wtorek, 20 listopada 2012

Zniżki

Moi znajomi są podobni do zniżek na piwo. Wystarczy, że je zauważysz a momentalnie znikną. Zachciało mi się powylewać żale, ponieważ od prawie trzech tygodni siedzę w mojej lepiance, z internetem przez kalkulator, a propozycji towarzyskich jak nie było, tak nie ma. Pewnie dalej nie będzie, do momentu w którym zostanę zawalona pracą po pachy. Zapewne jestem ułomna społecznie, ale nie jest to wystarczający argument, skoro połowa moich pseudo przyjaciół cierpi na tę samą dolegliwość. Z drugiej strony, czego wymagać od przecen. Towar albo wadliwy, albo z dwudniową datą ważności. To ma sens. Wmawiam sobie, że mając przed sobą pół roku oczekiwania na propozycję, mam dość czasu, by wziąć się za siebie i wywrzeć na powyższych wielkie wrażenie. W związku z tym kolekcjonuję zestawy ćwiczeń, przepisy kulinarne, lakiery do paznokci, maseczki do twarzy i drogie perfumy, wiedząc, że gdy przyjdzie co do czego, pojawię się zapuszczona, chcąc mówić swoim wyglądem, że tak naprawdę nie zależy mi na żadnej znajomości, szczególnie z osobami mającymi mnie tam, gdzie zeszłoroczny śnieg. Ale, ale. Doczekacie się dnia, w którym wyskoczę na 20cm obcasach, z tacą pełną babeczek i robioną przez dwie godziny fryzurą, nie zapominając o idiotycznym sztucznym uśmiechu. Zacznę rozdawać radość godną różowego jednorożca na prawo i lewo, aż pochorujecie się od namiaru słodyczy. Bycie wolnym atomem to najbardziej ujowa rzecz jaką robiłam w życiu. Pokój niewolnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?