czwartek, 7 kwietnia 2016

AW

Przy każdym kolejnym poranku coraz bardziej nie potrafię pojąć dlaczego boimy się samotności. Z gruntu każdy z nas jest samotny już od pierwszych sekund życia. Pseudoautorytety wmawiają rodzicom, że priorytetem jest dziecko nauczone do życia w społeczeństwie. Poświęcają temu tyle uwagi, że przez tresurę już w podbazie powoli celem staje się uniknięcie samotności jako takiej i nic, że rok wcześniej najlepszą zabawą było siedzenie w ciszy i czytanie książek, układanie puzzli, budowanie z klocków. Tresura daje się we znaki na tyle mocno, że w wieku około 18 lat, podczas wyprowadzki z domu rodzinnego, za cel podświadomie obrana jest utrata samotności. Tak właśnie, utrata czegoś cennego, co pozwala poczuć się dobrze ze sobą. Jedynie w swoim własnym towarzystwie można zrzucić wszystkie maski, nie zastanawiać się jak kto nas odbierze, w jaki sposób jesteśmy obgadywani. Dlaczego więc tak komfortowy stan jest negowany przez ciągłe pranie mózgów? Może łatwiej jest rządzić jednostkami słabymi, które za wszelką cenę chcą się przypodobać, dopasować, bo co będzie jeśli nie będę mieć grona znajomych, związku, przeciętnej pracy. Otóż nic. Nie stanie się nic oprócz tego, że będę żyć zgodnie ze sobą, bardzo możliwe, że jako szczęśliwy człowiek, a to właśnie szczęście powinno być celem nadrzędnym. Zdrowy egoizm jest zdrowy. Osoba zadowolona ze swojego życia zazwyczaj chce się tym dzielić z innymi, czyli dbając w 8/10 o siebie, wynik będzie na tyle dobry, że pozostałe 2/10 będziemy mogli poświęcić być może tym, którzy potrzebują naszej uwagi. Zapewne nie każdemu się to spodoba, i bardzo dobrze. Nie musi. Niech słabsze jednostki dalej posiłkują się plotkami o tych, którzy są sobą, w ten sposób łatwiej będzie oddzielić ziarno od plew, a w konsekwencji przekonać się kto naprawdę zasługuje na którąś z 2/10 czasu.

1 komentarz:

  1. Samotność, społeczeństwo - trzeba być gdzieś pośrodku.

    OdpowiedzUsuń

Co o tym sądzisz?