niedziela, 15 września 2013

Kiedy byłem dziełem sztuki

 "Nie ma nic bardziej względnego niż piękno. Jedna róża to piękno. Dziesięć róż to coś drogiego. Sto róż to nuda."

  Erich Emmanuel Schmitt to znany wszystkim autor "Oskara i pani Róży", przyjemnej i smutnej, ale również nieco przegadanej książki na temat przemijania. W tym miejscu opiszę jednak inną powieść jego autorstwa, książkę pod tytułem "Kiedy byłem dziełem sztuki" (tytuł oryginału "Lorsaque j’étais une œuvre d’art") wydaną w oryginale w roku 2002, zaś w  Polsce nakładem wydawnictwa Znak w roku 2007 tłumaczeniu   Marii Braunstein.

   Głównym bohaterem powieści jest dwudziestoletni mężczyzna imieniem Tazio Firelli, człowiek żyjący w cieniu swych pięknych braci, mający zaniżone poczucie własnej wartości. Jest on zdecydowany popełnić samobójstwo, gdy spotyka na swej drodze artystę nazwiskiem Zeus Peter Lama. Nowo poznana ekscentryczna postać proponuje młodemu bohaterowi niecodzienny układ: Tazio zostaje zaproszony na jeden dzień do domu artysty, przy założeniu, iż jeśli w tym czasie nie odzyska chęci do życia Zeus osobiście pomoże mu w popełnieniu samobójstwa. Firelli, nie mając nic do stracenia zgadza się, zaś sama wizyta staje się zaskakująca w skutkach: dwudziestolatek ma szansę zostać dziełem sztuki; ubóstwianym, podziwianym, popularnym przedmiotem. Tak, przedmiotem, ponieważ jedynym warunkiem zaproponowanego przez Lamę układu jest zrzeczenie się przez Tazia człowieczeństwa. Mimo absurdalności tego wymagania, bohater chętnie przyjmuje, mającą odmienić jego życie, propozycję. Od tego momentu wszystko obraca się o 180 stopni. 

    W tym również miejscu lekko i ironicznie rozpoczęta powieść nabywa znacznego ciężaru, nie pozostaje w niej już nic z początkowego podejścia, próżno również szukać cytatów takich jak ten:

 "Proszę mnie zostawić w spokoju, jestem zajęty. Popełniam samobójstwo"

Książka staje się dość niespodziewanie ciężkim traktatem na temat (nie)zbywalności godności ludzkiej oraz bezcelowości sztuki nastawionej jedynie na szokowanie. Akcja jest dobrze prowadzona, słownictwo nie na tyle bogate by zmieszać przeciętnego czytelnika, ale również nie na tyle ubogie, by przeszkadzało. Powieść tę czyta się bardzo szybko, nie mogłam się od niej oderwać, co jest całkiem sporym osiągnięciem. Niestety, wchodząc głębiej w treść książki nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż posiada znamiona moralizatorskiej powiastki Paulo Coelho. Autor nie pozostawia miejsca na domysły, wręcz narzuca swój tok rozumowania, co, mimo, iż podzielam w tym miejscu jego poglądy, odbiera część zadowolenia z powieści.

   Jest to książka dobra: świetny pomysł, doskonały początek, problem nad którym warto się zastanowić, dobrze prowadzona akcja, sprawiają, iż "Kiedy byłem dziełem sztuki" to powieść idealna na wolny, leniwy dzień, dla osób, które nie przepadają za "odmóżdżającymi" czytadłami. Z uwagi na dość drastyczne jak na główny nurt wydawniczy szczegóły, nie polecam jej jednak osobom wrażliwym.


Ocena końcowa: 7/10








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?