wtorek, 20 maja 2014

Księżniczka

Dorastałam w przekonaniu, że jestem osobą wartościową. Człowiekiem wartym rozmowy i zainteresowania. Interesującym stworzeniem. Niebrzydką dziewczyną. Słowem-osobą, która nie będzie mieć pod górkę. Osobą, której się chce, o którą się zabiega, z którą lubi się rozmawiać. Niestety, życie "dorosłe" zweryfikowało z trudem wpojone przez rodziców poglądy. Nie spełniło się nic z powyższych. Gdy potrzebuję kontaktu, muszę stoczyć o niego prawdziwą bitwę, gdy chcę być traktowana jako partner do rozmowy nie mogę pokazywać się na oczy. Muszę wszystko udawać. Ludzie nie walczą i walczyć nie będą o moje zainteresowanie. Jest wprost przeciwnie. Jestem, gdy czegoś potrzeba. Gdy ja potrzebuję, staję się niewidzialna. Z tego też powodu nie zamierzam posiadać dzieci. Po co tworzyć kolejną jednostkę? Jednostkę, którą można wychować na dwa sposoby, przy czym każdy z nich jest zły. Pierwszy polega na utwierdzaniu dziecka o jego wartości, co gwarantuje wspaniałe dzieciństwo i depresyjne życie po ukończeniu pełnoletniości, drugi zaś, polegający na konfrontacji dziecka z prawdą już od małego, powoduje zniszczenie całego świata małego człowieka. Trzeciej możliwości nie ma, dlaczego więc ludzie są tak okrutni i z ochotą oddają się prokreacji? W tym miejscu znów widzę dwie możliwości: przyjemność oraz chęć pozostawienia po sobie śladu. Obie są dla mnie niezrozumiałe, ale za to wyjątkowo łatwe do zbicia. Przyjemność jest chwilowa i wcale nie tak atrakcyjna, jak mogłoby się wydawać; zaś zostawienie śladu poprzez kolejną jednostkę chcącą tego samego kojarzy mi się jedynie ze ślimaczym śluzem na brudnej ulicy. Nie ma o co zabiegać. Bez tego też można żyć, może nawet spokojniej i w stanie bliższym szczęściu, nie zagłuszanym obawami natury moralnej. Nie warto poświęcać czegokolwiek dla kilkunastu minut. Lepiej zużyć je na cofnięcie się na przystanek i powrót do domu, zanim zdążymy się upodlić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?