sobota, 5 kwietnia 2014

Kula zaszyta w ranie

Na archaicznych filmach wojennych możemy czasem zaobserwować żołnierzy (opcjonalnie kombatantów), którzy z braku odpowiednich warunków zaszywają ranę bez wyjmowania kuli. Nie będę odnosić się do tego od strony medycznej, ponieważ to całkowicie nie moja działka, użyję tego jedynie jako przykładu. Przykładu, że da się funkcjonować z nieoczyszczoną raną nawet wiele lat. Co więcej, po jakimś czasie przestaje ona boleć, a ta wciąż obecna kula staje się częścią człowieka, a czasem przedmiotem opowieści, zaś samo myślenie o otworzeniu rany w celu jej wyjęcia, sprawia ból pomieszany ze strachem. Tak więc, niektórzy trwają z kulą, traktując ją jak coś, co już do końca będzie im towarzyszyć. Oczywiście z racjonalnego punktu widzenia jest to głupota, lepiej przecież oczyścić ranę i pozwolić jej się porządnie zagoić, a towarzyszący temu zabiegowi ból potraktować jako zło konieczne, które jednak minie zostawiając nas w o wiele lepszym stanie niż przed tą ingerencją. Tu jednak trzeba nadmienić, że człowiek nie jest istotą racjonalną, często woli zostawić to tak, jak jest, z obawy przed swoją słabością i starciem się z bólem. Nie ma sensu koloryzować: boli, ale jest konieczne. Niektóre rzeczy po prostu trzeba zrobić, ponieważ zostawienie ich takimi, jakie są, powodować może tylko negatywne konsekwencje.

Czasem trzeba się cofnąć do miejsca, w którym zostawiło się zgubę. Poszukać jej na spokojnie, w samotności. W złej pogodzie. Nie czekać na odpowiedni dzień, tylko zacząć działać. Nie mam pojęcia jak szybko i czy w ogóle będzie lepiej, ale stanie w tym samym miejscu, w którym stałam kiedyś, powoduje, że czuję jakby coś mnie pchało. Ciało na przemian staje w miejscu i pcha mnie do przodu bez mej zgody, czuje się przeszłość, która nie jest z tyłu, ale obok, na wyciągnięcie ręki. Ona cały czas jest.

Idę ścieżkami, którymi swego czasu, w innych okolicznościach chodziłam bardzo często i czuję się dziwnie. Niby inaczej, ale tak samo, niby tak samo, ale inaczej i w pewnych chwilach cieszę się, że wygląda to właśnie w ten sposób. Duchy? Jedyne duchy, które naprawdę istnieją, to duchy miejsc, które wiązały się z naszymi ukochanymi osobami. Potrafią bardzo skutecznie wystraszyć przed życiem, uważajcie na nie i nie chodźcie z zanieczyszczoną raną. Będzie boleć, ale niektóre rzeczy zrobić trzeba. Od czasu do czasu wręcz należy spalić jeden most, żeby móc zbudować kolejny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?