poniedziałek, 26 maja 2014

Noc

Joy Division, upalna noc, czuwanie do rana w oczekiwaniu na najlepsze możliwe śniadanie. Okolica ucichła, nawet psy już śpią. Jest 3.20, poniedziałek, 26 maja 2014. Nowy ten sam dzień. Czuć tę nowość, to dzień jasny w swej ciemności. Dzień pełen sprzeczności i zadowolenia. To jest moja pora. Dopiero o niej czuję, że żyję. Nie zastanawiam się, czy to dobrze, czy źle. Po prostu czuję, co powoduje radość graniczącą z euforią. Dziwne jest życie po 3 w nocy. Ulice są puste, ale już za chwilę się obudzą. Nikogo nie ma. Miasto jest twoje.  Mgła nad mostem unosi się powoli w rytm płynącej ze słuchawek muzyki. Czuć pochowane nadzieje, wspomnienia, radości i smutki połowy miliona osób. Nocą pogodzili się, poddali. Dali za wygraną w imię świętego spokoju, nie wiedząc, że w ten sposób do niczego nie dojdą. Cóż, dobrze, że śpią. Im więcej osób tkwi w stanie uśpienia, tym łatwiej dotrzeć do celu tym, którzy nie śpią. Lubię czuwanie. Po 2 w nocy wszystko smakuje, brzmi, pachnie najlepiej. Nikt nie zagłusza sensu. Można się skupić, planować, myśleć, rozkoszować chwilą. Na zewnątrz nie ma nieznośnych "zakochanych par", które wraz z nastaniem nocy utonęły w miękkich kołdrach i złudzeniu szczęścia. Niech trwają. Im ich więcej, tym lepiej. Wraz z wzrostem ich ilości, rośnie również ilość mojej samotności. Tej dobrej, konstruktywnej, spokojnej samotności. Tkwiłam w błędzie uważając, że najlepsze noce to te, spędzone w parze. Najlepsze są te, które spędzam w cieple, spokoju, przy dobrej muzyce rozkoszując się możliwościami, które daje mi samotność. Wszystko jest lepsze o 3.30.

sobota, 24 maja 2014

***

9 minut
może warto było zostać?
8 minut
lepiej nie rozmyślać
7 minut
sygnału wciąż brak
zegarek
telefon
5 do końca
wybacz, muszę iść

Wola/Wiara

Nie wierzę w brak możliwości. Nie wierzę w częstokroć powtarzane "nie mogę". Wierzę w "chcę" oraz "nie chcę". Od woli zależy wszystko, dlaczego więc tak łatwo unikamy decyzji poprzez argumentowanie niechęci brakiem możliwości? Oddzielmy te dwie kwestie. Możliwości zawsze jakieś są, tylko my nie chcemy. Boimy się, uciekamy, cofamy się, tłumacząc taki stan oklepanym "nie mogę".

Skończmy z tym. Otóż możesz. Ja mogę. Możemy. Najwyraźniej nie chcesz. Nie chcę. Nie chcemy. Zawsze jednak możemy. Możesz i umiesz, tylko nie chcesz. Nie ma nic złego w braku chęci, jednak nazywajmy rzeczy po imieniu, ponieważ w innym wypadku możemy dojść do zatrważających wniosków, które najlepiej zobrazujemy indywidualnie w swych umysłach.

Kto chce, ten umie, a, że może... Sytuacja jest jasna.

wtorek, 20 maja 2014

Księżniczka

Dorastałam w przekonaniu, że jestem osobą wartościową. Człowiekiem wartym rozmowy i zainteresowania. Interesującym stworzeniem. Niebrzydką dziewczyną. Słowem-osobą, która nie będzie mieć pod górkę. Osobą, której się chce, o którą się zabiega, z którą lubi się rozmawiać. Niestety, życie "dorosłe" zweryfikowało z trudem wpojone przez rodziców poglądy. Nie spełniło się nic z powyższych. Gdy potrzebuję kontaktu, muszę stoczyć o niego prawdziwą bitwę, gdy chcę być traktowana jako partner do rozmowy nie mogę pokazywać się na oczy. Muszę wszystko udawać. Ludzie nie walczą i walczyć nie będą o moje zainteresowanie. Jest wprost przeciwnie. Jestem, gdy czegoś potrzeba. Gdy ja potrzebuję, staję się niewidzialna. Z tego też powodu nie zamierzam posiadać dzieci. Po co tworzyć kolejną jednostkę? Jednostkę, którą można wychować na dwa sposoby, przy czym każdy z nich jest zły. Pierwszy polega na utwierdzaniu dziecka o jego wartości, co gwarantuje wspaniałe dzieciństwo i depresyjne życie po ukończeniu pełnoletniości, drugi zaś, polegający na konfrontacji dziecka z prawdą już od małego, powoduje zniszczenie całego świata małego człowieka. Trzeciej możliwości nie ma, dlaczego więc ludzie są tak okrutni i z ochotą oddają się prokreacji? W tym miejscu znów widzę dwie możliwości: przyjemność oraz chęć pozostawienia po sobie śladu. Obie są dla mnie niezrozumiałe, ale za to wyjątkowo łatwe do zbicia. Przyjemność jest chwilowa i wcale nie tak atrakcyjna, jak mogłoby się wydawać; zaś zostawienie śladu poprzez kolejną jednostkę chcącą tego samego kojarzy mi się jedynie ze ślimaczym śluzem na brudnej ulicy. Nie ma o co zabiegać. Bez tego też można żyć, może nawet spokojniej i w stanie bliższym szczęściu, nie zagłuszanym obawami natury moralnej. Nie warto poświęcać czegokolwiek dla kilkunastu minut. Lepiej zużyć je na cofnięcie się na przystanek i powrót do domu, zanim zdążymy się upodlić.

Dekalog

1.Ufaj pieniądzom, nigdy ludziom.
2.Ludzi kupuj.
3.Siebie sprzedawaj.
4.Nie wierz w sprawiedliwość.
5.Niszcz, jeśli nie chcesz być zniszczony.
6.Twórz kolejne nieszczęśliwe jednostki.
7. Nienawidź bliźniego swego jak siebie samego.
8. Wyśmiewaj wartościowych.
9. Wywyższaj śmieci.
10. Skończysz z nożem wbitym w plecy, więc nie wahaj się postępować tak samo.

Sygnał

Opracowuję egzaminacyjne zagadnienia z prawa rzymskiego i słucham Skinny Puppy. Nie spodziewam się niczego. Jestem pogodzona. Wtem słyszę sygnał telefonu. Czyżby...?-myślę. Nie, jednak nie. Oczywiście, że nie. Nawet nie miałam prawa tak pomyśleć, po tym, czego się dowiedziałam. Sygnał oznaczał jedynie wiadomość sieciową, jedyny numer, który od czasu do czasu coś napisze. A to zaoferuje taryfę z tańszymi minutami, a to dorzuci więcej smsów, a to zaproponuje nowy telefon. Po co mi jednak wszystkie te udogodnienia, skoro z telefonu właściwie nie korzystam? Do mnie się nie dzwoni, więc i ja nie dzwonię. Do mnie się nie pisze, więc i ja nie piszę. Telefon zastępuje mi zegarek i notatnik, ot co. Do tych celów wystarczy wyeksploatowany staruszek, który jest ze mną od czterech lat.

Nigdy, ale to nigdy, nie oczekuj niczego od ludzi. Umiesz liczyć, licz na siebie, etc. Ludzie są tylko po to, by się ranić. Zanieczyszczać środowisko. Niszczyć przyrodę. Może życie to tylko projekcja tego, co minęło? Tłumaczyłoby to sprawdzające się za każdym razem przeczucia. Nie utrudniajmy tego.

Po prostu pójdę, gdy usłyszę sygnał.

poniedziałek, 19 maja 2014

Powinnam zapisywać

Powinnam zapisywać
Wszystkie rzeczy, które mi mówili
Zgrabne kłamstwa
Obietnice bez pokrycia
Fałszywe komplementy
Wynaturzone pragnienia
Listy numerów z czarnego notesu
Cudze wspomnienia

Powinnam zamilczeć

Słysząc fałsz
Wyczuwając obłudę
Widząc oszustwo
Nie widząc sensu
Marnując dni
Licząc puste doby

Powinnam odejść

Widząc
Czując
Słysząc
Smakując

Powinnam odejść
ale wolałam zostać


czwartek, 15 maja 2014

Dym

Czego się boisz?
Dlaczego się boisz?
Tylko ty możesz sobie zaszkodzić.
Tam nic nie ma.
Nic nie pojawi się bez twojej zgody.
Tylko cisza.
Nic prawdziwego.
Nic złego.
Nic.
Goździki i dym.
Inny wymiar.
Wymiar nicości.
Dzieje się tylko ciału.
Środka nic nie dotknie.
Nie ma go.
Nie ma ciebie.
Jest tylko dym i zapach.

niedziela, 11 maja 2014

Samotność

Po co nam samotność? Kojarzy się ona przede wszystkim z cierpieniem, a jak wiadomo, nikt "zdrowy" tego nie toleruje. Samotność to ból, lęk, strach. Spójrzmy jednak na nią z innej strony. Postarajmy się trochę ją odczarować. Wszak stan ten jest idealny do słuchania muzyki, która w towarzystwie nie brzmi, do zachowania, które w towarzystwie nie uchodzi, do zdjęcia z siebie wszystkich masek i odetchnięcia. Idealnie, gdy w towarzystwie niektórych możemy zachowywać się tak, jak w samotności, jednak z założenia jesteśmy istotami pojedynczymi. Zatomizowanymi. Smutnymi. Może obecność innych w naszym życiu jedynie ukrywa prawdziwe stany emocjonalne, z którymi musimy się mierzyć w samotności? Stany, które tym bardziej bolą, im rzadziej są doświadczane. Człowiek jest elastyczny, łatwo przyzwyczaja się nawet do bólu, zwiększając jego próg. Dlatego też bezzasadne jest udawanie. Prawdą jest, iż niezależnie od naszych życiowych wyborów, stanu emocjonalnego, statusu materialnego, czy czegokolwiek innego, jesteśmy samotni. Samotnie się rodzimy i samotnie umieramy, jednocześnie negując istnienie śmierci, bojąc się jej. Nie zważając na fakt, iż jest ona wybawieniem, nie zaś przekleństwem. Żadne z pięknych słów nie zmieni stanu rzeczy. Kłamstwo, mimo, że powtarzane tysiąc razy, wcale nie stanie się prawdą. Często mówimy słowa, których znaczenia nie znamy. Dajemy przyrzeczenia, których nie jesteśmy w stanie dotrzymać. Szafujemy wielkimi słowami, tym samym bezczeszcząc je. Niezrozumiałe jest dla mnie używanie słów takich, jak "miłość" na przykład w odniesieniu do poszczególnych części odzieży czy jedzenia. Czy naprawdę gdzieś na tym świecie znajduje się osoba, która deklaruje gotowość do wszelkich poświęceń, sprzedanie siebie i wręcz tarzanie się w bagnie dla szmatki czy fastfoooda? Jeśli tak, nie chcę przyjąć tego do wiadomości. Miłość i piękno to dwa słowa, których nie da się odnieść do człowieka. Ludzie nie są godni miłości. Nie są też piękni. Są to słowa przeznaczone dla czegoś "ponad", dla czegoś wartościowego i tak wielkiego, że niemożliwego do wyobrażenia. Człowiek jest wadliwy, kłamliwy i słaby. Nawet, jeśli używa wzniosłych słów, w żadnym wypadku nie można założyć, że będą mieć one pokrycie w rzeczywistości. Człowiek to egoista, który mówiąc "kocham", myśli "chcę mieć cię jak rzecz". Istota, która mówiąc "piękna/y", myśli "jesteś przedmiotem". Człowiek nie jest zdolny do uczuć wyższych. Jedyne do czego dąży, to zaspokojenie własnych, pustych i bezsensownych pragnień. Słabość polega na pogrążaniu się w złudzeniach, którymi karmiono nas od małego, ale pora otworzyć oczy. W ludzkim świecie nie istnieje ani miłość, ani piękno. Istnieje jedynie samotność i nasza wybawicielka-śmierć.

Nihilizm

Nie mam ochoty, nie mam siły, nie mam motywacji. Zmęczona swoją własną głupotą słucham Ordo Rosaruis Equilibris i czuję się doskonale niekomfortowo. Faktu tego nie zmieni nic. Muzyka doskonale odpowiada stanowi ducha. Istnieję w samotności i zastanawiam się, czy posiadam kogoś, kogo mogę nazwać przyjacielem. Wydaje mi się, że tak jest, jednak, jak wiemy, przyjaźń weryfikowana jest przez sytuacje kryzysowe, więc skoro takie nie nastąpiły może nie powinnam szafować tym określeniem. Przyjaźń jest wręcz niezrozumiale niedocenianym zjawiskiem. Ludzie opierają się na związkach, które prędzej czy później się rozpadną. Rozumiem, że dadzą wielki ładunek emocjonalny i przeżycia, które ciężko zapomnieć, jednak to nie związek jest potrzebny, gdy czujemy się okropnie. W trudnych stanach emocjonalnych potrzeba bezinteresownego wsparcia, którego związek nie zapewni. Przyznam, że dopiero uczę się rozróżniać własne potrzeby. Na chwilę obecną wiem jedynie, że powyższe relacje "romantyczne" dedykowane są ludziom "pełnym", stanowiącym samodzielną całość, skoro zaś nie mogę zaliczyć się do takiej grupy ludzi, wnoszę, że nie nadaję się do tego typu relacji. Z całą świadomością uważam, że jestem osobowością niepoukładaną, niespokojną i samotną- potrzebującą wsparcia i braku interesowności, które to rzeczy zapewnia tylko i wyłącznie przyjaźń. Dlatego też do największych marzeń zaliczam posiadanie osoby, którą będę mogła nazwać przyjacielem. Osoby, która będzie przy mnie w trudnych chwilach. Osoby, przy której będę, gdy zajdzie taka potrzeba. Osoby, z którą relacja jest symetryczna, oparta na spokoju, jasności i, co najważniejsze, szczerości. Mam nadzieję, że zasługuję na przyjaźń i będę umiała udźwignąć jej ciężar odpowiedzialności. To jedyna relacja, której na pewno nigdy nie zepsuję. Jedyna relacja, która będzie w stanie sprawić, że poczuję się jak istota wartościowa, a może i jak człowiek w pozytywnym tego słowa znaczeniu.