czwartek, 23 lutego 2012

Wtorek, 14 luty

Dzień, którego imienia nie można wymówić. Plany na dziś: spać najdłużej jak się da, pomalować paznokcie, kupić szczotkę do włosów i ignorować go po stokroć. Niestety, nie udało mi się ich zrealizować. Paznokcie nie zostały pomalowane przez lenistwo, a ignorancja przez głupie odruchy bezwarunkowe. Dla mnie i A to wtorek, ale A2 nazywa mnie swoją walentynką, co brzmi prześwietnie, biorąc pod uwagę moją sytuację. Zastanawiam się, jak długo będę pamiętać ich imiona. W tej materii mam zbyt dobrą pamięć, ale na szczęście nie pozostawiam po sobie żadnych śladów. Stawiam sobie za punkt honoru, że nikt tego typu nie będzie mieć niczego podpisanego moim imieniem, lub po prostu darowanego przeze mnie i, co najlepsze, jak do tej pory zbiegi okoliczności doskonale mi sprzyjają, mimo, że czasem chcę postąpić inaczej. Czasem tylko przypadek ratuje mnie od złamania sobie danej obietnicy. Wystarczy, że jako taka się pojawiłam, pamiątek po mnie nie będzie, mam nadzieję, że nawet pamięć zatrze moją osobę. Nie będę kolejną historią do opowiadania. W tej materii wyznaję zasadę "wszystko albo nic", a skoro widzę, że w tym wypadku "wszystko" jest wykluczone, pozostaje mi jedynie stosowanie się do "nic".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?