czwartek, 28 listopada 2013

The 100 day song challenge: 37, 38

Dzień 37: Najgorsza piosenka w twojej kolekcji. 


Right said Fred "I'm too sexy"


Przy obecnych "hitach" ta piosenka to arcydzieło, co nie zmienia faktu, że jest kiczowata do bólu. Lubię ją śpiewać gdy mam gorszy dzień.


Dzień 38: Piosenka, która daje Ci motywację. 

Jest ich trochę, ale najbardziej motywujące to "Dominion" The Sisters of Mercy oraz "Head like a hole" Nine Inch Nails.






wtorek, 26 listopada 2013

The 100 day song challenge: 35, 36

Dzień 35: Piosenka klasycznego zespołu rockowego. 

Pink Floyd "Learning to fly"



Ta piosenka ma dla mnie wyjątkowe znaczenie; jest związana z istotnymi zmianami, które niedawno miały miejsce w moim życiu, sam zaś Pink Floyd jest zespołem tak doskonałym, iż nawet osoby nie gustujące w muzyce rockowej znają go i lubią. Jeśli jeszcze nie znasz ich twórczości, zapoznaj się z nią jak najszybciej, na pewno tego nie pożałujesz.



Dzień 36: Piosenka, która wygrała Eurowizję w roku, w którym się urodziłaś 

Toto Cutugno "Insieme: 1992"







35 konkurs piosenki Eurowizji odbył się 5 maja 1990 roku w Zagrzebiu (obecna Chorwacja) i prowadzony był przez Helgę Vlahović Brnobić oraz Oliviera Mlakara. Toto Cutugno z piosenką "Insieme: 1992" zdobył drugie w historii i jak na razie ostanie zwycięstwo Włoch w konkursie Eurowizji.


niedziela, 24 listopada 2013

The 100 day song challenge: 33, 34

Dzień 33: Bardzo krótka piosenka. 


Corpus Delicti "Private Slaughter"




Dzień 34: Piosenka wykonana przez aktora/aktorkę.

Johnny Depp "Epiphany"


Do nie-moich przyjaciół

Przykro mi, iż muszę napisać coś takiego, jednak nie mam wyjścia.

Witajcie, podglądający ten blog nie-moi-przyjaciele.
Chętnie porozmawiałabym z wami w cztery oczy, jak dorośli ludzie, jednak skoro nie chcecie się ujawnić, jestem zmuszona rozmawiać z wami przez posty.
Na początek nauczcie się oddzielać prawdę od fikcji, zanim zaczniecie nadinterpretować słowa otagowane mianem radosnej twórczości i prezentować je innym jako prawdę.
Blog to moje miejsce w sieci, ułamek przestrzeni w którym mogę publikować moje pseudotwórcze wypociny, zaś fakt żywego ich komentowania w rzeczywistości, sprawia, iż podnosicie moje ego pod niebiosa. Nie wiedziałam, że fikcja, której dopiero się uczę, może wywołać takie prawdziwe emocje. Dziękuję wam za motywację, postaram się być jeszcze lepsza i może odważę się zadziałać. Wasze słowa sprawiają, iż jestem w stanie uwierzyć, że pewnego pięknego dnia rzeczywiście nauczę się pisać tak dobrze, że nawet osoby inteligentne nie będą umiały odróżnić prezentowanej tu fikcji od prawdy.

Dziękuję za wsparcie i polecam się na przyszłość, zaś problemy ze mną związane radzę rozwiązywać osobiście, a nie przez pośredników.
Pozdrawiam Was, moi wierni fani.

sobota, 23 listopada 2013

Plotkara poziom podwórkowy

Po co ludziom plotki? W jakim celu rozprzestrzenia się, oczerniające kogoś kłamstwa? Czy po to, by się dowartościować, poczuć lepszym od osoby obrażanej, czy może dla samej w sobie złośliwej satysfakcji? Okazuje się, iż pozory mylą jeszcze bardziej niż się wydaje. Łatwo wypuścić z ust słowa, które są w stanie zniszczyć cudzą reputację, łatwo grozić, jeszcze łatwiej rozpowiadać fałszywe opinie naokoło. Czyniąc jednak takie rzeczy należy pamiętać, iż karma wraca i oddaje z nawiązką. Niewinność obroni się sama, bez jakiegokolwiek działania, a kłamstwo, prędzej czy później wyjdzie na jaw, obracając się przeciw swemu twórcy.

Podobno ilość nienawistników jest wprost proporcjonalna do ilości osób zazdrosnych, jednak czy ma to cieszyć? Po co marnować swoje życie na narzekanie i psucie cudzej reputacji? Zazdrość jest straszną rzeczą, wypala komórki mózgowe bardziej niż tania wódka i tylko po wszystkim zostaje niejasne poczucie jeszcze większej bylejakości, marności własnego życia, którego jedynym urozmaiceniem jest oczernianie innych.

Ciężko również nie przejmować się takim stanem rzeczy. Plotka przestaje być ignorowaną drobnostką, gdy zawarte są w niej pogróżki, tu też wyjawia się sprawa kolejna, mianowicie: po co? W jakim celu grozić komuś, od kogo nie ma możliwości uzyskania niczego? Również chodzi tu o sadystyczną satysfakcję?

Osoby łamiące podstawowe prawo do wolności osobistej drugiego człowieka winny nauczyć się, iż koniec końców natura odpłaca się pięknym za nadobne, bez udziału osób trzecich. Prawda zawsze wychodzi na jaw, czasem tylko z odroczonym wyrokiem, acz im później, tym większe są jej konsekwencje. Zmyślanie jest przyjemne, o ile ogranicza się do rysowania, pisania bądź innego rodzaju "tworzenia". W każdym innym wypadku winno się porzucić je na rzecz podejścia zdroworozsądkowego. Zastanów się, gdy zechcesz zrównać kogoś z ziemią, ponieważ o ile łatwo kogoś wdeptać, jeszcze łatwiej samemu wpaść w wykopany przez siebie dołek.

piątek, 22 listopada 2013

The 100 day song challenge: 32

Dzień 32: Piosenka z obecnych list przebojów, którą lubisz najbardziej. 
*której najmniej nie lubię


Dawid Podsiadło "Trójkąty i kwadraty"


Nie przepadam za żadną piosenką goszczącą obecnie na popularnych listach przebojów, jednak ta jest mi obojętna, nie denerwuje, jestem w stanie ją tolerować, także uważam, iż pasuje do zadania dnia 32.

czwartek, 21 listopada 2013

The 100 day song challenge: 26, 27, 18, 29, 30, 31

Przerosłam samą siebie.


Dzień 26: Dobra piosenka z lat 60tych.

Chubby Checker "Let's twist again"


Utwór ten pochodzi z wydanego w 1961 roku singla pod tym samym tytułem.



Dzień 27: Piosenka z liczbą w tytule. 

Flogging Molly "Seven deadly sins"




Dzień 28: Bardzo stara piosenka (mniej więcej który to rok?)

Ted Weems "The Boulevard of broken dreams"


Utwór ten pochodzi z 1933 roku.



Dzień 29: Piosenka Michaela Jacksona

"Smooth Criminal"




Dzień 30: Jedna z najstarszych piosenek, które lubisz 

Nancy Sinatra "Bang bang"


Doskonała piosenka z lat sześćdziesiątych.



Dzień 31: Jeżeli robiłabyś imprezę urodzinową, ta piosenka byłaby puszczana. 


Istnieje wiele utworów pasujących do tego kryterium, wybór jest więc ciężki. 

Veruca Salt "Sheeter"



Wydaje mi się, że jest to jedna z piosenek, które mimo, że mi się podobają, spotkałyby się z aprobatą imprezowiczów.

piątek, 15 listopada 2013

The 100 day song challenge: 25

Dzień 25: Piosenka, o której zagranie poprosisz DJ’a na imprezie. 


Czy liczy się poproszenie o nią na stronie wydarzenia na twarzoksiążce?



Rammstein "Feuer frei"



O ten właśnie utwór poprosiłam, już dziś przekonam się czy moje życzenie zostanie spełnione. 
Spotkałam się ze stwierdzeniem, iż R+ można słuchać jedynie dla żartu, jednak pozwolę się z nim nie zgodzić. Takie stwierdzenie bardzo deprecjonuje twórczość tej grupy, która w swojej ofercie, oprócz łączenia dużej ilości seksu i przemocy, posiada również przemyślane utwory o przyjaźni bądź miłości. Odpowiada mi ich styl i choć okres największej fascynacji nimi już minął, lubię słuchać R+, uważam tę grupę za bardzo inspirującą.

Wszystko co kocham (kochałam)

Moje łóżko,
Laptop,
Ksiązki,
Romantyczne komedie,
Idiotów,
Blues'a,

Niezapowiedziane wizyty
Momenty skrajnej naiwności,
Chwile, w których szczytem marzeń jest kubek gorącej herbaty,
Spontaniczne wyprawy do knajp,
Tych, których nie powinnam
Planty zimą
Jordana latem

Kicz, turpizm i realizm


*Odgrzebując stare zapiski czuję nieodpartą potrzebę opublikowania ich na blogu, nie zważając na fakt, iż straciły już one datę ważności. Miłostki okazały się być przechodnie, skłonności zmienne a pragnienia bardziej obszerne. Nawet gust (nie)oczekiwanie się zmienił; wyrobił, wypracował. Już nie jestem w stanie zadowolić się ochłapami; wolę nie dostać nic, niż coś nie w pełni zadowalającego. Powoduje to czasem dość skrajne sytuacje, jednak uważam, iż wychodzi na dobre. Rok odcięcia od świata zmienił moje jego postrzeganie o 180 stopni, stało się ono ostrzejsze. Jest lepiej. Wiem, czego chcę. Zatrzymuję się rzadziej i na chwile krótsze niż jeszcze w 2012.

czwartek, 14 listopada 2013

The 100 day song challenge: 24

Dzień 24: Dobra piosenka z lat 70tych. 


Misfits "Teenagers from Mars"










 Misfits to amerykański zespół punkrockowy (prekursor horror punku) założony w roku 1977 w Lodi w stanie New Jersey przez wokalistę Glenna Danziga i basistę Jerry'ego Only. Wydał osiem albumów, ostatni, "The Devil's Rain" w roku 2011 nakładem wytwórni Misfits Records.


środa, 13 listopada 2013

The 100 day challenge: 23

Dzień 23: Piosenka bez słów.


Takich znam bardzo mało. Utwory zespołu Antimatter charakteryzują się niewielką ilością słów, acz jednak są one obecne, więc nie mogę ich tutaj umieścić.

Bauhaus "Modulor"
Przypadkowo znaleziony zespół o nazwie takiej samej jak legenda gothic rocka, ten jednak powstał wcześniej, bo w 1974 roku, muzykę zaś można scharakteryzować jako nowoczesny jazz.





wtorek, 12 listopada 2013

The 100 day song challenge: 22

Dzień 22: Piosenka, która trwa więcej niż 7 minut.

Duże pole do popisu. 

Bauhaus "Burning from the inside"


Piosenka ta pochodzi z dobrego albumu o tej samej nazwie. Moje zamiłowanie do Bauhaus powoduje wtórność, acz utwór ten pasuje do tematu dnia, dlatego też go zamieszczam. Niech się dobrze słucha.

poniedziałek, 11 listopada 2013

The 100 day song challenge: 20, 21

Dzień 20: Dobra piosenka z lat 80tych 


The Sisters of Mercy "This corrosion" 




Jest dobra i pochodzi z lat 80., a dokładniej z wydanego w 1987 roku singla o tej samej nazwie. Nie ma co się rozpisywać, posłuchajcie dobrej muzyki.




Dzień 21: Piosenka z imieniem w tytule.

Dużo tego, ale najlepsze piosenki pasujące do tego dnia sprawiłyby, że powtórzyłabym wcześniej wymienione zespoły, także skupię się nie na najwyżej jakości, ale na artyście odmiennym od zamieszczanych (co nie zmienia faktu, iż najchętniej zamieściłabym tu "Jolene" The Sisters of Mercy).


Carlos Santana "Maria"



Santana gra muzykę lekką, łatwą i przyjemną, jednak nie najgorszą pod względem jakości. Od czasu do czasu lubię go posłuchać, ponieważ przypomina mi czasy szkolne. 

Tradycyjnie już czekam na uwagi w komentarzach :)

sobota, 9 listopada 2013

XII

Autobus powoli dojeżdża do dworca. Wyłączam muzykę, wyjmuję z uszu słuchawki i pospiesznie pakując je do torebki, rozglądam się po stanowiskach. Wydaje mi się, że widzę znajomą sylwetkę, jednak uznaję to za przywidzenie. Skąd może wiedzieć, że przyjeżdżam akurat dziś? Nie rozmawiałam z nim przez połowę wakacji, pewnie czeka na kogoś innego. Może to Kaśka wraca z Warszawy? Wyjątkowo powoli wychodzę z autobusu, co rusz wpadając  na pozostałych pasażerów. Nie wydawało mi się. Podbiega do mnie, a na moje pytanie o powód jego obecności, odpowiada "siedzę tu od tygodnia, wiedziałem, że w końcu przyjedziesz". Wręcz rzuca mi się na szyję, co jest do niego całkowicie niepodobne, a ja, patrząc na znane mi ciało odczuwam uczucie osaczenia i narastającą chęć ucieczki.

Skąd wiesz? O co chodzi?

Nie jest to przyjemne powitanie. Ostatnie o czym można mówić w tym wypadku to romantyzm. Nigdy go tu nie było. Jest wyjątkowo nieprzyjemnie. Po raz któryś z rzędu zaczynam bać się obecności tego człowieka. Staram się powstrzymać emocje i wyślizgując się spod jego rąk podnoszę wzrok tłumacząc, że mój napięty rozkład dnia nie pozwala mi na niespodzianki. Początkowo spokojnie, a następnie coraz bardziej natarczywie oferuje mi swoje milczące towarzystwo. Zgadzam się, nie chcąc tracić więcej czasu na niepotrzebne rozmowy. Ciągle towarzyszy mi lęk przed czymś, co może się stać. Staram się jednak kontrolować, przypominając sobie, że nie jest to człowiek tego typu. Może grozić, czasem upokarzać, ale nie jest w stanie wyrządzić fizycznej krzywdy, chyba, że pod przykrywką zabawy.
W głupim odruchu odwracam się do niego mówiąc "wiesz, że nie chcę się bawić", co powoduje przekorny uśmiech na jego twarzy.
"Którą linię potrzebujemy?". Odpowiadam, podając dwie trzycyfrowe liczby. Spogląda ponownie na rozkład, następnie na zegarek.
"Nie opłaca nam się czekać dwadzieścia minut, dotrzemy tam inną drogą"-mówi, prowadząc mnie w swoich objęciach na położony nad dworcem parking. Rozglądam się w poszukiwaniu znanego mi białego auta, jednak nie znajduję go. Okazuje się, że pojedziemy innym samochodem, ciemnoniebieskim kombi. Najwyraźniej w końcu postanowił kupić nowe auto, myślę, wstrząsając ramionami.
Prosi mnie o podanie dokładnego adresu, podaję więc nazwę ulicy R. Jedziemy w całkowitej ciszy do momentu, gdy zauważam, że obrana przez niego droga wiedzie pod całkowicie inny adres.
Cóż, pogrążyłam się w myślach, więc nie słyszałam, gdy zapewne tłumaczył mi szybszy objazd. Jedak nie. Zatrzymujemy się na ulicy D. Nie pojawię się tam, gdzie powinnam.
Eleganckim gestem otwiera moje drzwi od strony pasażera i w kolejnym, dziwnym, dziś ruchu, trzymając mnie w rękach jak pannę młodą, wnosi mnie do mieszkania na pierwszym piętrze przeciętnie wyglądającej kamienicy, stojącej mniej więcej w połowie ulicy D. Zabrania mi się odzywać, po czym otwiera drzwi oznaczone numerem "3", mówiąc: "powiedziałem, że ją tu przywiozę i dotrzymałem słowa, teraz wy".
Rozglądam się po dużym pokoju o powierzchni mniej więcej 30 m2. Ściany pomalowano na popielato. Mebli jest niewiele. W oczy rzuca się jedynie wysokie łóżko, jeśli można tak nazwać blat nakryty pościelą, oraz kilka foteli ustawionych wkoło, jak przy stoliku do kawy.

W tej chwili chcę jedynie wydostać się na zewnątrz, wiem jednak, że zależy im na mojej obecności, więc nie puszczą mnie zbyt łatwo. Ponadto całe ciało odmawia mi posłuszeństwa.
Podchodzi do mnie z wysoką szklanką pełną jakiegoś alkoholu i zachęca do picia. Nie musi tego robić. Z chęcią pozbędę się przynajmniej części świadomości. Wiedząc, co ma się stać, wolę nie przeżywać tego na trzeźwo.
Z dziwną ulgą spostrzegam, że alkohol działa inaczej. Widok się zamazuje, rozluźniam się tak bardzo, że chce mi się spać. Zauważam tylko, że przenosi mnie na jeden z foteli, po czym nie pamiętam już niczego.

Oślepiające światło powoduje ból głowy. Gdy otwieram oczy widzę pochylającego jego, pochylającego się nade mną. Całuje mnie w usta i mówi: "byłaś cudowna; pierwszy raz, naprawdę byłaś cudowna".


The 100 day song challenge: 19

Dzień 19: Piosenka, którą Twoim zdaniem, lubi wielu ludzi. 




Nine Inch Nails "Closer"




Najpopularniejszy utwór NIN, znany przez wszystkich korzystających z You Tube. Teledysk ten jest prezentowany na niektórych kierunkach filmowych jako przykład idealnego zgrania obrazu z dźwiękiem. Kontrowersyjny, jak i sama piosenka, jednak nie rażący, ponieważ przez tę powłoczkę przebija się obraz Trenta jako muzycznego geniusza. Tak mocne uderzenie było potrzebne, by o NIN usłyszał cały świat. "Closer" wielokrotnie klasyfikowano w pierwszej dwudziestce najlepszych piosenek lat dziewięćdziesiątych, co powinno stanowić dodatkową zachętę do poznania bliżej tego, grającego rock industrialny, zespołu. 

Na początek, po zapoznaniu się z zamieszczonym powyżej teledyskiem polecam posłuchać "Head like a hole", "Wish", "The perfect drug" oraz "Gave up" (w którym to utworze gościnnie występuje Marilyn Manson), następnie zaś warto zainteresować się kolejnym projektem Trenta- "How to destroy angels" (najpopularniejszym utworem jest "The space in beetween"). 
Mam nadzieję, że moje propozycje przypadną Wam do gustu.

piątek, 8 listopada 2013

The 100 day song challenge: 18

Dzień 18: Piosenka z roku, w którym się urodziłeś/aś



Alice in Chains "Man in the box" z albumu "Facelift"



Swego czasu był to mój ulubiony zespół, dobrze komponował się z nauką prawa. Obecnie nie zajmuje już zbyt wiele miejsca na liście odtwarzania, szczerze mówiąc pojawia się na niej bardzo rzadko, jednak gdy to się zdarzy, słucham go z przyjemnością. Równie dobry był inny projekt Lane'a "Mad season", którego zimne brzmienia wdzierają się do uszu by zasiedzieć się w nich na długo. Zarówno z Alice in chains, jak i z Mad season łączą mnie przyjemne wspomnienia i choć okres nałogowego ich słuchania uważam za zamknięty, swego czasu oba te zespoły idealnie wpasowywały się w moje muzyczne potrzeby. Jest to kolejna kapela, którą warto poznać.

czwartek, 7 listopada 2013

The 100 day song challenge: 17

Dzień 17: Piosenka z filmu (jaki to jest film?)


Rocky Horror Picture Show "Sweet Transvestite"




Film z gatunku tych, które trzeba obejrzeć, jeśli lubi się estetykę lat 70. Kiczowaty do bólu, jednocześnie tak w braku smaku konsekwentny, iż stanowiący swoiste arcydzieło kinematografii. Wybrana przeze mnie piosenka jest najbardziej znaną z tego musicalu, stanowi jego esencję, choć muszę przyznać, że wahałam się czy zamiast niej nie wstawić "Time warp" pochodzącej również z RHPS. Z miejsca nadmieniam, film ten nie ma nic wspólnego z horrorem, jest specyficzną komedią idealną na wieczory, gdy zależy nam na odstresowaniu. Przy nim nie da się myśleć i nie jest to krytyka.

środa, 6 listopada 2013

The 100 day song challenge: 14, 15, 16

Dzień 14: Piosenka z dobrym teledyskiem. 


"Cell block tango" z musicalu Chicago (a dokładnie z jego filmowej wersji)



Dobra piosenka z niezłym układem choreograficznym, równie dobrą grą świateł klimatem. Nie jest to może typowy teledysk, lecz część filmu, jednak pasuje tu najbardziej. Sam zaś musical jest niezłym pomysłem na spędzenie leniwego, jesiennego wieczoru.



Dzień 15: Piosenka, której nienawidzisz.

Tu znalazłabym wiele pozycji, jednak niestety nie znam ich tytułów, pokieruję się więc kryterium wspomnień. 



The Gathering "Strange Machines"


W tym wypadku sprawa jest dość skomplikowana, ponieważ lubię trip hop, od czasu do czasu to on jest gatunkiem pozwalającym mi się zrelaksować i najlepiej oddającym stan ducha, jednak zespół "The Gathering" pojawił się w moim życiu w dość szczególnych okolicznościach, które były przyczyną wielu ciężkich wrażeń. Pewne osoby są tu zbyt podobne do innych, zaś muzyka zbyt powiązana z cudzymi emocjami, by mogła sprawiać mi przyjemność. Za każdym razem, gdy słyszałam jakikolwiek utwór tego zespołu przed oczami pojawiały mi się cudze wspomnienia, co sprawiało intensywny ból. Skutkiem tych przeżyć "The Gathering" trafia u mnie do szufladki z napisem "otworzyć w celu wpędzenia się w dołek psychiczny".Samą zaś piosenkę wybrałam przykładowo, jako jedną z częściej włączanych mi tego zespołu.


Dzień 16: Piosenka, którą lubisz, ale nie lubią jej Twoi znajomi. 

Z kolei tu mam duże pole do popisu, wystarczy wymienić jakikolwiek z moich ulubionych zespołów, by mieć pewność, że każda z jego piosenek będzie nielubiana przez moich "realnych" znajomych; realnych, bo wśród znajomych internetowych sprawa przedstawia się wręcz odwrotnie, co mnie cieszy. Wydaje mi się jednak, iż jest jedna piosenka, której nie lubią wszyscy moi znajomi.

Guns n' Roses "You're crazy"


Lubię Gunsów i choć okres nałogowego ich słuchania skończył się już dawno, wciąż odczuwam do nich sentyment oraz wiążę z nimi wiele przyjemnych wspomnień. Chyba każda, słuchająca muzyki rockowej osoba, miała w swoim życiu czas, gdy to właśnie Guns n'Roses byli na pierwszym miejscu listy odtwarzania.Od takich zespołów się zaczyna i nie uważam by było czego się wstydzić, w końcu przed rozpadem zespół ten grał porządny rock. Co prawda w radiu puszczano głównie łagodniejsze utwory, jednak w dorobku G'n'R jest wiele klasycznie rockowych piosenek. Wartym poznania utworem jest również "Dust n' bones", lekko zahaczający o blues i traktujący o niezobowiązującym podejściu do życia.




niedziela, 3 listopada 2013

The 100 day song challenge: 13

Dzień 13: Ulubiony cover (wiesz kto śpiewa oryginalną wersję?)




Mogą być dwa? Będą dwa.



The Doors "Alabama song (whiskey bar)"



Właściwie wiersz, pierwotnie zaprezentowany w wersji muzycznej w roku 1927 przez Kurta Weila w przedstawieniu pt "Mahagonny". 




I oczywiście

Guns n Roses "Knockin' on the heaven's doors"





Czyli cover piosenki Boba Dylana.


Pierwszy jest bardzo osobliwym utworem, pierwotnie traktującym nie o dziewczynkach, a o chłopcach. Drugi zaś swego czasu był najpopularniejszym istniejącym coverem. Który jest lepszy, pozostawiam Waszej ocenie, sama czuję jednak tak duży sentyment do obu z nich, że nie jestem w stanie wybrać jednego. 

sobota, 2 listopada 2013

The 100 day song challenge: 12

Dzień 12: Piosenka zmarłego artysty. 


Wyjątkowo trafne kryterium, ponieważ przypada akurat w dzień wspominania zmarłych (zaduszki).

Dzisiejszy wybór nie będzie żadnym zaskoczeniem dla osób, które w jakikolwiek sposób mnie znają. Po prostu nie mogę w tym miejscu zaprezentować kogoś innego niż Jim Morrison, swoją drogą, oddając tym samym hołd Rayowi Manzarkowi. 



The Doors "Shaman's blues"



Tego głosu można słuchać bez końca, jest to jeden z zespołów od których zaczęła się moja świadoma przygoda z dobrą muzyką. Nie będę rozpisywać się o przymiotach wokalisty, wyrażę jedynie opinię, iż bez Manzarka zespół ten nigdy nie odniósłby sukcesu. Jeśli jakimś sposobem nie znasz tego zespołu, proszę posłuchaj zamieszczonego powyżej utworu, który mam nadzieję przypadnie Ci do gustu i zachęci do szukania odpowiadającej Ci muzyki na własną rękę, które to poszukiwania, mimo, że często mozolne, dają wiele radości, ponieważ muzyka jest niczym mniej i niczym więcej jak tylko odzwierciedleniem naszej psychiki. Warto więc szukać do skutku.

piątek, 1 listopada 2013

The 100 day song challenge: 11

Dzień 11: Piosenka artysty, który Ci się podoba/przyciąga cię.


Wybór jest ciężki, ponieważ podoba mi się niewielu artystów, a ci którzy zaliczają się do tej grupy będą pojawiać się jeszcze w kolejnych postach z tej serii. Tym razem postawię na Petera Murphy'ego- człowieka o pięknych oczach. 



Bauhaus "In fear of fear"




Jest tu pewna powtarzalność z mojej strony, jednak nic nie poradzę, na fakt, iż obecnie ten właśnie artysta najbardziej odpowiada kryterium dnia 11. 

Polecam obejrzenie całego koncertu, z mojej strony w następnych postach postaram się nie powtarzać i przedstawiać ciekawe, być może słabiej znane ogółowi, propozycje.