sobota, 4 grudnia 2010

Marazm

Znów nie pisałam przez dłuższy czas. Tak to jest z moją regularnością. Kolejny tydzień, właściwie dwa, który ciężko opisać z wielu powodów. Wiele zmarnowanego czasu, życie marzeniami, które raczej powinno się realizować niż traktować jako środek do oderwania się od rzeczywistości...

Okropnie popularny trzykropek, którego nie znoszę, ale nie potrafię go niczym zastąpić. To tak jak z niektórymi ludźmi-można ich nazwać 'toksycznymi', chociaż bardziej podoba mi się określenie 'uzależniający', chociażby dlatego, że w uzależnienia popadamy z własnej woli, zaś słowo 'toksyczny' kojarzy się raczej z czymś, czego atrakcyjność zawiera się jedynie w możliwości 'oparzenia się'.

Uzależniających ludzi jest więcej, niż możnaby pomyśleć. Tym bardziej, iż z ludźmi tegoż typu jest tak samo jak i z rzeczywistymi uzależnieniami- sprawą indywidualną jest dla nas od czego się uzależnimy. To, co intensywnie przyciąga do siebie jedną osobę, wcale nie musi podobać się drugiej. Tu właśnie leży różnica między byciem osobą toksyczną, a powyżej wymienionymi. Trucizna powoduje identyczne skutki u każdego, niezależnie od przeróżnych czynników, co stoi w opozycji do uzależnień (przynajmniej w ich początkowym stadium).
Najgorzej jest uzależnić się od osób, które właściwie nie powinny nas obchodzić. Nie mam na myśli ludzi 'znanych', chodzi mi raczej o tych, z którymi stykamy się na codzień. W takim wypadku możliwość uzależnienia wielokrotnie rośnie.
Skutkiem tego jest całkowita klęska jeżeli chodzi o próby skupiania się na innych, szeroko rozumianych, obiektach, czasem prowadzi to również do psucia się stosunków z tymi, którzy bardziej zasługują na naszą uwagę.
Ostatnio niestety często zdarza mi się popełniać ten błąd. Zapewne jest to objaw czystej głupoty, ale jestem niestety do tego przyzwyczajona.
Po zastanowieniu można dojść do wniosku, że powinniśmy więcej czasu poświęcać bogaceniu swojego umysłu, który, gdy jest w miarę zamożny ;), może w wielu sytuacjach pomóc nam podnieść się z dna, bądź też zejść z poziomu marzeń na jawie do rozsądnego 'złotego środka'.

Łatwo o tym pisać, ale o wiele ciężej jest wykonać. Przede wszystkim trzeba wypełnić obowiązki względem własnej osoby, następnie zajmując się osobami postronnymi. Być może wiele osób uważa, że nie ma problemu z realizacją takiego założenia, jednak nie chodzi mi tu o egoizm, lecz o samorealizację, ponieważ będąc osobami ubogimi w sensie własnego rozwoju, nie potrafimy stanowić godnych towarzyszy. Często zdajemy sobie z tego sprawę, w związku z czym, łatwiej przywiązujemy się do osób uznanych przez nas za lepsze. Natomiast, należy raczej starać się (prawdziwie) samemu zostać jak najlepszym człowiekiem (cokolwiek to znaczy, dla każdego z osobna), ponieważ dzięki temu zyskamy mocne poczucie własnej wartości, które nieraz pomoże nam w trudnych chwilach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co o tym sądzisz?