wtorek, 22 kwietnia 2014

Norwegian Wood

Uwaga, to nie będzie standardowa recenzja, ponieważ i książka nie jest pozycją standardową. Murakamim zainteresowałam się w zeszłym roku, jednak moja lista lektur była pełna tak wielu tytułów, że przez dłuższy czas jedyną powieścią tego autora przeczytaną przeze mnie była "Kronika ptaka nakręcacza", która zachęciła mnie do zgłębienia twórczości tego, tak popularnego ostatnimi czasy, artysty.

W okolicach lutego tego roku, siedząc ze swoim wspaniałym humorem i innymi ciekawymi rzeczami na fb, zauważyłam status koleżanki, który okazał się być cytatem z jeszcze innej powieści Murakamiego, ona jednak, całkowicie w ciemno, poleciła mi "Norwegian Wood". Uznałam, że nowa książka może poprawi mi humor, więc gdy zauważyłam ją w Matrasie, na dodatek przecenioną, nie zastanawiałam się długo. Po powrocie do domu zaczęłam lekturę i już pierwsza strona sprawiła, że połączyła mnie z nią, jakże egzaltowana, relacja miłość-nienawiść. Po prostu trzymałam w rękach ni mniej, ni więcej, jak tylko książkę o własnym życiu, napisaną w 1987 roku.

Już pierwsze zdania tej powieści dosłownie wbiły mnie w fotel swoją intymnością oraz adekwatnością:

"Zastanawiałem się nad tym, co do tej pory utraciłem, nad straconym czasem, na ludźmi, którzy umarli albo odeszli, nad myślami, które już nie wrócą."

Kolejne zaś strony tylko utwierdzały mnie w przekonaniu, że trafiłam na wyjątkowy literacki zbieg okoliczności, na chwilę obecną pierwszy i jedyny.
Sposób, w jaki powieść oddziaływała na moją psychikę sprawił, że czytałam ją dwa miesiące (zazwyczaj tydzień to okres w którym dokończę wyjątkowo nudną lekturę). Co warto nadmienić, czytanie jej odbywało się w sposób inny niż do tej pory, mianowicie, by czytać "Norwegian Wood", musiał być dzień "Norwegian Wood". Lekturę tę byłam w stanie czytać jedynie w określonym stanie ducha, pozwalającym mi w pełni ją docenić. Tak więc, gdy niedzielnym, wielkanocnym rankiem natrafiłam na te słowa:

"Brnąłem jakoś przez kolejne dni, prawie nie podnosząc głowy. Jak okiem sięgnąć, widać było tylko bezkresne bagno. Stawiałem prawą nogę, po niej podnosiłem lewą, potem znów prawą. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Nie byłem pewien, czy idę we właściwym kierunku. Szedłem tylko po prostu przed siebie, bo trzeba było gdzieś iść."

poczułam się, jakbym właśnie przeczytała podsumowanie swojego życia, a przynajmniej jego ostatnich czterech lat. Ten cytat to moje życie począwszy od roku 2010.

"-Gdzie teraz jesteś? -Gdzie JA teraz jestem? Nie miałem pojęcia. Co to za miejsce? Widziałem jedynie niezliczone postacie ludzi zmierzających nie wiadomo dokąd. Wzywałem (...) z samego środka nikąd."

Ktokolwiek wchodzi na ten blog i czyta posty, czując, że mają z nim coś wspólnego- niech przeczyta "Norwegian Wood". Gwarantuję, że jeśli czujecie się podobnie jak ja, odnajdziecie się w tej powieści.

2 komentarze:

  1. Ta książka jest niezwykła. Niesamowita. Inne powieści Murakamiego też mi się bardzo podobają, jednak Norwegian Wood...trafiło w moje serce jak nic innego. Może nawet przeczytam ją drugi raz niedługo, ale trochę boję się konsekwencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to książka, która trafiła do mniej w idealnej chwili, dzięki czemu zapamiętam ją na bardzo długi czas, a może i na zawsze.

      Usuń

Co o tym sądzisz?