wtorek, 24 czerwca 2014

Cykliczność

Zmienne pory roku. Powtarzające się godziny. Cykliczność.
Okres suszy i urodzaju. Piękna i brzydoty. Cykliczność.
Pół roku układania od zera, by wszystko zawaliło się niczym domek z kart. Cykliczność.

Nieważne co, jak i gdzie zrobię. Pewne jest tylko, że co sześć miesięcy będę musiała zaczynać od zera. Żyję tylko pół roku, potem psychicznie umieram, aby narodzić się na nowo. Wyjście z tej zabawy ma sens tylko w momentach lepszych. Wychodząc w okresie szczytowym oszczędzam sobie cierpienia, gdy zaś dojdzie już do schyłku nie ma potrzeby znikać, ponieważ zapowiada to półroczny okres spokoju.

Piekło. Cykliczność. Czyściec. Piekło. Cykliczność.

Nie mogę myśleć, ale skutkuje to oblewaniem egzaminów.
Muszę myśleć, ale skutkuje to pogłębiającymi się stanami depresyjnymi.

Co jest ważniejsze? Egzaminy czy ja?
Egzaminy. Bez nich nie będzie i mnie. Bez nich będę zerem bez wykształcenia.
Jestem tworem skazanym na myślenie i wieczny kac moralny.

Trudno. W tym momencie mam jeszcze pół roku, by zdecydować czy będzie jakieś "dalej".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?