wtorek, 25 października 2016

Smrok

Wszystko jest przesycone lękiem. Każde działanie ocieka nim tak mocno, jak pączek tłuszczem. Czasem przez niego brakuje działania. Co będzie gdy. Co by było gdyby. Skąd mam wiedzieć, że będzie inaczej. Statystyka życia mówi sama za siebie. Czy, gdy w 90% przypadków osiągam wynik "A", jest sens próbować osiągnąć "B"? Teoretycznie próbować można zawsze, jednak. Urywa się nagle, jak nieoczekiwanie naderwany sznur, na końcu którego zawiązana jest pętla. Co jest prawdziwe? Czy samodzielnie tworzę własną prawdę? Odpowiedź pozytywna jest jednocześnie pesymistyczna, ponieważ przy założeniu prawdy indywidualnej, graniczy z niemożliwością wizja pełnego porozumienia z drugim człowiekiem. Szukam podobnego, a gdy tylko znajdę, zaczynam wiedzieć własne słabości. Najgorsze są puste oczy. Jesteś, ale Cię nie ma. Nie ma Cię, ale jesteś. Niezależnie od odległości jest pancerna szyba. To nieosiągalne pragnienie wejścia do głowy. Wgłąb umysłu. Empatia. Dajcie mi empatię. Słabości są takie piękne, jeśli są cudze. Mogę pokochać słabości, jeśli przestanę dodawać "jeśli". Czego się boimy? Chyba tylko tego, że wydamy się głupi. O, słodki egoizmie, ty, który grzebiesz we mnie szanse na rozwijanie czegokolwiek. Kiedyś pokocham Cię tak bardzo, że zechcę Cię zabić.

poniedziałek, 17 października 2016

No strings attached

Podobno aby stać się wolnym człowiekiem trzeba zabić swoich rodziców. Moim zdaniem należy posunąć się dalej. Usunąć rodzinę, znajomych, przyjaźnie, związki. Wyrwać wszystko, czym przesiąkliśmy, czerpiąc od innych, tak bardzo, że aż stało się to nasze. Rozerwać siebie powoli, kawałek po kawałku, zostać pustą skorupą i zacząć budować na nowo. Zamknąć się w swojej norze, skupić na sobie. Wyciszyć, zgasić światło i bez pośpiechu szykować się na to, co ma nadejść. Dziury zapełniać tak, jak urządzamy pokój czy mieszkanie. Dojść do swojego prawdziwego pragnienia z nastawieniem, iż może to zająć nieskończenie wiele czasu. Być. Być ze sobą brutalnie szczerym.

środa, 5 października 2016

Dope show

Każde kolejne podejście jest coraz bardziej tragiczne przy jednoczesnym coraz lżejszym stosunku. Granice jednak są niezbędne. Przesuwanie jest przyjemne, najlepsze uczucie, jakie mi dano, ale. Pójście dalej oznacza zatapianie siebie, a stabilnym i normalnym punktem zaczepienia to, co każdy zdrowy człowiek uzna za godne pogardy. Fascynacja wykluczeniem na dłuższą metę prowadzi do wykluczania siebie, swojej delikatności, inteligencji i wiedzy, w imię szeroko pojętych wspomnień na starość, podczas której nawet nie będzie komu o nich opowiedzieć. Świadomość samotności i nieuniknionego jej trwania z jednej strony powoduje brak prawidłowego osądu sytuacji, z drugiej zaś, podskórne pragnienie śmierci i do niej dążenie. Parę razy przydarzyły się sytuacje w których na myśl przyszło "to koniec", ale po początkowym szoku, dawały one poczucie błogiego spokoju. Jeśli tylko udałoby się skończyć będąc obok kogoś, będzie to lepsze od całej egzystencji. To wszystko jest w środku, tylko ja mogę na to wpłynąć, ale nie wiem/nie chcę/nie umiem. Może wygodniej przyjąć za pewnik, że znowu będzie tak samo, niż realnie wziąć sprawy w swoje ręce. Poświęcanie zbyt dużej uwagi innym. Gonienie za ekstremum. Pusta ciekawość prowokująca do postąpienia o krok dalej, mimo, że ciało i umysł mówią "nie, stop". Czemu nie? Co gorszego może się stać? Pewnie przekonam się kolejnym razem gdy z własnej (a może cudzej?) woli przesunę kreskę jeszcze dalej, powtarzając jednak, że to już ostatni raz. Wygodniej jest widzieć zabawkę. Mało kto chce być człowiekiem. Zbrodnię odczuwania można spróbować wyleczyć odpowiednią tabletką. Najpierw robisz to, bo chcesz poczuć, później bierzesz, żeby nie czuć już nic.

środa, 24 sierpnia 2016

Strange days

Bełkot. Bełkot. Bełkot.
Jak dobrze po trzech latach wrócić do słuchania The Doors. Najlepsze rzeczy potrzebują przerw. Gdy tylko coś staje się codziennością, należy to odrzucić i znaleźć na nowo odpowiednio późno.
Wiem, że nic nie wiem.
 Gdzie leży granica między jednym, a drugim?
Chemia ratuje, dając prostą, racjonalną odpowiedź na każde pytanie.
Czasem czuję, że jestem tylko impulsem w mózgu. Nawet nie w swoim własnym, ale cudzym. Jestem sumą cudzych oczekiwań i rozczarowań.
"Ja" tak naprawdę nie istnieje. To tylko wielokrotnie powtórzone "ty". Słuchając tego przez kopę, wydających się chwilą, lat, łatwo przestać się utożsamiać ze sobą.
Jaki cel ma przejmowanie się mieszkaniem, pracą itp, skoro w tym wszystkim i tak brakuje "ja".
-Kim chcesz być jak dorośniesz?
-Sobą.

Ciekawe, czy tam w środku jest cokolwiek zasługującego na to miano.

Rzeczą okrutną było podarowanie świadomości. Ludzie powinni być ślepi, może wtedy widzieliby coś więcej, niż ciało.

środa, 18 maja 2016

Złoty pstrąg

Szare kreski na błękitnym niebie. Bełkot. Delikatne powidoki blizn rozkwitają na jasnej skórze. Rozlazłość budyniu połączona z tanią elastycznością żelatynowej galaretki ciągle śmierdzącej resztkami kości. W ciele, którego tak bardzo nie możesz dostać zachodzi gnicie. Psują się zęby. Puchnie brzuch. Mózg przestaje działać. Oczy się zamykają. Ślepnąc widzisz światło. Światło to brak ciemności. Gładka powierzchnia odbija o ścianę twój umysł. Jesteś piłeczką tenisową w rękach lidera ATP. Trajektoria twojego lotu jest tak przyjemna, że zachwycasz się sobą. Puste narzędzie zafascynowane swoją głupotą. Ciebie prawda nie wyzwoli. Fioletowo zielone siniaki trzymają się do miesiąca udając pamiątki czegoś, co nie miało miejsca. Nigdy zawsze.

wtorek, 17 maja 2016

Niebieski

Bełkot. Sceny nie łączą się ze sobą. Urwane bez konkluzji przechodzą w kolejny brak znaczenia. Bawisz się w nadawanie wartości czemuś, co wymyka się. Coś jest tak. Kategoryzujesz przeszłość urabiając ją pod siebie. Widzisz głównie ciemność. Ludzie bez duszy i rozumne zwierzęta. Zezwierzęcenie wyższym stadium rozwoju. Światło w ciemności jest lepsze od ciemności w świetle, dążysz więc do ciemności. Budzisz się w środku nocy z pianą na ustach i klaustrofobicznym odczuciem czegoś nie tak. Paranoja jest niebieska. Znaczenie jest nadane.

piątek, 13 maja 2016

poniedziałek, 2 maja 2016

Kopia

Skoro nadzieja jest matką głupich to czyim ojcem jest zaufanie? Ujawnia się swoim porzuconym dzieciom, gdy ich życie jest już ułożone. Jako, że jest rodziną, zostaje zaproszone. Zadomawia się tak bardzo, że aż staje się oczywistym współlokatorem. W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że można raz poprosić je o przysługę. Prosisz, żeby poszło. Wiesz, że gdy zostanie, niebawem dojdzie do niego jego kuzyn, przywiązanie. Twoje mieszkanie jest za małe żeby pomieścić ich wszystkich bez uszczerbku dla ciebie. Zaczniesz tracić przestrzeń, twoje płuca zaczną być uciskane, nogi zdrętwiałe, a zęby zaciśnięte. Na mózgu znajdzie się niewidzialna żelazna obręcz, która z dnia na dzień będzie zaciskać się coraz bardziej. W końcu nie wytrzymasz. Nastąpi eksplozja albo implozja. Badziej pewnym jednak jest to drugie wyjście, które zniszczy ciebie. Rodzice, nadzieja i zaufanie będą pytać co zrobili źle, a jedynym złym będzie ich obecność. W pewnym momencie warto ich porzucić. Nadzieja, matka głupich i zaufanie, ojciec porzuconych nie są najlepszymi towarzyszami. Zamiast nich niebawem pojawią się przyjaciele, pustka i noc i to oni zostaną wiernie u boku.

sobota, 23 kwietnia 2016

Joker

Wieczorem zawsze mijam tramwaj jadący do zajezdni Podgórze. Jest to fakt pozbawiony najmniejszego nawet znaczenia. Bzdzet, z jakich wielu składa się dzień, tydzień, życie, godzina. Czas zlewa się w jedno. Cofa się. Wskazówki zegara lecą w lewą stronę. Najgorzej jest, gdy uwierzysz w swoją wygraną. Ten moment stygmatyzuje rozpoczęcie okresu niepowodzeń. Jakim cudem po jest lepiej, niż w trakcie? Brzmi jak anomalia, a one są piękne. Blizny tylko przyciągają. Wiosną są najbardziej widoczne. Światło jest bardziej brutalne niż latem. Nagły przeskok po niczego niepotrzebującej zimie do okresu, w którym cały mikroświat uświadamia ci, że musisz mieć to co wszyscy. Właściwe dlaczego? Może odzywa się we mnie zazdrość, chociaż po głębszym zastanowieniu raczej nie o to chodzi. Stygmatyzujmy jedne narkotyki, jednocześnie gloryfikując inne, wszak niewiele rzeczy jest gorszych od uzależnienia od innej osoby. Nie ukrywaj swoich blizn. Wystaw je dumnie na światło dzienne. To właśnie dzięki nim jesteś bardziej wartościową osobą, niż kroczące pewnym krokiem niby ideały, ludzie bez charakteru.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Aorte

Po raz kolejny zastanawiam się nad swoim infantylnym umysłem. Nie rozumiem dlaczego wciąż, mimo już jakiegoś doświadczenia, zachowuję się niczym małe dziecko będące w fazie zaprzeczenia, negowania wszystkiego. Najwyraźniej powoduje mną ten sztampowy lęk przed przywiązaniem i utratą kontroli. Wygląda, że boję się go tak bardzo, że wolę uchodzić za spierdoloną jednostkę społeczną, która śmieje się ze wszystkiego i wszystkich, kiedy naprawdę maskuję tym żal. Żal wynikający z odrzucenia i strachu przed takowym. Żal z bycia mięsem, a nie osobą. Żal z tego, że mój zapłon wiecznie jest spóźniony albo niecelny. Tak cholernie chcę mieć możliwość prostych relacji. Jest mi głupio za siebie, dlatego czuję, że muszę się śmiać, bo gdy tylko okażę słabość, stanie się coś złego. Jest mi przykro, że mało kto wierzy mi, gdy opisuję siebie jako ciepłą i wierną osobę. Zapewne sygnały wysyłane przeze mnie są mylne. Chcę wiedzieć jak sobie z tym poradzić i mieć na tyle odwagi by wprowadzić to w życie. Co zmienić? Zmienię siebie, a być może inni będą traktować mnie tak jak chcę, ale będę już inną osobą. Czy warto zmieniać się dla kogoś? Czy moje obecne "ja" jest na tyle wartościowe, że może zostać w formie obecnej, czy jednak jest na poziomie śmiecia a spokój uzyskam dopiero zmieniając siebie? Dlaczego jedni nie rozumieją "nie", a inni udają, że nie słyszą "tak"? Dopasowywanie pod sztancę jest takie wygodne. Chcę odnaleźć przynajmniej minimalną wartość w mojej rozwalonej jednostce. Jak na razie nie wierzę, żeby znajdowało się tam cokolwiek.

czwartek, 7 kwietnia 2016

AW

Przy każdym kolejnym poranku coraz bardziej nie potrafię pojąć dlaczego boimy się samotności. Z gruntu każdy z nas jest samotny już od pierwszych sekund życia. Pseudoautorytety wmawiają rodzicom, że priorytetem jest dziecko nauczone do życia w społeczeństwie. Poświęcają temu tyle uwagi, że przez tresurę już w podbazie powoli celem staje się uniknięcie samotności jako takiej i nic, że rok wcześniej najlepszą zabawą było siedzenie w ciszy i czytanie książek, układanie puzzli, budowanie z klocków. Tresura daje się we znaki na tyle mocno, że w wieku około 18 lat, podczas wyprowadzki z domu rodzinnego, za cel podświadomie obrana jest utrata samotności. Tak właśnie, utrata czegoś cennego, co pozwala poczuć się dobrze ze sobą. Jedynie w swoim własnym towarzystwie można zrzucić wszystkie maski, nie zastanawiać się jak kto nas odbierze, w jaki sposób jesteśmy obgadywani. Dlaczego więc tak komfortowy stan jest negowany przez ciągłe pranie mózgów? Może łatwiej jest rządzić jednostkami słabymi, które za wszelką cenę chcą się przypodobać, dopasować, bo co będzie jeśli nie będę mieć grona znajomych, związku, przeciętnej pracy. Otóż nic. Nie stanie się nic oprócz tego, że będę żyć zgodnie ze sobą, bardzo możliwe, że jako szczęśliwy człowiek, a to właśnie szczęście powinno być celem nadrzędnym. Zdrowy egoizm jest zdrowy. Osoba zadowolona ze swojego życia zazwyczaj chce się tym dzielić z innymi, czyli dbając w 8/10 o siebie, wynik będzie na tyle dobry, że pozostałe 2/10 będziemy mogli poświęcić być może tym, którzy potrzebują naszej uwagi. Zapewne nie każdemu się to spodoba, i bardzo dobrze. Nie musi. Niech słabsze jednostki dalej posiłkują się plotkami o tych, którzy są sobą, w ten sposób łatwiej będzie oddzielić ziarno od plew, a w konsekwencji przekonać się kto naprawdę zasługuje na którąś z 2/10 czasu.

środa, 6 kwietnia 2016

Martwy piksel

Martwy piksel to specyficzna wada. Gdy tylko się pojawi potrafi nieźle zirytować, wystarczy jednak przyzwyczaić się do jego widoku, ignorować go, by okazało się, że monitor jest w porządku i właściwie nie ma sensu kupować nowego z tak błahego powodu. Tę drobnostkę łatwo zignorować, tym bardziej utrudnia ona korzystanie z ekranu, gdy po dłuższym czasie ponownie się ją zauważy. Myślę, że lepiej nie udawać, że go nie ma. Warto przyzwyczaić się do jego widoku, traktować jako swoisty ambient, jednak unikać negowania, ponieważ rzecz zanegowana potrafi objawić się z mocnym przytupem, gdy tylko uda się o niej, wydawałoby się raz a dobrze, zapomnieć. Lepszym rozwiązaniem jest ciągłe pamiętanie o nim, branie pod uwagę możliwości postępującego rozpadu, jednak bez popadania w paranoję. Rzecz traktowana w sposób oczywisty nie posiada mocy szokowania, nie przestawi życia do góry nogami, po prostu jest, bo pojawiła się i została. Martwy piksel ironicznie pojawił się w momencie największego zadowolenia z ekranu o mocno ponadprzeciętnej jakości obrazu. Pojawił się, a może tak naprawdę był już wcześniej, wtedy jednak szybka była zabrudzona, wydawał więc się być jedynie łatwą do starcia plamą. Następnie nadeszła pora sprzątania, przez chwilę radość z przejrzystego obrazu była zauważalna, by chwilę później zwrócić uwagę na, wcześniej utopioną w zagłębiu syfu, wadę. Na chwilę obecną w pewnym stopniu wada ta przeszkadza, ale niebawem ponownie zaniknie pod stosem plam. Paradoksalnie wolę mój ekran dotknięty tą drobną ułomnością, wyróżnia się, jest mniej podatny na kradzież i ma akceptowalną cechę charakterystyczną. Przecież wszyscy uważamy, że rzeczy z charakterem są lepsze. Prawda?

czwartek, 31 marca 2016

Cebula

pusty bunt przeciwko najprostszym odruchom. negowanie siebie sposbem na. brak słów.
brak.
wielki brak.
pewność niepewności. żal o brak żalu. chromowane ciało.
stosunek urywany.
ręka noga mózg na ścianie.
system stworzony z błędów.
przezroczyści ludzie cienia.

10102

Horrory wyleczyły mnie z depresji
Śmierć na sto sposobów pozwala wybrać
Wolisz umrzeć szybko czy powoli?
Biały szum
Życie bez znaków przestankowych
Tak brzydko
Że aż ładnie
Tylko pięknie
Brakuje
Zniewolony atom
W towarzystwie kilku innych daje substancję pożądaną
Rozszczepiony
Nie istnieje
Oddech
Coraz płytszy
Brodzik
Pełen fekaliów
Umysł
Patetycznie mówiąc
Ktoś wmówił nam
Wolność
Której ciągle brak
Numer 20.

środa, 30 marca 2016

Absurd

Uduś się jedwabnym szalikiem. Utoń w pluszowej ścianie burdelu. Głaszcz futerko. Przedawkuj. Pesymistyczny optymizm. Ekstrawertyczny introwertyzm. Egzaltowany nihilim. Twój własny mortal kombat. Siniaki nie chcą zniknąć. W Polsce odsetek zaburzeń paranoidalnych jest największy w Europie. Zanurkuj w czerni, nie umiejąc pływać. Suicide party, prywatka, której nie przeżył nikt.

Zerkajmy. Wersja demo. Shareware. Udawajmy. Jarajmy się. Odkąd pamiętam, mam pięć lat. Chcę się bawić, z całą okrutnością małego dziecka. Będę mieć, co zechcę. Uważaj, czego sobie życzysz.

Zasada numer jeden: użyte środki winny być odpowiednie do sytuacji.

Największą obawą jest zatracenie swojej dziecinnej części osobowości. Ludzie, którym się to przytrafia, zmuszeni są posiłkować się innymi. Każdy chce tworzyć. Jedynie osoby skrajnie pozbawione predyspozycji dążą do programu 500+. Szkoda mi ich.

Bądź najlepszym, co możesz mieć. W dążeniu do idei ubermenscha nie znajduję niczego złego. Skorpion ma najlepsze ciosy. Dawno nie grałam w mortal kombat.

wtorek, 29 marca 2016

Biegnij

Karaoke szumnie zwane życiem. Powtarzamy cudze słowa w sposób, który nie budzi niczyjego entuzjazmu. Nadzieje na brawa są chybione. Co jeszcze umiesz zrobić z językiem?

Dobrze mieć zapracowane, wypracowane ręce. Nie wiesz kiedy się przydadzą. Oczu nie trzymaj w formalinie.

Suplement diety nie stanowi substytutu zdrowego (pożądanego?) stylu życia. Autostrada ginie, mieszając ci w głowie. Pierwszego dnia wojny też świeciło słońce. Według Sun-Tzu prędzej zaatakuje cię przyjaciel, niż wróg. Należy mieć to na uwadze podczas wszystkiego.

Kot kiedyś zje twoje truchło. Niepozorne zwierzę potrafi być znacznie bardziej niebezpieczne, niż rzucająca się w oczy kreatura. Po raz kolejny powtarzając cudze słowa, niektórzy urodzili się do taplania w rozkosznym błocie, inni zaś do niekończącej się walki. Sportowiec na emeryturze rozsypuje się w ekspresowym tempie. Nabierz świadomości.

Słyszysz ten szept tuż za twoim uchem? Słuchaj go, gdy jest cicho. Du riechst so gut.

poniedziałek, 28 marca 2016

Blitzkrieg

Jak będzie wyglądać wojna XXI wieku?
Wygrają ją bankierzy czy martwi?
Rozmyślania nad zbyt dużymi sprawami dobrze odrywają od codzienności, w której  walka ogranicza się do zdawania egzaminów, mimo nierzadko żenującego braku wiedzy. Mamienie oczu ułomnymi wizjami znaczenia, nadmierny kult życia. Podobno według mieszkańców Buthanu, by być szczęśliwym należy codziennie przez pięć minut myśleć o śmierci. Oswoić ją, traktować jako swoją towarzyszkę, która, mimo, że momentami niewidoczna, zawsze pląta się gdzieś z tyłu, nie pozwalając nam zbytnio się oddalić. Backup plan. Zawsze pod ręką, zawsze obok. W razie czego, możliwość wyjścia.
Gdy rzecz staje się bardziej dostępna, pragnienie jej jest proporcjonalnie mniejsze, ma to sens. Być może rozwiązaniem ciągot w kierunku destrukcji, jest oswojenie tegoż. Wytresowanie go, obrobienie, dopasowanie do siebie. Mając dobrze dopasowane buty, zapominamy, że mamy je na nogach i cieszymy się wycieczkami po ruinach. Dopasujmy więc śmierć do siebie tak dobrze, by móc o niej zapomnieć i w ciszy zwiedzać swoje własne zniszczone mniej i bardziej, zakamarki, pamiętając, że zawsze, z każdej sytuacji jest wyjście, a bezsensownym jest wytaczanie ciężkich dział przeciwko musze.