wtorek, 8 stycznia 2013

120 dni Sodomy

"120 dni Sodomy, czyli szkoła libertynizmu" (fr."Les cent vingt journees de Sodome ou l'Ecole du libertinage")- powieść markiza Donatien Alphonse Francois de Sade, ukończona w listopadzie 1785 roku, podczas odbywania przez autora kary w Bastylii. Przez długi czas pozostawała powieścią niedostępną dla szerokiego grona odbiorców, przekazywana była z rąk do rąk w ścisłym, zaufanym gronie. Wydana została dopiero w XX wieku, zaś obecnie najczęściej występuje w formie e-booków.

Sam termin sado-masochizm, jako określenie seksu bazującego na przemocy i upokorzeniu, wziął się z połączenia nazwisk dwóch autorów: markiza de Sade oraz Leopolda von Sacher-Masocha, autora powieści "Wenus w futrze".

Jest to najsłynniejsza powieść erotyczna wszech czasów, oraz najbardziej popularne dzieło markiza de Sade. Trwająca 4 miesiące akcja książki toczy się w zamku Silling, będącym miejscem odciętym od świata, pod koniec okresu panowania Ludwika XIV. Głównych bohaterów stanowi czwórka bogatych libertynów, wybierająca zgodne ze swymi wymaganiami grono 42 osób różnej płci i wieku, charakteryzujących się cechami takimi jak: ponadprzeciętna uroda, doświadczenie, młody wiek, sprawność fizyczna. Treść podzielona jest na  rozdziały, z których każdy odpowiada jednemu miesiącowi pobytu. Narratorkami są tutaj cztery prostytutki nazywane: Duclos, Champville, Martaine, Desgranges. Każda z nich ma  zadanie opowiedzenia 150 opowieści erotycznych wziętych z własnego życia w ciągu miesiąca. Gdy któraś ze słyszanych historii szczególnie przypadnie do gustu czwórce głównych bohaterów, natychmiast zostaje zrealizowana. Celem pobytu łącznie 46 osób w Silling jest oddawanie się wszystkim zakazanym przez kościół praktykom seksualnym, w związku  z czym znajdziemy tu, na przykład praktyki homoseksualne, seks grupowy, seks sado-masochistyczny i inne.

Powieść ta jest tylko i aż tym, co zapisane w tytule. Nie ma w niej jakichkolwiek wartości artystycznych, chyba, że uznamy za taką przełamywanie tematu tabu(cokolwiek naciągane). Słownictwo użyte w tym dziele odebrałam jako ubogie oraz zbyt wulgarne, nawet jak na powieść tego typu. Książkę tę odbieram jako wyraz buntu przeciw obowiązującym regułom społecznym, niestety nie jestem w stanie traktować jej jako beletrystyki, ponieważ piękno nie występuje w niej w żadnej formie. Bardzo ciężko przebrnęłam przez tę powieść, ponieważ styl, w jakim jest napisana najlepiej określić można mianem siermiężnego. Moim zdaniem sława "120 dni Sodomy"  znacznie przerasta jej realną wartość na rynku literatury erotycznej, a zainteresowanym dziełami markiza de Sade polecam jego późniejsze, przekorne i interesujące dzieła takie jak "Zbrodnie miłości", czy "Niedole cnoty" będące w moim odczuciu lekkimi erotykami, z typowym dla XVIII wieku, wtrącanym na koniec usilnym i sprzecznym z treścią morałem. 



                                                       Powyżej okładka wydania polskiego.
Ponownie przepraszam za brak akcentów, których na razie nie umiem dodawać na blogu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?