środa, 16 lipca 2014

Easy-going

Jest w każdym środowisku. Każdej subkulturze, kręgu znajomych, uczelni. Imprezowa dziewczyna. Poznaje niezliczoną ilość ludzi. Zaprzyjaźnia się w ciągu godziny, następnie równie szybko te znajomości traci. Zawsze sama. Niezależna. Wyszczekana. Bawi się najlepiej. Zna wszystkich, a wszyscy znają ją. Nikt nie zaprasza jej z "osobą towarzyszącą", ponieważ wiedzą, że takowej nie posiada. Mówią: "taki już ma styl bycia; nikomu nie szkodzi; dopóki nie ma kwasu, niech przychodzi". Przychodzi więc. Przychodzi na każdą możliwą imprezę. Bawi się całą noc. Czasem pozna kogoś, z kim ją spędzi. Nie jest to jednak norma, ponieważ wie, jak skończy się kolejna znajomość. Wie i nie ma ochoty tego przeżywać. Czasem jednak to robi. Z potrzeby ciała czy ducha- sama nie wie. Nie ma sensu jej o to pytać, ona nawet nie wie czego chce.

Bawi się więc. Najgłośniej i najdłużej. Tak długo, aż nie trzyma się na nogach. Inaczej nie uśnie. Inaczej będzie siedzieć w domu, zastanawiając się, co z nią jest nie tak. Przecież jest "fajną dziewczyną". Stara się dbać o ciało i umysł, pociesza w razie potrzeby, chętnie wyciąga na piwo czy częstuje obiadami i deserami. Można z nią kraść konie. Siedzi więc. Siedzi i myśli, dlaczego to ona zawsze musi być sama. Nie widzi, że mimochodem zaplątała się w pułapkę "fajnej dziewczyny"- osoby bez potrzeb. Osoby, która daje, a gdy już zdarzy jej się wziąć- oddaje z nawiązką. Nie dostrzega tego. Całymi nocami więc rozmyśla. W dzień zaś nie może spać. Zapaść w objęcia Morfeusza; nawiasem mówiąc jedyne, na jakie może liczyć; udaje jej się tylko w stanach skrajnego wyczerpania. Jeśli więc się bawi, robi to do upadłego, a jeśli pracuje-pracuje fizycznie.

Autor nieznany, znalezione na http://amour-van-nebula.tumblr.com/


Cieszy się (tak, czasem nawet szczerze), gdy uda jej się zmęczyć tak bardzo, że może spać. Jedyne co ją cieszy, to wyczerpanie. Brak energii. Brak myśli. Brak, w trakcie którego nie odczuwa braku przyjaciela. Budzi się w południe, czym sprawia wrażenie skrajnie nieodpowiedzialnej. Za taką zresztą się uważa. Przez dobre pół godziny czesze włosy, by poprawiać sobie humor ich budzącym zazdrość kolorem. Ćwiczy, żeby nie móc powiedzieć złego słowa na temat swojego ciała. Próbuje się uczyć, jednak czuje się jak wydmuszka, którą jest. Czy człowiek bez przyjaciela może nie być wydmuszką?

Wieczorem pustoszeją ulice, zaczyna się więc powoli ubierać, nakłada makijaż, układa włosy. Kołysząc biodrami schodzi po schodach. Zerka w lusterko, kontroluje mimikę. Jest dobrze. Wychodzi. Ma całe siedem godzin na zużycie energii i powolne ukołysanie do nieświadomego snu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?