sobota, 27 kwietnia 2013

Grabarz lalek

Petra Hammersfahr to urodzona 10 maja 1951 w Titz pod Duren niemiecka pisarka i scenarzystka pisząca głównie powieści kryminalne i thrillery. Debiutowała opowiadaniem opublikowanym w 1989 roku na łamach Playboya, zaś w 1991 roku ukazała się jej pierwsza powieść zatytułowana "Wer zweimal lebt, ist nicht unsterblich". W przekładzie na język polski ukazały się jej cztery powieści: "Grzesznica", "Matka"(obie wydane w roku 2004), "Szefowa"(2006) oraz "Grabarz lalek" wydany w roku 2005 nakładem wydawnictwa Bellona. Autorka słynie z zawierania w swych dziełach psychologicznych analiz sylwetek bohaterów, które zgrabnie łączy z intrygą kryminalną. Jest to jedna z najpopularniejszych w Niemczech autorka powieści o tejże tematyce. 

"Grabarz lalek" to powieść opowiedziana z perspektywy komisarz Brigitte Halinger prowadzącej dochodzenie w sprawie niewyjaśnionych okoliczności śmierci trzech dziewcząt na niemieckiej prowincji w 1995 roku. Z biegiem czasu wychodzi na jaw, iż zaginęło aż pięć młodych osób, jednak nie zdradzę w jakich okolicznościach ukaże się ta prawda. Istotne, iż głównym podejrzanym jest w znacznym stopniu upośledzony, 22 letni Benjamin Schloesser, chłopak, z którym potrafią komunikować się jedynie trzy osoby: jego matka, młodsza siostra oraz adwokat Heinz Lukka. Młody człowiek o wielkim ciele oraz równie potężnej sile nad którymi nie potrafi panować jest początkowo uważany za łagodnego jak baranek, jednak w jego wypadku nie trzeba złych chęci by doprowadzić do najgorszego. Czy sąsiedzi osądzili słusznie czy może jednak zbytnio pospieszyli się z wydawaniem wyroku? 

Ben to długo wyczekiwany syn Trude i Jakoba Schloesserów, późne dziecko mające z założenia odziedziczyć rodzinny majątek i sprawnie zarządzać gospodarstwem rolnym. Niestety, już w drugim roku życia okazało się, że Benjamin nie jest podobny do innych dzieci, zaś z wiekiem nierówności owe jedynie się pogłębiały. Kierowana ambicjami i matczyną miłością Trude, wychodząc z założenia, iż jest w stanie nauczyć Bena codziennego funkcjonowania, nie pozwoliła oddać swego jedynego, wymarzonego syna do ośrodka rehabilitacyjnego, co niestety nie przysłużyło się ani matce, ani jej potomkowi. Ben jest człowiekiem który nie potrafi udawać, przez co każde swoje przeżycie wyraża jednym z kilku znanych mu słów i naśladowaniem podpatrzonych zachowań.Wystarczy jeden, niespodziewany bodziec, by zacząć łańcuch tragicznych, nie mających żadnych granic wypadków.

"Wsie rządzą się swoimi prawami. Wiele się na nich dzieje, ale nic nie wychodzi na zewnątrz. Zmowa milczenia ma tu długą tradycję. Każdy wie, jakie brudy pierze się za płotem, u sąsiada. Często pomaga się sąsiadowi w praniu tych brudów. Na koniec sąsiad poklepuje sąsiada po ramieniu mówiąc porozumiewawczo: I po sprawie, nie ma o czym gadać. Jemu nie można było tego powiedzieć. I tak by nie zrozumiał. Tak jak nikt nie rozumiał jego."

Powieść ta jest napisana żywym, prostym językiem doskonale oddającym charakter poszczególnych postaci oraz klimat panujący w małym, zamkniętym społeczeństwie. Trzyma w napięciu od prologu aż do ostatniej strony, choć w tym miejscu pokuszę się o stwierdzenie, że wątek dochodzeniowy nie jest tu najważniejszy w przeciwieństwie. Sedno książki stanowi w tym wypadku psychologiczny zarys przyczynowo-skutkowy bardzo dobrze ukazujący sedno zachodzących w okolicy zjawisk. Relatywizm moralny leje się z każdej strony, co pobudza czytelnika do wyrobienia sobie własnego zdania. Z pewnością nie jest to powieść, która pozostawia obojętnym. W moim wypadku ta przypadkowo zauważona książka będąca połączeniem thrilleru psychologicznego i kryminału okazała się być idealnym wyborem na popołudnie, podczas którego wręcz nie byłam w stanie oderwać się od lektury. Moim zdaniem "Grabarz lalek" jest naprawdę dużym zaskoczeniem jeśli zestawić moje oczekiwania w stosunku do niego ze stanem faktycznym. Warto przeczytać tę powieść, nawet jeśli nie jest się zwolennikiem kryminałów, gdyż tu, jak pisałam, większe znaczenie mają portrety psychologiczne fascynujących osobowości ukrytych w szarych ścianach prowincji. 



niedziela, 21 kwietnia 2013

Bardo odważny post o seksie i fiołkach

-Mogę pomacać twoje włosy?
-Spoko, a mogę pomacać twoje cycki?
-Jasne!
...
-Tak w ogóle, dokąd idziemy?

Romantyzm XXI wieku. Uwielbiam to. 

-Proszę z sokiem malinowym.
-Nie wolisz fiołka alpejskiego? Smak alp w ustach!

Nie palisz, ale bierzesz darmowe papierosy. Nie puszczasz się, ale od każdej reguły są wyjątki.

Nieudana przeróbka "knockin' on the heaven's door" gwałci moje uszy, a ciągłe wtłaczanie oczywistości, mój umysł. 

-Dodaj pieprzu swemu związkowi!
-Ale ja nie jestem w związku.

Wszystko jasne.

-Ja na twoim miejscu...
-Aha, ale nie jesteś na moim miejscu.
-Dziewczyno, ogarnij się!

Za dużo wykrzykników. Dlaczego wszyscy krzyczą?

-Myślisz, że jeśli go przelecisz będzie ci lepiej?
-Nie mam pojęcia, ale dlaczego nie spróbować?

Nie lubię dzielić się ludźmi. Co by nie mówić, nie są zabawkami.

-Kiedy mu dasz?
-Nie wyjdziesz!
-Fajna z was para.
-Popełniłeś podwójny błąd logiczny.

Było bardzo dziwnie. Nikt nikogo nie przeleciał, nikt się nie związał i nikt nie był fajny. Nie będę więcej oceniać, słysząc jak wygląda to z boku. Nie wiem tyle samo, nie będę wysnuwać pochopnych wniosków. Targowisko próżności i składowisko chuci.

-Mam dziewczynę, ale to nic poważnego.
-"To skomplikowane"
-Spotykam się na seks, ale to otwarty układ.

czy mój ulubiony "tower secret":
C(hłopak) i D(ziewczyna), C wyszedł zapalić, D mówi:
-mój ukochany jest cudowny, znamy się już prawie rok, chyba coś z tego będzie
po czym C wraca, D wyszła po kebab, C mówi
-D jest urocza, lubię się z nią bzykać, ale coś jej odbiło i myśli, że ją kocham. Spoko, przynajmniej po nią mogę zawsze zadzwonić <w razie gdy nie uda mi się poderwać innej>.

Oj ludzie, proszę, nie bądźcie przy mnie szczerzy, chcę się łudzić, że gdzieś jest normalność, romantyzm, czy tak niemodna rzecz jak miłość. W jakiej ja patologi siedzę?! Śmiech miesza się z żalem. 

Po dziesięciu piwach każdy zaczyna kochać, bo do seksu już się nie nada. Bądź moim przedmiotem na dzisiaj, ok? Zgorzknieliśmy tak bardzo, że nie czekamy na prawdę, nie mamy na kogo. Czekam już tylko na swoją kolejkę w barze.


czwartek, 18 kwietnia 2013

W ślepym zaułku wolności: dzieci ulicy

Jana Frey to urodzona 17 kwietnia 1969 w Dusseldorfie niemiecka pisarka,  autorka książek dla młodzieży, współpracująca również z telewizją. W swoich utworach porusza problemy nastolatków takie jak uzależnienia, ucieczka z domu, wczesne macierzyństwo oraz ciężkie choroby. Książki tej autorki wydawane są w Polsce przez Zakład Narodowy im.Ossolińskich(Ossolineum). "W ślepym zaułku wolności"( "Sackgasse Freiheit: Sofias Geschichte; aus dem Leben eines Strassenkindes") Niemczech wydana została w roku 2000, zaś w Polsce w 2001. Jest to powieść oparta na faktach ze zmienionymi w oryginale imionami, nazwiskami oraz miejscami zdarzeń.


Akcję właściwą poprzedza tu prolog w którym autorka opisuje zjawisko uciekania z domu przez bardzo młodych ludzi, a także przedstawia główną bohaterkę, Sofię, którą jak mówi, poznała pewnego dnia w Monachijskiej kawiarni nad Izarą. Dwie kobiety zaczęły prowadzić trwającą kilka dni konwersację, której efektem jest ta właśnie książka.


Sofia (urodzona w latach 70. XX wieku) w momencie rozpoczęcia akcji ma 3 lata, jednak okres ten służy jedynie opisaniu jej relacji z matką oraz dziadkami, z którego zapamiętuje ona jedynie ignorowanie jej przez matkę oraz ciepłego dziadka i surową babcię. Bohaterka dorasta bardzo szybko, który to proces przyspiesza jeszcze w momencie związania się matki z Karlem, przystojnym właścicielem sklepu elektroniczno-budowlanego. Sofia czuje się wyobcowana już od najmłodszych lat, jak sama zauważa, w przeciwieństwie do matki nie ma jasnej, piegowatej twarzy, zielonych oczu ani miękkich złocistych włosów, lecz jest posiadaczką ciemnej cery i sztywnych, czarnych włosów. Ponadto, matka nigdy nie okazała jej ciepła, wręcz przeciwnie, w najlepszym wypadku Sofia była przez nią ignorowana, co przybrało na sile w momencie ślubu matki z Karlem. Po urodzeniu dziecka mężowi, córka zaczęła być pomijana w codziennym życiu, uwagę zwracano na nią jedynie w sytuacjach negatywnych, jak uzyskanie złej oceny, bądź moczenie nocne. Karą w obu przypadkach było "zamykanie" Sofii w piwnicy, którą dziewczyna uznała w końcu za swój pokój, przenosząc do niej materac oraz kołdrę. Nieobca była jej również przemoc, której ofiarą ze strony ojczyma regularnie padała. Pierwszą ucieczkę z domu wykonała w wieku 10 lat, wróciła jednak, by mając 14 lat, dowiadując się, że jest owocem gwałtu jej 15 letniej matki przez sąsiada, opuścić "dom" całkowicie. Żyjąc na ulicy Sofia poznała smak kradzieży, głodu oraz zimna, zaś spotykając osoby w podobnej sytuacji i wieku, idąc ich śladem zaczęła najpierw zdobywać pożywienie za pomocą kradzieży, a następnie zarabiać na narkotyki własnym ciałem. Bohaterka w trakcie powieści poznaje bardzo wiele osób, z których większość ma na nią mocny wpływ, w związku z czym stopniowo popada w uzależnienie od substancji odurzających. W pewnym momencie nie była w stanie usnąć, nie wypiwszy uprzednio dwóch buteleczek wódki, potem zaś, nie była w stanie ruszyć się z miejsca nie powąchawszy kleju. W swym krótkim(w momencie zakończenia powieści  bohaterka ma 16 lat), ale jakże smutnym życiu Sofia doświadczyła również gwałtu oraz zaszła w ciążę. Niektóre z poznanych osób próbowały ją wspierać, jednak większość mniej groźnych znajomości kończyła się szybko i nierzadko nie wracała w przyszłości.

Jest to niezwykle smutna książka zawierająca chyba wszystkie możliwe problemy w jednej rodzinie. Dziecko, któremu nikt nie okazywał ciepła, wiecznie strofowane za swoje pragnienie uwagi, młodociana, zgwałcona matka, okrutna babka, sadystyczny ojczym, tworzą środowisko najgorsze z możliwych do prawidłowego rozwoju. Sofia jest niewinną osobą, której odmawia się prawa do przyjaźni oraz jakichkolwiek innych ludzkich potrzeb, gdy wydaje się, że jej los nieznacznie się polepszy, pojawia się okrutny ojczym zabraniający jej wszystkiego, co prawdziwe.

Powieść pisana jest w pierwszej osobie, narratorem jest Sofia, co dodaje akcji dramatyzmu. Wszystkie przeżycia są dokładnie opisane, wręcz ma się wrażenie oglądania ich na własne oczy. Styl narracji jest szybki, dynamiczny, nie zostawia ani jednego pustego miejsca. Ciągle coś się dzieje, jednak mnogość wydarzeń patologicznych znacznie przewyższa momenty spokoju i pozornego szczęścia. Językowo jest to dzieło bardzo proste, co dodaje autentyzmu, wszak to słowa szesnastoletniej dziewczyny.

Może ja jestem obłąkana? Czy to możliwe, żeby samotność doprowadziła kogoś do szaleństwa i naprawdę uczyniła kogoś wariatem?

Cytat ten najlepiej obrazuje sytuację głównej bohaterki. "W ślepym zaułku wolności" to książka o samotności tak wielkiej, że mogącej prowadzić do obłędu. Czyta się ją niezwykle szybko, ciężko się od niej oderwać, zaś z uwagi na niewielką objętość (156 stron) lektura mija momentalnie. Przy wszystkich zaletach wciąż jest to książka ciężka i mimo, że pisana stylem przyjaznym młodszym nastolatkom, nie sposób czytać ją bezrefleksyjnie. Polecam ją każdemu, kto gustuje w tematyce środowisk patologicznych, powieść ta na pewno nie zawiedzie pokładanych w niej oczekiwań.  



środa, 17 kwietnia 2013

Hotel New Hampshire

John Irving to urodzony 2 marca 1942 w Exter, New Hampshire, USA amerykański pisarz i scenarzysta filmowy, laureat Nagrody Akademii Filmowej na 72 ceremonii wręczenia Oscarów w kategorii najlepszy scenariusz adaptowany do filmu "The Cider House Rules" (pol."Wbrew regułom") na podstawie własnej powieści pt. "Regulamin tłoczni win". Zagrał epizodyczne role w "Świecie według Grapa" oraz w "Wbrew regułom".  "Hotel New Hampshire" to  jego piąta książka, wydana w USA w roku 1981, a w Polsce w 1992 w przekładzie Michała Kłobukowskiego. Powieść ta została zekranizowana w roku 1984.


"Hotel New Hampshire"  w pierwszej warstwie jest historią pewnej rodziny. Narratorem powieści jest John Berry, syn Wina i Mary, młodszy brat Franka i Franny, starszy zaś od Lily i Jaja. Początkowo akcja opiera się na opowiadaniu rodzinnych dziejów, pracy rodziców w hotelu Arbuthnot w Maine, gdzie spotykają się po raz pierwszy i po wejściu w związek, poznają Freuda, żydowskiego tresera niedźwiedzi, który przed opuszczeniem USA pozostawia ich opiece swego pupila- niedźwiedzia imieniem Stan Maine. Ojciec Johnna wykorzystuje tę okazję i podróżując z pokazami niedźwiedzich talentów, zbiera pieniądze za które następnie podejmuje studia na Harvardzie. Po ukończeniu studiów podejmuje pracę nauczyciela w szkole w Dairy, która jednak zaczyna podupadać, stając się wreszcie szkołą koedukacyjną, w wyniku czego Win kupuje dawną szkołę żeńską z planem postawienia w jej miejsce hotelu. Razem z Winem i Mary zamieszkują tam państwo Urickowie-kucharze, oraz kelnerka Ronda Ray. W tym właśnie momencie rozpoczyna się właściwa akcja powieści. Wraz z przyjściem na świat pierwszego dziecka, życie państwa Berrych staje się coraz mniej standardowe. Okazuje się, że kreatywność potomków, a także zalew nieszczęść są nieograniczone, co powoduje książkę iście fascynującą lekturą.

Irving w swej twórczości nie boi się poruszać odważnych tematów, czego wyraz mamy również w "Hotelu New Hampshire". Spotkamy się tutaj z prostytucją, zbiorowym gwałtem, kaziorodztwem oraz absencją rodzicielską, będącą właściwie głównym powodem większości nieszczęść. Rodzinie Berrych nieobce są również pasje takie jak wypychanie zwierząt, swoją drogą będące powodem przynajmniej jednej wysoce zabawnej sytuacji. Siedmioosobowa rodzina jest tu składowiskiem przeróżnych osobowości, a czasem wręcz osobliwości, które napierając na siebie prowokują odważne, choć niekoniecznie właściwe, działania. Powieść ta jest bez wątpienia bardzo "soczysta", gęsta od przeróżnych intryg, dziwnych pasji i chorych ambicji. Pokazuje ludzi w krzywym zwierciadle, od ich najgorszej strony, czym prowokuje do zadania sobie pytania: kiedy zło zaczyna być dobrem, a dobro złem? Esencja relatywizmu moralnego, napisana z widoczną pasją.

Dopisałeś szczęśliwe zakończenie. Pomyślałem, że chyba niezupełnie. Ale wiedziałam, że uwzględniając wszystkie okoliczności – smutek, nieszczęście, miłość – sprawy mogły się potoczyć znacznie gorzej.

Język nie jest wyszukany, więcej, bywa wręcz ubogi, ale barwność opowiadań skutecznie wynagradza tę niedogodność. Irving szerszej publiczności znany jest jako specjalista od ukazywania perwersji seksualnych, co szczególnie widać w jego najnowszych dziełach, jednak "Hotel New Hampshire", będący powieścią z początkowego okresu jego twórczości, nie skupia się na tym aspekcie, jest mimo wszystko, jak na Irvinga, bardziej wyważoną powieścią, co nie stawia go w dziale wieczornych czytadeł, jednak w porównaniu do dzieł innych autorów, książka ta jest pozycją bardzo odważną, momentami balansującą na granicy dobrego smaku, a i kilkakrotnie ją przekraczającą. Zdecydowanie odradzam tę powieść miłośnikom spokojnych, ciepłych dzieł literackich oraz osobom bardzo konserwatywnym, myślę jednak, że pozostali odbiorcy będą z niej zadowoleni znajdując czynniki takie jak rozbudowana, złożona akcja, żywy język, wyrazisty styl oraz ironiczne poczucie humoru. Osobiście uważam tę powieść za wartą przeczytania, więc POLECAM, osoby wrażliwe proszę jednak o traktowanie tej lektury z pewnym dystansem.



wtorek, 16 kwietnia 2013

Małe studium

Wystarczy jedno słowo, a już sen staje się koszmarem, a poranek okrucieństwem. Wystarczy jeden człowiek, by wszystko zmienić. Wystarczy chęć, której nie ma, ale moja głowa wmawia sobie, że niedługo będzie. Moje pragnienie miłości nasiliło się tak bardzo, że widzę ją w postronnych. Patrząc na ludzi muszę mówić sobie, że ktoś z nich na pewno mnie kocha i nie mam siły wstawać z łóżka zanim w to uwierzę. Trochę przegrywam, trochę działam na własną zgubę. To wszystko nie jest ważne, jeśli mogę mieć jakąkolwiek chwilę ułudy, choćby nawet fałszywej bliskości. Mam ochotę krzyczeć. Chcę, żeby moje "nie!" cofnęło czas o dwa lata. Nie mam jednak wehikułu czasu, nie posiadam również na tyle mocnej psychiki, by działać konstruktywnie. Zamiast tego powoli, ale regularnie wypalam się, mając nadzieję na spalenie całkowite. Chcę wycisnąć to jak cytrynę, wykorzystać te mizerne resztki które mi pozostały. Kiedy jestem głodna nawet ogryzek staje się smaczny. Godzę się na rzeczy, którymi gardzę, ale jakie ma to znaczenie skoro od wiosny 2011 gardzę i sobą? Nie chcę doświadczeń, chcę szczęście. Wciąż.


Mocniej. Proszę, przestań. Skoro nie możesz dać mi szczęścia, przestań. Umysł nie jest dłużej mój, wkłada mi do głowy nierealne obrazy. Im bardziej próbuję nastawić się na codzienność, tym częściej w mojej wyobraźni pojawiają się obrazy z gatunku jak dobrze mogło być, gdybym nie spieprzyła. Spieprzyłam, nie umiem cofać czasu, mimo, że sprzedałabym za to duszę. Nie umiem się również pogodzić. Codziennie w mojej głowie rozgrywa się walka między stanem faktycznym a kompletnie bezzasadną nadzieją. Moja desperacja jest tak mocna, że chwytam się nadziei jak tonący brzytwy. Zaczęłam nawet wierzyć w cuda.

Nie boję się szeroko pojętej samotności. Jest o wiele gorzej. Ja już boję się tylko braku konkretnej osoby. Wiem, że bez tego właśnie człowieka naprawdę poczuję czym jest samotność. Wiem również, że z nim, nawet od czasu do czasu, czuję się szczęśliwa, normalna, na swoim miejscu.


Prawda: przegrałam już dawno, nie mam wpływu na własne życie, moja motywacja jest sto kilometrów dalej i nawet jeśli odległość zmniejszy się do 10 przystanków, nie stanie się bliższa. Z biegiem czasu coraz bardziej się oddala. Czuję się oszukana. Miało mijać. Miało minąć już dawno. To chyba zombie, bo jego agonia trwa dłużej niż życie. W ciągu dnia mój mózg (nie ja, ja nad nim nie panuję) zastanawia się jakim cudem coś z założenia trwałego może mijać. Sprawa rozjaśnia się, przyjmując, że słowa zawsze są kłamliwe. Chcę jednak wierzyć, że kiedyś, przynajmniej w tym jednym momencie, miało miejsce coś prawdziwego. Można do tego wrócić? Ja wiem, że można wrócić do wszystkiego, wystarczy chęć. Chęci nie ma, o tym również wiem. Wierzę jednak w drugą (trzecią, czwartą...) szansę. Może nie powinnam, ale cuda się zdarzają.

Fikcja: idę ulicą. Widzę ludzi, niekoniecznie szczęśliwych, choć moja głowa tak ich odbiera, jako, że nie wyglądają na samotnych. W wyobraźni widzę szczęśliwą siebie, kolejne poniedziałki, soboty, wakacje i najbardziej trywialne zajęcia. Przebywanie w domu do którego ktoś wróci. Mam na kogo czekać, co sprawia, że czuję się bezpiecznie, spokojnie i chętnie dzielę się szczęściem. Nie wiem skąd się biorą te obrazy. Wiem, że psują. Z nimi raczej nie dojdę do siebie.

Był czas, gdy uważałam, że wszystko minie, ale przepraszam, nie działa. Dlaczego nie mija?! Mówiłam kiedyś: "skoro nie mogę mieć wszystkiego, wolę nie mieć niczego". Obecnie postępuję wbrew tej zasadzie żywiąc moje serce odpadkami. Nie wystarczają mi, ale zaczęłam je akceptować. Wiem, że równie bezwolnie zaakceptuję gorsze rzeczy w temacie, które siłą rzeczy kiedyś się pojawią.

Moje ciało nie jest dłużej moje, to tylko ciało. Dobrze, że jest całe, ale znaczy mniej, niż umysł. Jestem chora, że nie mam dostępu do twojego. Zawsze brakuje.

Rogaty, jeśli chcesz mnie upolować, działaj. Wreszcie mam za co sprzedać wieczność.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Ulica Felix-Faure

Ken Bugul to pseudonim artystyczny urodzonej w 1947 w Ndoucoumane w Senegalu pisarki o nazwisku Marietou Mbaye Blieoma, które to imię w języku Wolof oznacza "ta, która jest niechciana". "Ulica Felix-Faure" w języku polskim wydana została w roku 2005 nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego i przełożona z języka francuskiego przez Jacka Giszczaka.

Według opisu powieść ta opowiada o historii kobiet, stojących na samym dole hierarchii w afrykańskiej społeczności. Są one wykorzystywane przez mężczyzn takich jak Muzein, Imam oraz przeróżni mokademowie. Mieszkańcy ulicy Felix-Faure wierzą w czarną magię, ludowe przesądy, czy nieudolnych medyków, odrzucają zaś zdrowy rozsądek. 

 "Mieszkańcy ulicy Félix Faure nie pojmowali, że w dzisiejszych czasach, po tylu znakach, po przysłaniu syna, po objawionych księgach, ludzie mogą chodzić do świątyń, do kapłanów, którzy bywają pedofilami, do rozpustnych mokademów, do sfrustrowanych imamów, do rabinów, którzy nie przestają być mężczyznami, do fałszywych guru, do nowych proroków, żeby mieć kontakt z Bogiem"


Ważnymi postaciami są Drianke, będąca mistrzynią bluesa oraz Muń, biedna dziewczyna z prowincji trafiająca na Felix-Faure w poszukiwaniu zemsty. 

Równie istotnymi bohaterami są dzielnice kolonialne, targ Kermel czy dzielnice nędzy. Możemy zaobserwować jak mieszkańcy radzą sobie z problemami upokorzenia, oszustw, wykorzystywania oraz śmierci. Na ulicy Felix-Faure panuje muzyka, zaś w jej zakamarkach nieustannie gubią się nawet stali mieszkańcy. Ulica pełna jest tajemnic, których część odsłania czytelnikowi w tej powieści.

Nie znajdziemy tu rozbudowanych dialogów, dzieło to jest całkowicie innego typu, ponieważ skupia się na opisywaniu klimatu, który sam dopowiada resztę historii. Tragiczne losy bohaterów rozbrzmiewają na tle pięknej muzyki oddającej ich utracone nadzieje. Powieść ta jest warta przeczytania dla osób szukających książek spokojnych, z dystansem opowiadających o przeżyciach z gatunku najgorszych oraz dla tych, zafascynowanych kulturą Afryki. Pamiętajcie, ulica Felix-Faure nigdy nie śpi, każdą widzianą historię wyjawi w odpowiednim czasie.