sobota, 23 kwietnia 2016

Joker

Wieczorem zawsze mijam tramwaj jadący do zajezdni Podgórze. Jest to fakt pozbawiony najmniejszego nawet znaczenia. Bzdzet, z jakich wielu składa się dzień, tydzień, życie, godzina. Czas zlewa się w jedno. Cofa się. Wskazówki zegara lecą w lewą stronę. Najgorzej jest, gdy uwierzysz w swoją wygraną. Ten moment stygmatyzuje rozpoczęcie okresu niepowodzeń. Jakim cudem po jest lepiej, niż w trakcie? Brzmi jak anomalia, a one są piękne. Blizny tylko przyciągają. Wiosną są najbardziej widoczne. Światło jest bardziej brutalne niż latem. Nagły przeskok po niczego niepotrzebującej zimie do okresu, w którym cały mikroświat uświadamia ci, że musisz mieć to co wszyscy. Właściwe dlaczego? Może odzywa się we mnie zazdrość, chociaż po głębszym zastanowieniu raczej nie o to chodzi. Stygmatyzujmy jedne narkotyki, jednocześnie gloryfikując inne, wszak niewiele rzeczy jest gorszych od uzależnienia od innej osoby. Nie ukrywaj swoich blizn. Wystaw je dumnie na światło dzienne. To właśnie dzięki nim jesteś bardziej wartościową osobą, niż kroczące pewnym krokiem niby ideały, ludzie bez charakteru.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Aorte

Po raz kolejny zastanawiam się nad swoim infantylnym umysłem. Nie rozumiem dlaczego wciąż, mimo już jakiegoś doświadczenia, zachowuję się niczym małe dziecko będące w fazie zaprzeczenia, negowania wszystkiego. Najwyraźniej powoduje mną ten sztampowy lęk przed przywiązaniem i utratą kontroli. Wygląda, że boję się go tak bardzo, że wolę uchodzić za spierdoloną jednostkę społeczną, która śmieje się ze wszystkiego i wszystkich, kiedy naprawdę maskuję tym żal. Żal wynikający z odrzucenia i strachu przed takowym. Żal z bycia mięsem, a nie osobą. Żal z tego, że mój zapłon wiecznie jest spóźniony albo niecelny. Tak cholernie chcę mieć możliwość prostych relacji. Jest mi głupio za siebie, dlatego czuję, że muszę się śmiać, bo gdy tylko okażę słabość, stanie się coś złego. Jest mi przykro, że mało kto wierzy mi, gdy opisuję siebie jako ciepłą i wierną osobę. Zapewne sygnały wysyłane przeze mnie są mylne. Chcę wiedzieć jak sobie z tym poradzić i mieć na tyle odwagi by wprowadzić to w życie. Co zmienić? Zmienię siebie, a być może inni będą traktować mnie tak jak chcę, ale będę już inną osobą. Czy warto zmieniać się dla kogoś? Czy moje obecne "ja" jest na tyle wartościowe, że może zostać w formie obecnej, czy jednak jest na poziomie śmiecia a spokój uzyskam dopiero zmieniając siebie? Dlaczego jedni nie rozumieją "nie", a inni udają, że nie słyszą "tak"? Dopasowywanie pod sztancę jest takie wygodne. Chcę odnaleźć przynajmniej minimalną wartość w mojej rozwalonej jednostce. Jak na razie nie wierzę, żeby znajdowało się tam cokolwiek.

czwartek, 7 kwietnia 2016

AW

Przy każdym kolejnym poranku coraz bardziej nie potrafię pojąć dlaczego boimy się samotności. Z gruntu każdy z nas jest samotny już od pierwszych sekund życia. Pseudoautorytety wmawiają rodzicom, że priorytetem jest dziecko nauczone do życia w społeczeństwie. Poświęcają temu tyle uwagi, że przez tresurę już w podbazie powoli celem staje się uniknięcie samotności jako takiej i nic, że rok wcześniej najlepszą zabawą było siedzenie w ciszy i czytanie książek, układanie puzzli, budowanie z klocków. Tresura daje się we znaki na tyle mocno, że w wieku około 18 lat, podczas wyprowadzki z domu rodzinnego, za cel podświadomie obrana jest utrata samotności. Tak właśnie, utrata czegoś cennego, co pozwala poczuć się dobrze ze sobą. Jedynie w swoim własnym towarzystwie można zrzucić wszystkie maski, nie zastanawiać się jak kto nas odbierze, w jaki sposób jesteśmy obgadywani. Dlaczego więc tak komfortowy stan jest negowany przez ciągłe pranie mózgów? Może łatwiej jest rządzić jednostkami słabymi, które za wszelką cenę chcą się przypodobać, dopasować, bo co będzie jeśli nie będę mieć grona znajomych, związku, przeciętnej pracy. Otóż nic. Nie stanie się nic oprócz tego, że będę żyć zgodnie ze sobą, bardzo możliwe, że jako szczęśliwy człowiek, a to właśnie szczęście powinno być celem nadrzędnym. Zdrowy egoizm jest zdrowy. Osoba zadowolona ze swojego życia zazwyczaj chce się tym dzielić z innymi, czyli dbając w 8/10 o siebie, wynik będzie na tyle dobry, że pozostałe 2/10 będziemy mogli poświęcić być może tym, którzy potrzebują naszej uwagi. Zapewne nie każdemu się to spodoba, i bardzo dobrze. Nie musi. Niech słabsze jednostki dalej posiłkują się plotkami o tych, którzy są sobą, w ten sposób łatwiej będzie oddzielić ziarno od plew, a w konsekwencji przekonać się kto naprawdę zasługuje na którąś z 2/10 czasu.

środa, 6 kwietnia 2016

Martwy piksel

Martwy piksel to specyficzna wada. Gdy tylko się pojawi potrafi nieźle zirytować, wystarczy jednak przyzwyczaić się do jego widoku, ignorować go, by okazało się, że monitor jest w porządku i właściwie nie ma sensu kupować nowego z tak błahego powodu. Tę drobnostkę łatwo zignorować, tym bardziej utrudnia ona korzystanie z ekranu, gdy po dłuższym czasie ponownie się ją zauważy. Myślę, że lepiej nie udawać, że go nie ma. Warto przyzwyczaić się do jego widoku, traktować jako swoisty ambient, jednak unikać negowania, ponieważ rzecz zanegowana potrafi objawić się z mocnym przytupem, gdy tylko uda się o niej, wydawałoby się raz a dobrze, zapomnieć. Lepszym rozwiązaniem jest ciągłe pamiętanie o nim, branie pod uwagę możliwości postępującego rozpadu, jednak bez popadania w paranoję. Rzecz traktowana w sposób oczywisty nie posiada mocy szokowania, nie przestawi życia do góry nogami, po prostu jest, bo pojawiła się i została. Martwy piksel ironicznie pojawił się w momencie największego zadowolenia z ekranu o mocno ponadprzeciętnej jakości obrazu. Pojawił się, a może tak naprawdę był już wcześniej, wtedy jednak szybka była zabrudzona, wydawał więc się być jedynie łatwą do starcia plamą. Następnie nadeszła pora sprzątania, przez chwilę radość z przejrzystego obrazu była zauważalna, by chwilę później zwrócić uwagę na, wcześniej utopioną w zagłębiu syfu, wadę. Na chwilę obecną w pewnym stopniu wada ta przeszkadza, ale niebawem ponownie zaniknie pod stosem plam. Paradoksalnie wolę mój ekran dotknięty tą drobną ułomnością, wyróżnia się, jest mniej podatny na kradzież i ma akceptowalną cechę charakterystyczną. Przecież wszyscy uważamy, że rzeczy z charakterem są lepsze. Prawda?