piątek, 4 stycznia 2013

Wyjście

Po pustym w zaproszenia sylwestrze, jak to w tym roku było u większości ludzi, przypałętał się noworoczny kryzys. Właściwie jest on ciągły od około 2 lat, ale nazywanie go mianem tymczasowego pozwala oswoić się z tym stanem. W ramach zaprzestania zrzędzenia robię tort czekoladowy i zestaw ćwiczeń:
na uda
na pośladki
na "klatę" :D

Samotność boli, ale dzięki niej można łatwiej dążyć do perfekcji w samodoskonaleniu. Dlatego też podejmuję się nawet nauki łaciny, która może  być pomocna w późniejszej nauce prawa. Staram się przekuć jeden z moich antytalentów w zdolność i mam nadzieję, że uda mi się to zrealizować.

Coraz lepiej czuję się w gorsetach i powoli zaczynam podporządkowywać do nich swój styl ubioru. Może wyjść z tego coś ciekawego. ;)

Ciągły brak pracy na horyzoncie daje się we znaki nie pozwalając na jakiekolwiek ekstrawagancje, ani też na częstsze niż raz na dwa miesiące spotkania ze znajomymi. Pewnie przez ten czas wykruszy się jeszcze więcej znajomości, więc idę do przodu z nadzieją na to, że w moim psychicznym otoczeniu pozostaną jedynie wartościowe osoby.

Większość chwil choć trochę lepszych od szarej codzienności skrupulatnie zapisuję w głowie, by mieć do czego wracać w razie pogorszenia mojego stanu.

Ciężko przyznać się przed sobą, że czasem okoliczności potrafią mieć na nas wpływ większy niż my sami, ale wydaje mi się, że zrozumienie tego może stanowić jakiś postęp w poprawie własnego stanu psychicznego. Nadal pogrążam się w pewnych skazanych na niepowodzenie (przez kogo?) elementach życia, będących dla mnie o wiele bardziej istotnymi niż można to sobie wyobrazić, mało powiedzieć, że cenię je bardziej niż siebie.

Właśnie o to chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?