sobota, 22 marca 2014

I was wrong

Przede wszystkim ta doskonała piosenka The Sisters of Mercy.
Po raz kolejny coś, co trafia do mojego oziębłego serca.

Słowa brzmią atrakcyjnie, szkoda, że zostają tylko słowami. Eldritch mówi: "mogłem ci wierzyć, ale tego nie zrobiłem". Eldritch postąpił dobrze, jednak nie zgodzę się, że w swym zdaniu się pomylił, wręcz przeciwnie. U mnie zawsze wygląda to inaczej. Nie mogę słuchać, ale słucham, by następnie wypominać sobie, że popełniłam błąd.Cierpiący ludzie są świetni. Inspirują. Jeśli tylko nie są mną.

Nie chcę nic nigdy czuć. Znaczy to, że jestem szczeniakiem? Mam nadzieję, że nikt tak nie uzna, ponieważ jest przeciwnie. Mam dość być osobą "bardziej". "Bardziej wszystko". Nie chcę, nie chcę, nie chcę tego. Niech się w końcu skończy. Jakkolwiek, ale jednak. Chcę doczekać końca i nie czuć nic.

Nie czuć tego nieopisanego smutku, gdy spacerując po swoim ukochanym mieście widzę ludzi, którzy nie są sami i chce mi się wyć. Nie czuć się frajerem, którego można wystawiać bez konsekwencji. Nie czuć się debilem, nie mającym nic ciekawego do powiedzenia.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że cierpimy sami i umieramy w samotności.Wmawiam to sobie każdej sekundy mojego nędznego życia, które staram się czasem spożytkować na poprawianie humoru bliskim. Dlaczego więc czuję się samotna? Nigdy nie byłam nie-sama. Zawsze jestem na widoku- sama. Gdy potrzebuję rozmowy- sama. Gdy chcę podzielić się radością- sama. Nie dziwi więc, że jeśli już spotykam się z ludźmi staram się stworzyć wokół siebie otoczkę człowieka bezproblemowego i zadowolonego z życia.

Prawda jest taka, że przy tej bezsensownej wegetacji trzyma mnie jedynie jakaś dziwna wyższa siła, której nie umiem nazwać. Gdyby nie ona, nie istniałabym już od co najmniej 7 lat. Nie wiem, czy mam być jej wdzięczna, czy wręcz przeciwnie. Żyję, ale samotnie i z poczuciem beznadziejności. Czy to ma sens?

Moja wolność ogranicza się do wyboru stylu życia, ale cóż, jeśli moim wyborem jest nie żyć? W takiej sytuacji jestem pozbawiona wyboru. Wszyscy wesoło zmuszają do życia. Nie rozumieją, że ja nie chcę. I tak nigdy nikogo nie ma, gdy potrzebuję.W najgorszych momentach zawsze jestem sama.Gdy spadam- jestem sama. Ludzie pojawiają się dopiero, gdy się podnoszę i przestaję ich potrzebować i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znikają, gdy mogliby pomóc.

W zasadzie dlaczego ktoś miałby mi pomagać? I tak nic nie znaczę, a trup zawsze jest fajnym powodem do towarzyskich pogawędek na imprezie.

Myliłam się myśląc, że chcę być kimś, z kimś i robić coś. Jedyne czego chcę to nie być.

3 komentarze:

  1. Przeraźliwie prawdziwy post...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tylko samemu sobie można pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, ale jednak w niektórych sytuacjach bez wsparcia nie da się tego uczynić. Szkoda, że ludzie, na których Ci zależy, zawsze się boją. Nie wiem nawet czego, ale wolę myśleć, że boją się, niż, że po prostu mają mnie daleko gdzieś i nie chcą.

      Usuń

Co o tym sądzisz?