają sobie życie i kolejne związki. Łatwo, z gracją tancerek poruszają się w skomplikowanych układach towarzyskich.

Umieją wykorzystywać innych i przekuwają to w praktykę. Prą do przodu niczym czołgi, niszcząc wszystko. Na co dzień nie zauważasz ich obecności. Są jak cicha wojna. Widać ją dopiero, gdy reszta sytuacji całkowicie się uspokoi. Wychodzą niczym trupy z szafy. Małe, śliczne, kochane zombie, które nie pozwalają ci spać.

Nieważne co zrobisz, one zawsze będą o krok przed tobą. Będziesz strać się być lepsza od nich, ale ci nie wyjdzie. Jesteś zaszufladkowana. Wsadzona do szuflady z napisem "otworzyć tylko w sytuacjach wyjątkowych". Zaszufladkowana jako ta gorsza. Możesz stawać na rzęsach, nigdy jednak nie dorównasz wspaniałej byłej.

Myśl ta zasadza się z tyłu twojej głowy. W prawym dolnym rogu. Ciągle postukuje. Całymi dniami słyszysz echo. Źle zaczyna być jednak dopiero, gdy inne myśli usną. Ta nie śpi bowiem nigdy. Bawisz się zbyt dobrze, musisz więc odchorować. Najgorszym rodzajem kaca moralnego, kwestionującym całe twoje dotychczasowe życie.

Aż w końcu nie chce ci się nic. Po co czegokolwiek próbować? I tak zawsze będziesz na przegranej pozycji. Zamykasz się. Całymi dniami siedzisz w ciszy i życiowym nieogranięciu. Zbroisz się na wojnę, którą i tak przegrasz. Twoje przygotowania nigdy nie są dokończone, ponieważ zbytnio się spieszysz.

Imiona postukują z tyłu. ABCDEFGH... wszystko zlewa się w ciąg, nieoddzielonych spacją, liter. Stuk, stuk, wbijają ci się do głowy myśli. Demotywacja i brak sensu. Okrucieństwo cudu narodzin. Nie podoba ci się fakt, że na świat przychodzisz bez pytania o zgodę, zaś aborcyjne dylematy poruszane na forum publicznym komentujesz mówiąc: "tak, mogąc wybrać wolałabym się nie urodzić" Wiesz, że cokolwiek będziesz próbować, tylko to jedno zdanie będzie prawdziwe.

Nikt nie pytał mnie o zdanie przed narodzinami. Nikt. Moje największe marzenie nie zostało spełnione. Radosne chwile przez najbliższe 60 lat będą stanowić jedynie przerywnik w walce o przetrwanie. Walce okupionej samotnością i brakiem emocji. Jestem starcem.

Stuk, stuk. Imiona. Ładne imiona ładnych ludzi. Szkoda, że ty taka nie będziesz-mówią do mnie. Ty masz walczyć. Ja jednak nie czuję potrzeby, siły ani motywacji do walki. Jestem pacyfistą. Nie walczę. Leżę. Można mnie kopać. Pogodziłam się z byciem osobą żałosną.

Gdyby tylko ktoś zapytał o zdanie...

piątek, 18 lipca 2014

Ryc.1.

Sposób, w jaki funkcjonuje mój mózg:

1.Samotność to zło
2.Jestem samotna.
3.Ergo: jestem zła.
4.Nie chcę być zła.
5.Nie mogę więc być samotna.
6.Chcę związku, teraz, już, natychmiast!
7.Moment, chłopak z łapanki?
8.Kolejne rozczarowanie, nigdy więcej.
9.Co zrobiłam źle?
10.Jestem samotna.

Niniejszym składam samokrytykę. Drodzy czytelnicy, wiedzcie, że gdy krytykuję was, w dużej mierze wywlekam na wierzch własne wady, jeśli więc czytając moje posty czujecie się, jakbym wyzywała was od najgorszych wiedzcie, że tak jest. Wyzywam was, ale jeszcze bardziej wyzywam siebie. Z tym, że skoro jedna osoba popełniła już idiotyczne błędy, czemu miały by być one powielane? Skoro macie okazję uczyć się na moich, wyjątkowo głupich, pomyłkach, skorzystajcie z niej. Zaoszczędzicie sobie wiele zdrowia. Mnie już ono raczej nie wróci, nic więc nie stoi na przeszkodzie ku staniu się waszym katalizatorem.

Jesteście hipokrytami, to równoznaczne z byciem człowiekiem. Nie chcecie robić innym krzywdy, lecz nieudolnie robicie tym większą. Niczym morderca torturujący ofiarę- laik torturuje równie długo i skutecznie jak mistrz. Jedynie średniak ma możliwość stania się najlepszym. Niniejszym gloryfikuję przeciętność. Brudną, słabą, szaroburą, pełną krakowskiego smogu i delirycznej atmosfery, przeciętność.

Tak działa mózg nocą, gdy usypiają pragnienia, a budzą się lęki.
Tak działa trzeźwy mózg.
Tak działa mózg osoby, która szukając nowych bodźców dochodzi do wniosku, że potrzebuje nie być sama.

 W ten sposób funkcjonuje umysł człowieka, który sam siebie nieudolnie skazał na samotność.

Nieważne kiedy, gdzie i z kim. W środku zawsze będę sama. Przewegetuję wiele czasu w komfortowym mieszkaniu, z muzyką, używkami i wyćwiczonym ciałem, które raz na dwa lata oglądać będzie jedynie lekarz.

Nikt nie chce takiego życia. Dlatego właśnie uczucie się na moich błędach. Dlatego sprawdźcie, czy chwilami wasze mózgi nie działają tak, jak mój. W razie podobieństwa wskazana jest natychmiastowa kuracja zimną wodą spod prysznica.

czwartek, 17 lipca 2014

Typowi

Chcemy na raz. Wszystko już. Czekanie w restauracji przerasta nas, ponieważ marnuje czas. Jemy więc w fasfoodach. Czekanie na wartościowy związek marnuje jeszcze więcej czasu, zabawiamy się więc z kim popadnie. Beztrosko bawimy się, by raz za razem zaliczać kaca i mówić sobie "więcej nie będę (...)".

Żałosne. Oczywiście, że będziesz. Będziesz, ponieważ nie umiesz panować nad swoimi nogami. Szczycisz się mianem nowoczesnego, wyzwolonego człowieka, który raz za razem zalicza stany depresyjne powodowane tym, że nie potrafi stworzyć stałej relacji. Dlaczego nie potrafi? Bo nie chce. Wygodniej jest być tępym dzieciakiem. Wygodniej jest zmieniać zabawki. Wygodniej jest mieć od razu, niż za jakiś czas.

autorka zdjęcia: Liliana Karadjova 


Wygoda. Strefa komfortu. Wszystko podporządkowane świętemu spokojowi. W tej pogoni za spokojem typowy Piotr z typową Kasią zapominają o najważniejszym. Zapominają, że rzeczy większe da się stworzyć tylko, gdy wyjdzie się ze strefy komfortu. Ale w niej jest ciepło, miękko i przyjemnie! Kojarzy się z czymś, prawda? Dokładnie o to chodzi. Typowi wolą siedzieć w ciepłym, miękkim i przyjemnym gównie, niż ruszyć do przodu. Typowi boją się po sobie posprzątać. Wolą nasmrodzić, by następnie męczyć całe swe otoczenie o posprzątanie po nich.

Naprawdę chcesz być typowy? Super, masz do tego prawo, nie oczekuj jednak spełnienia. Uciekanie od rzeczywistości w końcu przerośnie cię, przygniecie i dobije. Skończysz na wysypisku śmieci, jako nikomu nie potrzebny, przestarzały model; co najlepsze nie będziesz mieć prawa się użalać. Wiesz dlaczego? Dlatego, że teraz masz prawo wyboru. Możesz wybrać, czy wolisz siedzenie w ciepłym gównie, czy ruszenie w odkrywczą przygodę. Wybierasz w każdej chwili. Wybierasz teraz, gdy czytasz ten tekst; skoro zaś go czytasz, daj mi odczuć, że nie został napisany na darmo i rusz na swoją przygodę. To one sprawią, że będziesz mieć o czym z dumą opowiadać wnukom, a śniąc nie będziesz przeżywać niespełnionych dziecięcych marzeń, tylko ponownie projektować swoje życie.

środa, 16 lipca 2014

Dlaczego nie dzwoni?

Kolejny dzień przedłużonej sesji egzaminacyjnej skutkuje nadmiarem postów na hipsterskim blogu. Cóż, tak to będzie wyglądać jeszcze przez długi czas, ponieważ nie zamierzam zamęczać moich znajomych osobistymi przemyśleniami, a w wielkiej i szerokiej sieci czasem znajdzie się ktoś, kto je przeczyta i wyrazi swą opinię.

Od dłuższego czasu jestem fanką bloga "Pokolenie Ikea", który w bezpośredni, nierzadko wulgarny sposób, obnaża hipokryzję współczesnych 20+. Jednym z najczęściej pojawiających się tam tematów są listy rozhisteryzowanych dziewczątek. Młodych, ładnych, wykształconych, z dobrą pracą. Te oto osoby, z naiwnością godną gimnazjalistek, wylewają żale na temat swoich kochanków/chłopaków/narzeczonych/rzadziej mężów. Blog pęka w szwach od narzekań niewyżytych, niedojrzałych pseudo kobiet.

Autorzy zdjęcia: Luciana Val & Franco Musso http://www.valmusso.com/
Streszczając problem, wygląda on w następujący sposób: nasza bohaterka, typowa Kasia, idzie do łóżka z pierwszym lepszym facetem, który jej się spodoba. Zna go zaledwie od paru godzin, nie przeszkadza jej to jednak w uprawianiu seksu i snuciu dalekosiężnych planów obejmujących wystrój sypialni dla dziecka. Wie, że jej zachowanie jest zaprzeczeniem postępowania osoby, która chce doprowadzić do stworzenia stałego związku. Wie o tym i bawi się doskonale.

Otrzeźwienie przychodzi dopiero kolejnego dnia. Typową Kasię łapie wtedy elegancki kac moralny. Kac pod postacią przystojnego faceta, wspomnienia ubiegłej nocy. Przecież wszystko miało być tak pięknie! Już widziała, jak rzeczony podjeżdża po nią z wielkim bukietem kwiatów i szampanem. Już witała się z gąską, a tu... null. Zero. Nic. Jedna wielka nicość. Dzwoni więc do koleżanki, pisze maila do Pana Ikei i rozpacza nad winem, papierosem i smutną muzyką. "Dlaczego on nie dzwoni?"- dopytuje się wszystkich naokoło, tym samym irytując po kolei wszystkich znajomych. "Wczoraj było tak dobrze! Bawiliśmy się świetnie."-może nawet powiedział, że ją kocha. Nieważne. Nieważne, ponieważ sama zapomina, co zwykła mówić po takiej ilości alkoholu i w podobnym stanie psychicznym. W tamtej chwili była głupią, naiwną dziewczynką, która po chwilowej przyjemności zaliczyła dobry tydzień płaczu w poduszkę.

Pytaniem, które najczęściej się powtarza, jest standardowe: "Dlaczego on nie dzwoni?". Gdy jeszcze raz to usłyszę, obiecuję, że wyjdę z siebie i nie wrócę. Pyta, czemu nie dzwoni? Nie dzwoni, bo dostał to co chciał od ręki i stracił zainteresowanie. Może i jest tępym ujem, nieważne. Typowa Kasia nie zastanawia się, jak w dzieciństwie chciała tylko najtrudniejsze do zdobycia zabawki i niedostępne słodycze. Nie obchodzi jej, że w szafie trzyma pięć płaszczy z nieodciętymi metkami, które "łatwo przyszły", a z lodówki regularnie wyrzuca bez żalu zepsute, tanie jedzenie. Łatwo przyszło, łatwo poszło.

Typowa Kasia woli udawać twardą babę, wręcz babiszona. Nie chce przyznać się przed sobą, że jest kruchą kobietką, której psychika nie pozwala na zabawy bez zobowiązań. Nie widzi problemu w sobie, co więcej, robi z samej siebie ofiarę losu i strasznych, okropnych, złych facetów. Ma w duszy, że gdyby nie chciała, do niczego by nie doszło, a upragniony telefon być może właśnie by dzwonił. Wyzwolona kobiecość miesza się u niej z dziecinną naiwnością. Tak więc, mimo dobrych rad, przy kolejnej okazji typowa Kasia postąpi tak samo. Po raz kolejny przyjdzie wypłakać się temu, kto zechce ją wysłuchać. Nie będzie płakać z powodu strasznego faceta, tylko z własnej głupoty.

Typowa Kasia to gatunek, który w przeciwieństwie do wartościowych kobiet i mężczyzn ma się dobrze i nie jest zagrożony wyginięciem. Ty, ja, my wszyscy jesteśmy skazani na obecność Typowej Kasi w naszym życiu. Ciągnie się za nami wszystkimi, jak widmo. Jest chwilowy spokój? Nie martw się, za chwilę Typowa Kasia znów przybiegnie z płaczem. Przybiegnie po popełnieniu dokładnie tych samych błędów z dokładnie tym samym typem człowieka.

A telefon, jak nie dzwonił, tak dzwonić nie będzie.


Błękitne dzieci

Selekcja naturalna. Żyjesz obecnie, znaczy to, że jesteś przedstawicielem najbardziej inteligentnej i najpiękniejszej odmiany człowieka, jaka istniała. Co z tym robisz? Wykorzystujesz swój potencjał, czy raczej spędzasz dni w nieodmiennym marazmie? Przepełniony narcyzmem przeplatanym niskim poczuciem własnej wartości. Dbasz o ładne opakowanie, by ukryć swoją wewnętrzną zgniliznę. Psujesz wszystko, czego się podejmiesz, wmawiając sobie odmienny stan rzeczy.

Autor zdjęcia nieznany, znalezione zostało na http://darthpaul2003.tumblr.com/ 
 Odpowiedzialność? A co to takiego? Wartość? Chodzi o tę rzecz liczoną w pieniądzach, tak?

Kupujesz. Żyjesz jak w popularnych powieściach piętnujących konsumpcjonizm. Siedzisz w wygodnym mieszkaniu ze swoją śliczną dziewczyną, jesz przebrzmiałe już orientalne jedzenie, popijasz alkohol, palisz, słuchasz muzyki. Rozpieszczasz się i dopieszczasz. Sam nie wiesz, że cierpisz na chorobę XXI wieku- lęk.



Boisz się. Jesteś małym, zahukanym szczurem. Boisz się życia, odpowiedzialności, decyzji, śmierci. Boisz się człowieczeństwa, dlatego zachowujesz się jak wygłodzona małpa. Mimo wszystko z dumą nazywasz siebie człowiekiem. Dumnie spacerujesz jako przedstawiciel najlepszego do tej pory pokolenia. Pokolenia błękitnych dzieci, która to nazwa idealnie wręcz pasuje na określenie człowieka spędzającego żywot przed ekranami. Nocą twoja twarz robi się niebieska, w dzień zaś, za sprawą światła, widzisz swoje odbicie. Widzisz je, patrzysz, katujesz się jak największy z masochistów. Katujesz się, ponieważ nienawidzisz patrzeć na siebie.  Nie znosisz spoglądać na siebie, ale jesteś do tego zmuszony, ponieważ w XXI wieku, w pokoleniu błękitnych dzieci, obok ciebie nie ma nikogo, na kogo mógłbyś spojrzeć.

Easy-going

Jest w każdym środowisku. Każdej subkulturze, kręgu znajomych, uczelni. Imprezowa dziewczyna. Poznaje niezliczoną ilość ludzi. Zaprzyjaźnia się w ciągu godziny, następnie równie szybko te znajomości traci. Zawsze sama. Niezależna. Wyszczekana. Bawi się najlepiej. Zna wszystkich, a wszyscy znają ją. Nikt nie zaprasza jej z "osobą towarzyszącą", ponieważ wiedzą, że takowej nie posiada. Mówią: "taki już ma styl bycia; nikomu nie szkodzi; dopóki nie ma kwasu, niech przychodzi". Przychodzi więc. Przychodzi na każdą możliwą imprezę. Bawi się całą noc. Czasem pozna kogoś, z kim ją spędzi. Nie jest to jednak norma, ponieważ wie, jak skończy się kolejna znajomość. Wie i nie ma ochoty tego przeżywać. Czasem jednak to robi. Z potrzeby ciała czy ducha- sama nie wie. Nie ma sensu jej o to pytać, ona nawet nie wie czego chce.

Bawi się więc. Najgłośniej i najdłużej. Tak długo, aż nie trzyma się na nogach. Inaczej nie uśnie. Inaczej będzie siedzieć w domu, zastanawiając się, co z nią jest nie tak. Przecież jest "fajną dziewczyną". Stara się dbać o ciało i umysł, pociesza w razie potrzeby, chętnie wyciąga na piwo czy częstuje obiadami i deserami. Można z nią kraść konie. Siedzi więc. Siedzi i myśli, dlaczego to ona zawsze musi być sama. Nie widzi, że mimochodem zaplątała się w pułapkę "fajnej dziewczyny"- osoby bez potrzeb. Osoby, która daje, a gdy już zdarzy jej się wziąć- oddaje z nawiązką. Nie dostrzega tego. Całymi nocami więc rozmyśla. W dzień zaś nie może spać. Zapaść w objęcia Morfeusza; nawiasem mówiąc jedyne, na jakie może liczyć; udaje jej się tylko w stanach skrajnego wyczerpania. Jeśli więc się bawi, robi to do upadłego, a jeśli pracuje-pracuje fizycznie.

Autor nieznany, znalezione na http://amour-van-nebula.tumblr.com/


Cieszy się (tak, czasem nawet szczerze), gdy uda jej się zmęczyć tak bardzo, że może spać. Jedyne co ją cieszy, to wyczerpanie. Brak energii. Brak myśli. Brak, w trakcie którego nie odczuwa braku przyjaciela. Budzi się w południe, czym sprawia wrażenie skrajnie nieodpowiedzialnej. Za taką zresztą się uważa. Przez dobre pół godziny czesze włosy, by poprawiać sobie humor ich budzącym zazdrość kolorem. Ćwiczy, żeby nie móc powiedzieć złego słowa na temat swojego ciała. Próbuje się uczyć, jednak czuje się jak wydmuszka, którą jest. Czy człowiek bez przyjaciela może nie być wydmuszką?

Wieczorem pustoszeją ulice, zaczyna się więc powoli ubierać, nakłada makijaż, układa włosy. Kołysząc biodrami schodzi po schodach. Zerka w lusterko, kontroluje mimikę. Jest dobrze. Wychodzi. Ma całe siedem godzin na zużycie energii i powolne ukołysanie do nieświadomego snu.

wtorek, 15 lipca 2014

Społeczność

Jest. Wychodzi ze swojej nory. Pojawia się. Następuje rzadkie zjawisko. Impreza. Zabawa. Na przemian więc siedzi, tańczy, pije, rozmawia i udaje, że ma znajomych. Tylu znajomych! Zna wszystkich, wita się z każdym, bawi się do białego rana. Dociera do domu ostatkiem sił. Bierze szybki prysznic, śpi do 17. Budząc się, głaszcze leżący obok laptop, w porannej pieszczocie sprawdzając portale społecznościowe. Oczywiście, pojawia się kilka zaproszeń do znajomych- jak po każdym towarzyskim spędzie. Wszystkie akceptuje. Liczba pokemonów wzrasta. Och, jak wielu znajomych posiada! Na pewno zawsze ma z kim porozmawiać. Na pewno zawsze znajdzie się ktoś, kto udzieli wsparcia. Na pewno ma tyle zaproszeń, że z trudem rozdziela czas pomiędzy wszystkich, nie chcąc jednocześnie nikogo urazić! Ma życie godne pozazdroszczenia, w końcu posiada tylu znajomych!

Idzie spać. Śpi od 5 rano do 12. Resztę dnia spędza, wegetując przy ekranie komputera. Walcząc z poczuciem godności, a raczej jego brakiem. Walcząc z chęcią spotkania się z kimkolwiek, kto będzie chciał słuchać. Ale nikt nie chce. Każdy jest zajęty sobą. Czego chcesz- śmieją się. Dlaczego uważasz, że obchodzi mnie twój problem? Jeśli pakujesz się w sytuacje, ponoś ich konsekwencje, wszak jesteś dorosłym człowiekiem.

"La doleur exquise" autor-Nikolas Hoejlund


Nie wie, czy jest osobą dorosłą. Ma skończone 18 lat, ale to tylko metryka. Gnije i głupieje. Z każdym dniem coraz bardziej przypomina zwłoki. Truchło, które wychodzi z grobu raz na jakiś czas, by pokazać, że jednak żyje, ma się wspaniale i bawi się świetnie. Im to wystarcza. Taka iluzja jest przyjemna i bezkonfliktowa. W końcu czego można od nich wymagać? To tylko znajomi z niebieskiego portalu społecznościowego. Dziwne, że nikt nie chce przyjąć zaproszenia innego, niż to do znajomych. Nikt nie chce przyjść, posiedzieć w spokoju, porozmawiać. O czym wszak rozmawialiby? To tylko znajomi z sieci. Były czasy, w których i oni byli rzeczywiści. Mieli swoją formę, głos, kształt. Poruszali się. Teraz jednak są jedynie migającą na ekranie ikonką. Ikonką migającą na zielono, która udaje, że nie widzi.

Siedzi więc. Poszerza sieć społecznościową. Siedzi. Leży. Umiera dzień po dniu, jeśli trup może umrzeć ponownie. Ma skórę niebieską od jedynego światła, jakie przyjmuje i puste, podkrążone oczy. Wygląda na człowieka chorego. Gdy pytają, na co cierpi, odpowiada: "To samotność. Cierpię na samotność.". "Straszna rzecz."-mówią-"Obecne społeczeństwo jet kompletnie wyzute z uczuć. Dlaczego nikt ci nie pomoże?"- oburzają się, kiwają głowami i idą dalej. Idą, a człowiek zostaje. Szaroniebieski twór w kolorze burzowego nieba, który krzyczy głosem niemego. Nie będzie wysłuchany. Wie  tym, dlatego stopniowo przestaje krzyczeć. Przestaje mówić. Przestaje szeptać. Zamyka się, chcąc zgasnąć cicho i bezgłośnie. Tak cicho, że za chwilę nikt nie będzie pamiętać, że kiedyś żył tu człowiek o kolorze burzowego nieba.

Rozmowa

-Chodź do mnie.
-Nie mogę. Nie chcę. Czuję ten bród, ciężar, zgryzotę. Widzę niedojrzałe zachowanie. Odczuwam obrzydzenie. Nie.
-Zaraz spadnie deszcz. Atmosfera zostanie oczyszczona na dobre. Czy wtedy...?
-Ogarnij się. Zbierz się do kupy. Zachowujesz się jak rozpieszczony przedszkolak. Daj sobie spokój.
-Niczego tak nie chcę, jak spokoju. Nie jest to jednak stan łatwy do osiągnięcia.
-Tłumaczysz się. Tłumaczysz swoje wieczne rozmemłanie. Używasz zbyt wiele słów, które nic nie wnoszą. Ile jeszcze razy mam powtarzać? Daj sobie spokój.
-Rozumiem, iż w domyśle to tobie mam dać spokój. Wyrażasz swoje potrzeby w wyjątkowo subtelny sposób. Mogę przestać, wiedz jednak, że nie ukróci to moich myśli.
-Zaczęła się burza. Lepiej już idź. Wejdź w sam środek. Przemłóć się. Wyjdź.
-Wracać?
-Nie masz po co. Nie oglądaj się do tyłu. Idź już.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Smutno

Smutno mi, ale przecież nie będę żalić się na fb. Nie będę zamęczać tym innych. W chwilach jak ta wszyscy jesteśmy dziećmi Emo. W taką pogodę morduje się ludzi. W taką pogodę łatwo się opija. W taką pogodę czuje się źle. Czuję się nic. Czuję się nie.
-mądra
-ładna
-wartościowa
-z perspektywami

Po prostu nie. Jeśli więc mnie pytasz, odpowiedź brzmi "nie".
Chyba, że zapytasz o coś, czego chcę.

Jestem z tym sama. Kto niby ma zapytać? Wszyscy są szczęśliwi, albo przynajmniej trwają w komforcie.
Nikt nie zapyta, nikt więc się nie dowie. I tak dalej będę sobie "nie". Zwykłe, małe, przeciętne, szare "nie".

"Nie" tak nieistotne, że aż się go nie słyszy. Nie, które zostaje negowane przez mózg. Nie, które samo dodaje sobie cząstkę, której nie ma. Po prostu nie.

Nie, które nie pchało się na ten świat. Nie chciało go zobaczyć, ani przeżywać tego wszystkiego. Nie, które od początku nie chciało być.

Jedna mała, szara, nieistotna, ignorowana negacja. "Nie" sortu odmowy alkoholizacji na imprezie. "Nie", którego się nie szanuje, bo nie niesie to za sobą korzyści.

"Nie", które jeszcze się nie wypłakało i wbrew sloganom nie umie pójść dalej.

Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Nie.



Nie.
Nieistotne trzy litery.
Małe smutne "nie" przytulone do laptopa.

"Nie" w świecie "tak".
NIE.

piątek, 11 lipca 2014

Pocałunek

Matka całuje dziecko na dobranoc
Ładna dziewczyna całuje kochanka
Wierni całują krzyż
Całuje troskliwie
Namiętnie
Delikatnie
Zawsze z uczuciem
Z uczuciem troski
Pragnieniem
Żalu

Jeśli kiedyś dopuszczę myśl, że miłość istnieje
Proszę, przypomnij mi, jak bardzo się myliłam
Jedyna prawdziwa

środa, 9 lipca 2014

Być

Muszę odczarować muzykę
Powinnam zacząć czarować ludzi
Nikt nie będzie szary
Nie będą potrzebne retusze
Nie będziemy chcieli kłamać
Kiedyś być może nawet,
Pokuszę się o szaleństwo
I być może, być może kiedyś
Będziemy chcieli być

Barowe przygody vol 2

Tym razem rozśmieszył mnie weekendowy podrywacz intensywnie zagadujący moją koleżankę. Ot, przystojny, młody, może trochę natarczywy mężczyzna, który całkowicie rozbroił nas obie końcowym stwierdzeniem podsumowującym jego nieudaną próbę nawiązania znajomości: "chcecie uciekać? to uciekajcie :(". Jak na razie był to najbardziej uroczy nieudany podryw, jakiego byłam świadkiem. Prawdziwie śmiesznie okazało się być jednak dopiero po dotarciu do domu, gdy wyszło na jaw iż długowłosy pan ani nie jest młody, ani też nie jest wolny. 30 lat na karku, a na fb status mówiący "w związku" wystarczyły, by chwilę przed snem porządnie się pośmiać.

Każda z barowych przygód (których jest nieskończenie wiele) kończy się jednym i tym samym stwierdzeniem. Ludzie to dwulicowe kreatury. Każdy, dosłownie każdy, z kim stykam się w taki czy inny sposób podczas wieczornych wyjść, okazuje się być mężczyzną w stałym związku. Co prawda żadnemu z nich nie udało się zainteresować sobą ani mnie, ani koleżanek, jednak noc bywa długa, więc jestem prawie pewna, że koniec końców nasi fantomowi znajomi skutecznie poderwali przynajmniej jedną osobę płci żeńskiej. Nie chcę generalizować mówiąc "każdy facet jest właśnie taki". Byłoby to wysoce niesprawiedliwe, ponieważ istnieje wielu mężczyzn, którzy zachowują się honorowo i myślą mózgiem przed faktem. Z drugiej strony istnieje również wiele będących w związkach kobiet, które na co dzień udają idealne partnerki, zaś swoje wieczorne wyjścia ze znajomymi zamieniają w zawody typu "kto weźmie więcej".

Głównym punktem moich rozważań jest myśl mówiąca: dlaczego osoby, które nie są przekonane co do idei związku, na siłę w związkach trwają?

Hipokryzja, która rani stronę słabszą. Wypacza istotę bycia z kimś i zniechęca. Nie dziwię się, że mężczyźni nie chcą się wiązać, skoro w przeszłości trafiali na tak niepoważne dziewczątka (ciężko nazwać takie kobietami). Tak, dziewczyno. Zachowuj się jak ostatnia księżniczka, stwórz sobie pantofla, który będzie cię nosił na rękach, tylko po to, by przy wieczornych wyjściach ze znajomymi zaspokajać swoją prawdziwą potrzebę.

Nie mam nic przeciwko niedojrzałości, w końcu sama jestem osobą o psychice pięcioletniego dziecka. Uważam jednak, iż wszystko ma swoje granice. Granicą zaś niedojrzałości powinno być miejsce, w którym zaczynamy ranić kogoś innego. Nie jest istotnym, że "nigdy się nie dowie". Tylko skrajnie niedojrzała osoba może uważać, że jest na tyle doskonałym aktorem, który ukryje swoją prawdziwą naturę. Jeśli zaś za taką się uważasz- brawo, jesteś psychopatą, co wbrew panującej obecnie modzie wcale nie stanowi powodu do dumy. Wręcz przeciwnie. Psychopatię można i należy leczyć.

Jesteś człowiekiem niedojrzałym, lubisz się bawić, zmieniać miejsca i ludzi- świetna sprawa, mam tak samo. Wszystko jednak pociąga za sobą konsekwencje. Jeśli uważasz, że życie to seks i pieniądze- spoko, taki twój styl bycia, masz do tego pełne prawo. Jednak oprócz praw masz też obowiązki, a najważniejszym z nich jest obowiązek panowania nad swoimi spodniami i spódnicami. Uwierz, zakładanie sobie pasa cnoty potrafi ułatwić bardzo wiele. Po co więc sobie utrudniać?




poniedziałek, 7 lipca 2014

Prawda nas wyzwoli

Siedzę. Dziwne, ponieważ trwanie w miejscu nieodmiennie mnie boli. Nie zmienia to faktu, że siedzę, a właściwie spoczywam w pozycji półleżącej na moim nowym, dużym łóżku. Z dobrą muzyką w najlepszym towarzystwie, w jakim może przebywać osoba samotna (nie bójmy się tego słowa).

Dzięki komfortowi, którego w tej chwili doświadczam, zaczęłam się zastanawiać. Jak wiadomo, nie wynika z tego nic dobrego, to taki mój nałóg.

Ciesząc się ciszą dotarło do mnie przemyślenie, które ma sens. Mianowicie: nie jestem tym typem dziewczyny (cóż, do kobiety jeszcze mi brakuje). Po prostu. Nie jestem. Nie ma sensu nadstawiać policzka po raz kolejny, by po jakimś czasie znów przyjąć do wiadomości tę prawdę. W pewien sposób smutną, ponieważ zostałam wychowana w kulturze propagującej życie rodzinne. Życie w grupie. Z kimś. Nietrudno zauważyć, iż taka metoda wychowawcza spowodowała w moim quasi dorosłym życiu kilka poważnych zaburzeń. Cóż, taki błąd w systemie.

Nie warto próbować. Nie warto dawać szans ani sobie, ani innym. Nie warto rozbudzać nadziei.
Po prostu nie jestem tym typem dziewczyny. Dla każdego. Na szczęście mam dużą wprawę w tworzeniu sobie złotych, platonicznych bożków. Bożków w formie ludzkiej, które są w podobnej sytuacji. Ja nie umiem być "z kimś", ze mną zaś być się nie chce. Jaki więc sens, bym uczyła się tej, skądinąd trudnej sztuki? Natura jest mądra. Dała mi nieumiejętność, ponieważ tylko tego potrzebuję.

"Non, il n'aime pas ce genre de fille"
*Non, ILS n'aiment pas ;)

Nie mam bladego pojęcia co to związek. Najbliżej mi do niego, gdy przed imprezą związuję sznurówki w gorsecie. Promowanie, w czasach mojego dzieciństwa, jedynego słusznego modelu życia przyniosło mi naprawdę duże szkody, dziury w środku, których nie da się naprawić. A wystarczyło pokazać, że można inaczej. Pokazać, że każdy powinien robić to, co umie najlepiej. Ja najlepiej umiem zmieniać kształty. Beznadziejny materiał na matkę, żonę, kochankę, czy cokolwiek, co ma być obiektem uczuć. Zdaję sobie z tego sprawę, ale jednak czasem chcę mieć wszystko, na dodatek tu i teraz.

Ostatnio chciałam godzinę temu. Chciałam ostatnio i po raz ostatni. W tym właśnie momencie oficjalnie zamykam w sobie tę "potrzebę". Wyziębię się i zostanę sprawną maszyną, która będzie zdrowo jeść, dużo ćwiczyć, dobrze pracować i długo żyć. Sama, żeby móc pomagać innym. Skoro chcę być kimś lepszym, niż większość, czemu wtłaczam w siebie pragnienie bycia jak inni? Wypada być konsekwentną. Najwyraźniej właśnie spełnia się moje marzenie. Z dnia na dzień jestem coraz bardziej odmienna. Tego chciałam, muszę więc przyjąć ten stan wraz ze wszystkimi skutkami ubocznymi.

Przynajmniej jestem nieszkodliwa. Nikogo nikomu nie ukradnę ;)

Kochać- poświęcać się, stawiać nad życie, być wiernym.

Mam kochać siebie.