środa, 9 lipca 2014

Barowe przygody vol 2

Tym razem rozśmieszył mnie weekendowy podrywacz intensywnie zagadujący moją koleżankę. Ot, przystojny, młody, może trochę natarczywy mężczyzna, który całkowicie rozbroił nas obie końcowym stwierdzeniem podsumowującym jego nieudaną próbę nawiązania znajomości: "chcecie uciekać? to uciekajcie :(". Jak na razie był to najbardziej uroczy nieudany podryw, jakiego byłam świadkiem. Prawdziwie śmiesznie okazało się być jednak dopiero po dotarciu do domu, gdy wyszło na jaw iż długowłosy pan ani nie jest młody, ani też nie jest wolny. 30 lat na karku, a na fb status mówiący "w związku" wystarczyły, by chwilę przed snem porządnie się pośmiać.

Każda z barowych przygód (których jest nieskończenie wiele) kończy się jednym i tym samym stwierdzeniem. Ludzie to dwulicowe kreatury. Każdy, dosłownie każdy, z kim stykam się w taki czy inny sposób podczas wieczornych wyjść, okazuje się być mężczyzną w stałym związku. Co prawda żadnemu z nich nie udało się zainteresować sobą ani mnie, ani koleżanek, jednak noc bywa długa, więc jestem prawie pewna, że koniec końców nasi fantomowi znajomi skutecznie poderwali przynajmniej jedną osobę płci żeńskiej. Nie chcę generalizować mówiąc "każdy facet jest właśnie taki". Byłoby to wysoce niesprawiedliwe, ponieważ istnieje wielu mężczyzn, którzy zachowują się honorowo i myślą mózgiem przed faktem. Z drugiej strony istnieje również wiele będących w związkach kobiet, które na co dzień udają idealne partnerki, zaś swoje wieczorne wyjścia ze znajomymi zamieniają w zawody typu "kto weźmie więcej".

Głównym punktem moich rozważań jest myśl mówiąca: dlaczego osoby, które nie są przekonane co do idei związku, na siłę w związkach trwają?

Hipokryzja, która rani stronę słabszą. Wypacza istotę bycia z kimś i zniechęca. Nie dziwię się, że mężczyźni nie chcą się wiązać, skoro w przeszłości trafiali na tak niepoważne dziewczątka (ciężko nazwać takie kobietami). Tak, dziewczyno. Zachowuj się jak ostatnia księżniczka, stwórz sobie pantofla, który będzie cię nosił na rękach, tylko po to, by przy wieczornych wyjściach ze znajomymi zaspokajać swoją prawdziwą potrzebę.

Nie mam nic przeciwko niedojrzałości, w końcu sama jestem osobą o psychice pięcioletniego dziecka. Uważam jednak, iż wszystko ma swoje granice. Granicą zaś niedojrzałości powinno być miejsce, w którym zaczynamy ranić kogoś innego. Nie jest istotnym, że "nigdy się nie dowie". Tylko skrajnie niedojrzała osoba może uważać, że jest na tyle doskonałym aktorem, który ukryje swoją prawdziwą naturę. Jeśli zaś za taką się uważasz- brawo, jesteś psychopatą, co wbrew panującej obecnie modzie wcale nie stanowi powodu do dumy. Wręcz przeciwnie. Psychopatię można i należy leczyć.

Jesteś człowiekiem niedojrzałym, lubisz się bawić, zmieniać miejsca i ludzi- świetna sprawa, mam tak samo. Wszystko jednak pociąga za sobą konsekwencje. Jeśli uważasz, że życie to seks i pieniądze- spoko, taki twój styl bycia, masz do tego pełne prawo. Jednak oprócz praw masz też obowiązki, a najważniejszym z nich jest obowiązek panowania nad swoimi spodniami i spódnicami. Uwierz, zakładanie sobie pasa cnoty potrafi ułatwić bardzo wiele. Po co więc sobie utrudniać?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?