Powered By Blogger

niedziela, 19 lipca 2015

niedobory

Cierpnie uszlachetnia.
Walę to.
Co mi przyjdzie z oszlifowania?
Proch i kości.
Zimne
Serce
Mózg niezasypiający 
Oczy przykryte, żeby nikt nie zauważył niedoborów
Może w końcu się obudzę
Bez tłuszczu
Bez pustki
Bez ciała
Bez duszy
Pójdę przed siebie jakby mnie nie było

wtorek, 26 maja 2015

Liczby pierwsze.

To samo. Z dnia na dzień jesteśmy coraz bardziej zatomizowani. Robimy wszystko, by wyzbyć się samotności. Stosujemy różnego rodzaju zagłuszacze. Wmawiamy sobie, że jest dobrze, podczas gdy naprawdę coś krzyczy. Coś, nieużywane tak dawno, że aż już pozbawione nazwy. Nowa praca, książka, kierunek studiów, fryzura. Wieczna zmiana. Po którejś próbie wychodzi na jaw oczywistość.

Tkwienie w stanie (niby) niepożądanym, powoduje umacnianie się w poczuciu bycia lepszym. Cierpienie uszlachetnia, jestem więc nadczłowiekiem. Wybijam się ponad pospólstwo, ponieważ nikt nie jest w stanie mnie w pełni zrozumieć. Łechtanie ego.

Ponad to, jedynie samotność nie wymaga kompromisów. Doskonale egotyczny, uświęcony przez opinię publiczną, stan. Tłumaczymy więc swój egoizm szlachetnością i cierpieniem.

Szanse są tak bardzo niepożądane, że aż przez nas odpychane; przecież każde działanie skazane jest na porażkę, której można uniknąć jedynie poprzez brak takowego. Robimy z siebie ofiary losu, podczas gdy w rzeczywistości jesteśmy rozpieszczonymi, dwudziestoletnimi dziećmi. Prawda wyzwala, co jednak, jeśli nie chcemy się wyzwolić?

Nasz stan jest uświęcony, niemal mistyczny. Niech cały świat wie, że cierpię. Niech wszyscy wiedzą, że jestem lepszy/a.

Wiesz jak szalone ilości ludzi można poderwać na smutek? Jeśli nie masz powodzenia, polecam użycie w miejscu publicznym miny zrozpaczonego dziecka. Wszyscy zechcą się tobą opiekować.

Ludzie lecą na problemy. Czują się silniejsi, wiedząc, że z czymś radzą sobie lepiej, niż inni. Handel wymienny. Ty dajesz swój zakiszony smutek, by ktoś dał ci swoją siłę. Niezły deal, tym razem zaruchasz.

Szczęście wymaga kompromisów, smutek nie. Wybór jest prosty.

czwartek, 2 kwietnia 2015

Tsukuru Tazaki

Rezultat nie jest ważny. Istotne, że zdobyłeś się na odwagę. Poddałeś w wątpliwość, pobudziłeś do działania. Wyszedłeś ze strefy komfortu. Brak barwy nie musi piętnować. Powietrze, mimo, że niewidoczne, jest jednak niezbędne. Tylko wiedza jest w stanie pomóc. Brak świadomości stanowi jedynie pozorne zadowolenie głupców. Odnieś się do prawdy. Wtedy, niezależnie od wyniku, wygrasz. Nie mając barwy jesteś czysty. Masz nieograniczone możliwości ruchu. Pozostajesz tak inny, że aż niezmienny. Niczym nieskażona doskonałość przezroczystego charakteru.

niedziela, 29 marca 2015

sznur

Wiosna. Najgorsza możliwa pora roku. Wyrzuty  sumienia dotyczące wszelakich własnych zachowań. Czy jestem "dobrym człowiekiem"? Mam ochotę przeprosić wszystkich, nawet tych, których obiektywnie rzecz biorąc przepraszać nie mam za co.  Gram w niekończącym się horrorze. Ziemia to czyściec gorszy, niż piekło. Ciekwe za co płacę. Co takiego stało się wcześniej, że jestem zmuszona być tu i teraz. Trwać w tym niekończącym się zawieszeniu. Moją wolą jest aby wszyscy byli szczęśliwi. Healer jednak w takich warunkach traci pracę. Jego byt przestaje być zasadny. Może więc jest jakiś powód? Jakaś rola, którą muszę jeszcze odegrać. Niczego nie oczekuję. Nie chcę nic od kogokolwiek. Czy można być tak złym, że aż dobrym? Tak dobrym, że aż złym? Tak pustym. Biała przestrzeń bez tlenu. Liniowość czasu. Względność rzeczy. Małostkowość. Moralność.  Ozon. Duszący nadmiar przestrzeni. Śmierć nie jest rozwiązaniem, ale końcem pytań.

poniedziałek, 23 marca 2015

rozpad

Rozpad następuje w ciszy. Nie lubi szumu wygranej. Podczas gdy naokoło świeci słońce, w środku panuje proces gnilny. Karmiczne wcielenie człowieka, w pozornym ogromie możliwości, jest prędzej karą, niż nagrodą. Czyściec jako miejsce zamieszkania demonów. Tarcze nie do przebicia. Ułuda tanich świecidełek. Zabawa nie dająca radości. Praca nie dająca zmęczenia. Ból, który nie przynosi ulgi. Śmierć dzień po dniu. Emocje jako egzaltowana przykrywka dla pustki. Na niebie zawisły dwa księżyce; ciekawe kto jeszcze je widzi.

czwartek, 5 marca 2015

Cząstki

Bez wstępu. Wychodzi się z założenia, że jeśli coś nam przeszkadza, należy to zmienić. Co, jeśli czynnikiem przeszkadzającym jesteśmy my sami? Owszem, można zmienić i to, jednak w jakim kierunku nastąpi transformacja? Czy uda się poznać samego siebie? Czy będzie się w stanie żyć w sposób odmienny od słabej, ale stabilnej strefy komfortu? Szczerze wątpię. Nie jest to wybór między dobrym funkcjonowaniem z zaburzeniami, a złym funkcjonowaniem bez takowych. Powiedziałabym raczej, iż chodzi tu o sam fakt, iż wszelakie funkcje są i będą upośledzone, jedyne zaś co możemy zmienić, to sposób ich uszkodzenia. Nie da się ich uleczyć, ponieważ teoretyczne usunięcie niedoskonałości sprawi, iż nastąpi transformacja. Nie będzie się tą samą osobą. Skoro zaś wiem, jak poruszać się w świecie pełnym psychoz, czy odnajdę się w czasoprzestrzeni, która ich nie zawiera? Kim wtedy będę? Czy nie zatracę swojej z defragmentowanej osobowości? Czy nie zostanę swoistym warzywem? Grunt to oswoić rzeczy, bez których nie umiemy funkcjonować i przystosować je do zadań, jakie przed sobą stawiamy. Dlaczego to większość ma rację? Dopasowanie się do, z założenia tkwiącego w błędzie tłumu nie jest rozwiązaniem. Mając poziom inteligencji większy niż 80 IQ jesteśmy zmuszeni ciągnąc swój wyeksterytoriowany umysł z tyłu głowy.

Myśl inaczej? Chcę myśleć jak "wszyscy", jednak nie potrafię. Czeka na ciebie za rogiem, nigdy nie wiesz kiedy się pojawi, pewne jedynie, że nie przejdzie obojętnie. Wwierci się w głowę i zagnieździ w lewym dolnym rogu. Uzależni równie łatwo jak tytoń. Jak wielu przyjaciół mieści się między przodem a tyłem czaszki! Wybierz, z rąk którego chcesz polec.

czwartek, 4 grudnia 2014

Wintertime love

Nadchodzi zima, kryję się więc pod kocem. Nadchodzą uczucia, kryję się więc pod kołderką cynizmu. Och, jak miło udawać zblazowanie, egzaltację, pogardę! Co za wspaniały brak emocji! Jak dobrze poczuć się przez chwilę czarnym charakterem rodem z dziewiętnastowiecznej prozy dla znudzonych dam! Bunkruję się, zakopuję coraz bardziej,by nie dopuścić do siebie altruizmu, ani wątpliwości. 

Nigdy więcej, etc. Wkopuję się w dawno nieodwiedzane zakamarki, w rytm Depeche Mode. Bez muzyki nie jestem w stanie zrobić nic. Cóż, tu nie ma nawet żadnego "again". Urojenia to wszystko, czym w tej materii kieruje się mój mózg. Nie mamy wpływu na innych, a odrzucenie boli tylko, gdy tożsame jest z ujawnieniem swych uczuć. Tak długo, jak obiekt o nich nie wie, nic nie może mi się stać. Nie wyjdę co prawda ze skorupy nieczułości, ale też nie narażę się na śmieszność. 

Walka o uczucia? Nie. W samym pojęciu walki kryje się tyle agresji, że aż niedaleko od niej do zniszczenia, a ja nie chcę niszczyć. Co zresztą jest złego w platonicznych uczuciach? Rozbudzasz się, pobudzasz kreatywność, twój humor się wyostrza, a nikt nie wie, co jest tego powodem. Doskonale. Obiekt niedostępny nigdy cię nie zrani, nie ma takiej mocy sprawczej. 

Najlepiej więc obiekty odczłowieczać, określać mianem mięsa, którego przecież starasz się unikać. Obiekty bez imion, obrazki, nie ludzie. 

Wiem, że nie mogę sobie pozwolić. Nie chce mi się testować mojej siły. Tak, nie chce mi się z czystego lenistwa wystawiać na pośmiewisko, po raz kolejny zmieniać towarzystwo. Nie chce mi się. Najpierw musiałabym wiedzieć, że gra jest warta świeczki, ale, jako, że jest ona jedynie chorym, całkowicie absurdalnym wytworem mojego umysłu, doskonale wiem, że nie jest warta czegokolwiek. Trudno, nawet nie żałuję. Przynajmniej na nowo rozbudzam kreatywne myślenie. Mam z czego żartować. Z siebie. 

Pójdę więc kolejny raz. Witając się z wszystkimi. Wyglądając świetnie. Bawiąc się i mówiąc głupoty. Pójdę i po raz kolejny nie dam nic po sobie poznać, bo niby dlaczego? 

I'm not dead. Zdecydowanie czuję, że żyję, więc może to nie jest takie złe? Niech tylko zostanie platoniczną tajemnicą, w końcu samo przejdzie.