wtorek, 12 sierpnia 2014

Forever and ever

Jakbym niczego się nie nauczyła. Cofam się o rok. Pięknie, miło, wspaniale. Czuję się jak życiowy nieogar, śmieć etc. Przez parę godzin było miło, ale następnie trzeba było wrócić do rzeczywistości, wraz z którą wróciły wspomnienia. A może bym mogła? Może mogę? Wiem, że nie jest to prawdą. Jestem w stanie, ale nie mogę, bo po co? Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Upłynęło trochę wody, ale rzeka wciąż ma tę samą nazwę. Urok nowości musiał ulec urokowi czegoś nieuchwytnego. Nie mam pojęcia co zrobić? Przepraszać? Odezwać się? Całkowicie zignorować? Nigdy nie byłam dobra w te sprawy. Zawsze traktowałam je z nonszalancją, co kończy się smutno. Nagle poczułam się staro i bezużytecznie. Człowiek naprawdę umiera z braku miłości. Nie można jednak szukać jej desperacko, ponieważ niczego to nie zmieni. Również wracanie w większości przypadków nie ma sensu. Mam, co chciałam, dowiedziałam się, że się da. Czy to jednak coś zmieni? Nie mogę znowu przewrócić życia o 180 stopni. Teoretycznie dopiero zaczęłam je ogarniać. Moja teoria cykliczności znów się sprawdziła. Ciekawe, czy kiedyś będę mogła popłynąć z nurtem, bez obawy o utonięcie. Teraz to ja nie mam co dać. Czuję się jak rzecz. Co się ze mną stało? Co się dzieje? Dlaczego, gdy tylko zaczyna być lepiej, robię jedną głupią rzecz i znowu płaczę? Jestem głupia. Okazuje się, że miałam to, czego potrzebowałam, tylko byłam zbyt ślepa, żeby to dostrzec. Nie można być głupszym. Jak mogłam nie widzieć oczywistości? Istniała możliwość szczęścia, a ja zaprzepaściłam ją swoim dziecinnym zachowaniem. Naprawdę spieprzyłam. Bardzo proszę mnie dobić. Nawet kot już zdechł. Wszystko umarło, a mi wystarczy słowo, żeby na nowo się obudzić. Mam cokolwiek proponować? Wtedy będę żałosna i zostanę odrzucona. Chyba chciałabym na nowo wskoczyć do rzeki. Chcę, ale po co? Same pytania, na które nie umiem odpowiedzieć, a nie mam komu ich zadać. Nie chcę się wygłupić. Naprawdę cisnęło mi się na usta, dobrze, że nie chciało przejść przez gardło. Chyba rzeczywiście zdarza się raz, a ja popisowo to popsułam. Przecież jako kobieta powinnam doskonale wyczuć prawdę. Fakt, że tego nie zrobiłam, znaczy, że byłam głupim dzieckiem, które nie wiedziało co robi. Z każdym kolejnym czuję coraz mniej. Może właściwie nic. Może to dobrze. Może tonę w morzu wątpliwości. Trzy lata poczucia przegranej, które po kolejnym roku okazało się być błędne. Jestem imbecylem. Całkowicie zniszczyłam swoją szansę. Jestem antywzorem. 7.45. Wróciłam do siebie. Jestem okropnie śpiąca, ale wiem, że teraz nie zasnę przez kilka dni. Chyba znów muszę znaleźć oczyszczającą pracę fizyczną. Co mam robić? Odezwać się? Wygłupić? Czy zostawić wszystko w tej bagnistej beznadziei? Niech ktoś mi pomoże, bo sama nie dam rady.

Wtedy też słuchałam Pink Floyd.

2 komentarze:

Co o tym sądzisz?