Powered By Blogger

wtorek, 18 grudnia 2012

Novum

1. Pewne wydarzenia sprawiły, że zainteresowałam się gorsetami i wszystkim co z nimi związane. Na razie dopiero zaczynam przygodę w tym temacie, więc ciągle się dokształcam pod względem technicznym i jakościowym. Powoli dowiaduję się na co opłaca się wydać więcej pieniędzy, a na czym oszczędzać. Możliwe, że w miarę poszerzania się mojej wiedzy na blogu pojawi się więcej postów na temat gorsetów. Na dzień dzisiejszy jedyną gorsetową prawdą uniwersalną znaną przeze mnie jest fakt, by nie dać się skusić atrakcyjnym wizualnie produktom marki corsets.uk ;). Staram się ciągle rozwijać, dopiero zaczynam wypracowywać własny styl.
Właśnie czekam na dostawę do domu chwalonego przez osoby, którym ufam pod tym względem, matowego underbusta z papercats. Można powiedzieć, że sprawiłam sobie spóźniony urodzinowy prezent ;).

2. Zmiany również w umiejętnościach domowych. Okazuje się, że umiem gotować tak, że nikt nie krzywi się z obrzydzenia. Czyli jest dobrze i byle do przodu.

3. Powróciłam do, zarzuconego pod wpływem mocnej krytyki, rysowania i z dnia na dzień widzę jakieś postępy. Jednak nie warto przywiązywać zbyt dużej wagi do słów postronnych, niezależnie od relacji jakie nas z nimi łączą.

4. Po mocnym załamaniu nerwowym zaczynam powoli odbijać się od dna. Możliwe, że to kwestia zbawiennej odległości od czynników destrukcyjnych. Oddalenie wychodzi mi na dobre, choć nie wiem, czy jeszcze nie jest za wcześnie na takie odważne teorie.


Pożyjemy (sic!), zobaczymy :)

wtorek, 20 listopada 2012

Zniżki

Moi znajomi są podobni do zniżek na piwo. Wystarczy, że je zauważysz a momentalnie znikną. Zachciało mi się powylewać żale, ponieważ od prawie trzech tygodni siedzę w mojej lepiance, z internetem przez kalkulator, a propozycji towarzyskich jak nie było, tak nie ma. Pewnie dalej nie będzie, do momentu w którym zostanę zawalona pracą po pachy. Zapewne jestem ułomna społecznie, ale nie jest to wystarczający argument, skoro połowa moich pseudo przyjaciół cierpi na tę samą dolegliwość. Z drugiej strony, czego wymagać od przecen. Towar albo wadliwy, albo z dwudniową datą ważności. To ma sens. Wmawiam sobie, że mając przed sobą pół roku oczekiwania na propozycję, mam dość czasu, by wziąć się za siebie i wywrzeć na powyższych wielkie wrażenie. W związku z tym kolekcjonuję zestawy ćwiczeń, przepisy kulinarne, lakiery do paznokci, maseczki do twarzy i drogie perfumy, wiedząc, że gdy przyjdzie co do czego, pojawię się zapuszczona, chcąc mówić swoim wyglądem, że tak naprawdę nie zależy mi na żadnej znajomości, szczególnie z osobami mającymi mnie tam, gdzie zeszłoroczny śnieg. Ale, ale. Doczekacie się dnia, w którym wyskoczę na 20cm obcasach, z tacą pełną babeczek i robioną przez dwie godziny fryzurą, nie zapominając o idiotycznym sztucznym uśmiechu. Zacznę rozdawać radość godną różowego jednorożca na prawo i lewo, aż pochorujecie się od namiaru słodyczy. Bycie wolnym atomem to najbardziej ujowa rzecz jaką robiłam w życiu. Pokój niewolnym.

niedziela, 18 listopada 2012

Wzniośle

O miłości mówi każdy, częściej bez sensu niż składnie. W ciągu pierwszych piętnastu lat życia naczytałam/ nasłuchałam się na ten temat tyle, że moja głowa stała się pełna wzniosłych myśli. Jeszcze dwa lata temu uważałam, że jeśli kiedyś trafi mnie pijany amor, będzie to coś na kształt spełnienia marzeń. Motylki w brzuchu, nieprzymusowa dieta, darmowa euforia do końca życia. Oczywiście, nie byłam oryginalna w sposobie postrzegania tego zjawiska. Pojawiały się niby-okazje całkiem niezłe jako pole działania skrzydlatego, niestety, zamiast niego na wierzch wychodził mój, sprawny kiedyś, rozum. Generowało to wiele zabawnych sytuacji, o których chętnie, nie bez nuty złośliwości opowiadałam postronnym. Do czasu. W połowie ubiegłego roku uznałam, że karma jest sprawiedliwa. Wszystko, co rzucałam, odbiło się, trafiając   mnie w czuły punkt. Dłuższy czas zajęła mi identyfikacja tego, niespotykanego jak na moje warunki, stanu, przy czym trafne rozpoznanie go wcale nie przyniosło mi tak oczekiwanej radości. Zgoda, pojawiła się darmowa dieta, objawiająca się jako niemożność jedzenia w samotności, ale motyle były dość koślawe i zdecydowanie zbyt często uderzały o serce, powodując bolesne(!) otępienie. Ciągle jednak było to doświadczanie czegoś, czego chciałam od dawna, więc poddawałam się temu, czekając jak daleko się posunie. Doszło o wiele dalej niż się spodziewałam. Koślawe motyle zapełniły całe ciało. Najpierw poleciały do głowy, odejmując możliwość logicznego działania i sensownego myślenia, potem do ust, odbierając możliwość jedzenia i składnego wysławiania się, następnie zajęły nogi i ręce ustanawiając je niezależnymi od mojej woli. Ciągle jednak było ciekawie. Do momentu, w którym zorientowałam się, że założyłam lokatę w złym banku. Nie zwróciłam w porę uwagi na małą czcionkę, według której umowa nie obejmowała oprocentowania, za to zakładała możliwość licznych opłat  oraz ograniczeń korzystania. Zaczęłam szukać rozwiązania, przy czym im bardziej intensywnie go poszukiwałam, tym mniej pożądanym się dla mnie stawało. Każde było złe. Dałam za wygraną, niechętnie zostawiając sprawy własnemu biegowi. Skutkowało to do stanem żałosnej podległości, ten  brakiem własnego zdania, który z kolei poprowadził do oklepanej depresji.  W końcu stałam się gotowa wiele (by nie nadużywać melodramatycznego tonu, mówiąc "wszystko") poświęcić, byle tylko móc spędzić głupie pięć minut łudząc się, że uczucie jest odwzajemnione. Udawało się to mniej lub bardziej. Najdłuższy czas trwania u mnie mrzonki o wzajemności wynosił dzień. Przy tym wszystkim zabawnym było, że moje zachowanie wskazywało prędzej na wyraźną niechęć niż mocne uczucie. Było to niezamierzone i kompletnie irracjonalne. Może, budując złą opinię w oczach najbliżej mi osoby, karałam samą siebie za słabość i przeszłość na raz. W gruncie rzeczy to nieistotne, podobnie jak fakt, że będąc osobą od zawsze daleką od łez, zaczęłam zapełniać każdą wolną chwilę żałosnym płaczem. W żadnym momencie nie chodziło mi o marzenia przyprawiające każdego mężczyznę o mdłości, nie, moje mrzonki kierowane były chęcią zatrzymania chwili obecnej na czas bliżej nieokreślony, bez konieczności przejmowania się przyszłością. Nie zmieni to faktu, że zmiana cudzych skłonności jest niemożliwa. Wiedziałam o tym z moich, przedstawiających się odwrotnie, doświadczeń. "Nie wiem" jest równe "nie", którego za nic nie da się zmienić. Doprowadziło to do miejsca, w którym, ciągle żyjąc z nadzieją na przyszłość zajętą odwzajemnionym uczuciem, jednocześnie przestałam w nie wierzyć. Możliwe, że moja obecna skłonność za jakiś czas będzie tylko wspomnieniem, ale nie zmienia to faktu, że w tym momencie jest  bardziej świeża niż wczoraj, gdy wczoraj była mocniejsza niż dwa dni temu, i tak dalej. Rośnie zamiast znikać, a ja zasłuchuję się w piosenkę Nicka Cave'a, będącą niczym mniej i niczym więcej niż prawdą na temat miłości. Starajmy się jej nie wpuszczać, wszak ma brzydkich bliźniaków.

poniedziałek, 29 października 2012

Suwenir

Podobno wspomnienia mają kolor sepii
niektóre chwile były nimi od razu
tak bardzo niechciane

Chowam je do portfela
jak słowackie korony sprzed lat
będą tam leżeć
żeby nigdy nie był pusty

chrono

22 grudnia
mokre ulice
sucha głowa
pełne ręce
szczęście

24 października
mokra głowa
nieświadoma kradzież
niespełnione nadzieje
niespodzianka

1 stycznia
rozczarowanie
spokój
ciepło
prostota

16 października
białe włosy
złote liście
zielone oczy
głowa rozsadzana szczęściem
punkt kulminacyjny

Kto to?

Uwielbienie do połowicznego rozwalania butów i taniego wina. Szaleństwo na punkcie miętowych i lekarzy. "Nie" odwrotne. Rozpuszczone włosy i ściśnięte nogi. Trzeźwy kac. Szukanie całego w dziurze. Pachnie moimi perfumami lepiej ode mnie. Atrakcyjne kończyny, zbyt przytomny umysł. Łamiąc wagony szybko dojedzie do celu. Zamieńmy się.

piątek, 31 sierpnia 2012

Instrukcja obslugi

Lubię dostawać prezenty, lubię, gdy dzwoni się do mnie z pytaniem o humor, lubię, gdy szanuje się mój czas na równi z własnym. Lubię, gdy utrzymuje się ze mną kontakt na bieżąco, a nie "od potrzeby, do potrzeby", lubię, gdy przebywanie ze mną, oznacza przebywanie ze mną. Lubię szczere rozmowy, ale nie znoszę chamstwa. Lubię traktowanie mnie jak człowieka, lubię szczere zainteresowanie, nie znoszę fałszywych pochwał. Lubię konstruktywną krytykę, nie toleruję czepiania się o pojedyncze wyrazy. Lubię pomaganie w potrzebie, nie lubię nazywania nurtujących mnie problemów głupotami (narzekaniem). Lubię czuć się swobodnie, bez liczenia czasu. Lubię dotrzymywanie słowa, brak przykrych niespodzianek. Lubię czuć się osobą minimalnie ważną, wartą zabiegania. Lubię wiedzieć, że jestem "kimś", a nie "czymś". Lubię posiadać własne zasady, nie lubię naginania mnie.

By aktywować, wciśnij klawisz "wyślij".