środa, 24 sierpnia 2016

Strange days

Bełkot. Bełkot. Bełkot.
Jak dobrze po trzech latach wrócić do słuchania The Doors. Najlepsze rzeczy potrzebują przerw. Gdy tylko coś staje się codziennością, należy to odrzucić i znaleźć na nowo odpowiednio późno.
Wiem, że nic nie wiem.
 Gdzie leży granica między jednym, a drugim?
Chemia ratuje, dając prostą, racjonalną odpowiedź na każde pytanie.
Czasem czuję, że jestem tylko impulsem w mózgu. Nawet nie w swoim własnym, ale cudzym. Jestem sumą cudzych oczekiwań i rozczarowań.
"Ja" tak naprawdę nie istnieje. To tylko wielokrotnie powtórzone "ty". Słuchając tego przez kopę, wydających się chwilą, lat, łatwo przestać się utożsamiać ze sobą.
Jaki cel ma przejmowanie się mieszkaniem, pracą itp, skoro w tym wszystkim i tak brakuje "ja".
-Kim chcesz być jak dorośniesz?
-Sobą.

Ciekawe, czy tam w środku jest cokolwiek zasługującego na to miano.

Rzeczą okrutną było podarowanie świadomości. Ludzie powinni być ślepi, może wtedy widzieliby coś więcej, niż ciało.